Drogi Actionmagu!
Piszę do Ciebie, ponieważ nudzę się okrutnie, bardziej, niż sądziłem, że człowiek może się w ogóle nudzić. Nawet nie wyobrażasz sobie, jak bardzo plany wypoczywającego na wsi (agroturystyka i takie tam :) jest w stanie pokrzyżować deszcz, któremu chmurka obrzydła. Powiem Ci: Naprawdę bardzo. A że w czasie deszczu młodzież się nudzi, chwytam za pióro i piszę do Ciebie.
Wieś, w której się znajduję, nazywa się Jastrzębiec i leży w pobliżu Leżajska. Składa się z pól, drogi, domów & zabudowań gospodarczych oraz mieszkańców. Do tego rachityczna rzeczka w zaniku, no i zwierzęta. W stosunku do mojego Sulęcina (Ziemia Lubuska rulzzz) Jastrzębiec leży na końcu świata, a dojazd dodatkowo utrudnia droga składająca się z dziurek, dziur i dziur nie do objechania, między którymi ktoś umieścił odrobinę asfaltu.
Ma to jednak, drogi Actionmagu, swoje zalety. Oprócz oczywistych typu pozbycia się rzesz wierzy... wielbicieli, dochodzi możliwość odcięćia się od świata zewnętrznego, pooddychania świeżym powietrzem, pokonsumowania zdrowego żarcia. Mam tu czas, aby w ciszy i spokoju poczytać w cieniu jabłoni (tak w nawiasie: Był już przede mną taki jeden, co to pod jabłonią przesiadywał. Jak go rypło jabłkiem w globus, z miejsca grawitację ustanowił), mogę ciałko poopalać nie ryzykując zadeptania, na grzyby można wyskoczyć i nie zatonąć w śmieciach. Mówiąc krótko, jest naprawdę fajnie i nie wierz tym, którzy twierdzą, że nad morzem najlepiej.
Mieszkańców Jastrzębca można podzielić na babcie-dewotki i żule (choć paru rolników może by się znalazało, a i moi dziadkowie, u których jestem na garnuszku, klasyfikacji tej się wymykają). Pod sklepem monopolistycznym, bo jedynym, z monopolem nie mylić, zawsze chwieje się ze trzech naprocentowanych kombajnistów, "kominówę" zaś pędzi się w co drugim gospodarstwie. Co tu dużo pisać, nawet lokalny ksiądz nadużywa winka mszalnego.
Tak, tak, Actionmagu, Archwi(...)nin byłby zachwycony.
Z księdzem łączy się sprawa kaplicy, będącej miejscem cotygodniowych zlotów całej wsi. Zloty te noszą nazwę mszy, ale polegają na oplotkowywaniu sąsiadów i miastowych, przerywanym odśpiewaniem pieśni eucharystycznej i wysłuchaniem kazania. Czyli psioczenia na Unię Europejską - tak to się Kościół w politykę nie miesza.
Pobyt na wsi pod ukraińską granicą jest też znakomitą okazją do łamania stereotypów i nauki miłości do naszych bracie ze Wschodu. Polega to na słuchaniu radia. No bo tak - chcesz posłuchać RMFu - a tu ukraińska radiostacja. Chcesz Zetki - radio po ukraińsku. To uczy szacunku do ich mowy (chyba, że puszczają ichni hiphop, zgiń, przepadnij!).
Chyba będę kończył, drogi Actionmagu. Nadmienię jeszcze tylko, że Leżajsk wbrew pozorom to nie tylko browar+klasztor i parę miejsc tu warto zobaczyć.
Pozdrów ode mnie Qn'ika i resztę załogi.
Axel Prubaj Hoolaynoga
p.s. Wszelkie ewentualne błędy zwalam na niedoskonałości konwersji z wwersji analogowej (czyli śpieszyłem się w leżajskiej kawiarence, gdzie przepisywałem tekst z... kartki papieru:). Wiecie, mała niedogodność związana z ucieczką od cywilizacji:)
p.p.s. Pozdrawiwam cały Leżajsk!