Co wolno Tomkowi i dlaczego
czyli dyskusji o trawce i wolności ciąg dalszy




Widzę, że wielka wojna między zwolennikami a przeciwnikami palenia trawki nie tylko trwa nadal, ale nawet przybiera na sile. Jeszcze mój pierwszy tekst na ten temat nie zdążył ukazać się w AM, a już taki Pasibrzuch zamieścił aż 3 sztuki swoich własnych wypocin. Dobrze, skoro chce wojny, to będzie ją miał. Nie sądzę, aby udało mi się go przekonać, bo żadne rozsądne argumenty wydają się do niego nie docierać, ale przynajmniej będę miał rozrywkę :-).

Zacznę od takiej historyjki pod tytułem: "Skąd do ciężkiej cholery wzięli się ci wszyscy bojownicy o wolność". Otóż jakiś czas temu niektórym ludziom nie żyło się najlepiej, mówiąc delikatnie. Były takie grupy ludzi, które nie miały absolutnie żadnych praw. Wśród grup "uprzywilejowanych" (czyli mężczyznach rasy białej o odpowiednich zasobach gotówki) ktoś o nieco bardziej światłym umyśle niż pozostali postanowił, że będzie walczył z dyskryminacją. Oczywiście przedstawiciele "pozbawionych wszelkich praw" też nie próżnowali i domagali się równouprawnienia. Takim sposobem narodziły się rozmaite ruchy wyzwoleńcze.

Po wielu latach ciężkich walk, zarówno w znaczeniu dosłownym, jak i w przenośni, bojownicy o wolność dopięli swego. Dokonano uwłaszczenia chłopów. Wiele podbitych narodów wyzwoliło się spod tyrańskiej władzy kolonizatorów. Przyznano wolność Murzynom i równouprawnienie kobietom. "Przy okazji" wynaleziono kilka innych, równie pożytecznych rzeczy, np. konwencje wojenne. No i kiedy nie było już kogo uwalniać, tolerować, równouprawniać i nie dało się nic więcej wynaleźć, Bojownicy Wolności z braku lepszego zajęcia zaczęli świrować.

I tutaj kończy się ich pozytywna misja w dziejach ludzkości. Każdy ich kolejny pomysł był coraz głupszy. Zaczęli się np. domagać zniesienia kary śmierci, gdyż uznali, że godzi w prawa człowieka. Ubzdurali sobie też mnóstwo innych, równie idiotycznych rzeczy, których wymieniać nie będę, gdyż i tak każdy może się domyślić, o co chodzi. No a ostatnio niektórzy całkiem już zbzikowali i twierdzą, że wielkim ograniczeniem wolności jest zabranianie używania narkotyków.

Teraz, kiedy poznaliśmy już charakter działań Pasibrzucha i jemu podobnych, rozpoczynamy zwykłą polemikę. Startujemy od samego Pasibrzucha, później będzie jeszcze jeden cwaniak.

"Można palić marihuanę latami tak jak pali się papierosy. Nie widzę powodu, aby ograniczać tu ludzką wolność do decydowania o swoim losie"

Jeśli przeczytasz mój pierwszy tekst o trawce, zobaczysz te powody. Teraz nie będę się już powtarzał.

"Zapytałem w artykule "Trawka a wolność": "Jeśli rząd zabrania palenia trawy, argumentując że to niebezpieczne to rodzi się pytanie: kto jest właścicielem mojego życia? Rząd czy ja?""

Odpowiem ci: ty i tylko ty jesteś właścicielem swojego życia, ale zastanów się, co to właściwie znaczy: być właścicielem czegoś? Czy oznacza to, że możesz z tym czymś zrobić wszystko, co ci się podoba? A weźmy inny przykładzik: kupujesz samochód. I co, możesz z nim zrobić wszystko? Możesz go porzucić na środku drogi? Możesz go sobie ot tak po prostu rozwalić? Albo jeszcze lepszy przykład - kupujesz kawałek ziemi. Cóż z tego, że jesteś jej właścicielem, skoro bez odpowiedniego papierka nie możesz tam nic zbudować?

Z drugiej strony, nabywając jakąś "mniejszą rzecz", np. pudełko zapałek, masz do tej rzeczy praktycznie pełny zestaw praw. Z tego wniosek, że są rzeczy mniejsze (mniej ważne) i większe. I w każdym z tych dwóch przypadków bycie właścicielem takiej rzeczy oznacza trochę co innego. Do której kategorii zaliczyłbyś życie ludzkie?

"Państwo nie ma moralnego prawa aby zabronić komukolwiek palenia marihuany a nawet zabicia się!"

Tutaj mała dygresja. Zgadzam się bowiem, że rząd nie ma takiego prawa. Dlatego też bardzo dziwią mnie takie sytuacje: wlezie sobie jakiś psychol na dach wieżowca, ogłasza, że ma zamiar się zabić. Od razu stawia to na nogi cały sztab ludzi: policję, pogotowie, straż pożarną, psychologów-negocjatorów i cholera wie, kogo jeszcze. I owa armia przez pół dnia staje na głowie, żeby odwieść czubka od popełnienia seppuku. Jakby nie dostrzegając jednego małego szczegółu, mianowicie, że jeśli ktoś naprawdę chciałby skoczyć, toby skoczył, nie robiąc przy tym zbędnego zamieszania. Tymczasem zamiast olać takiego głupka, robi się całą masę hałasu i po cholerę to komu? Daje się tylko "dobry" przykład innym, a taka impreza, chociaż może dla gapiów stanowi ciekawą rozrywkę, to jednak ma mnóstwo skutków ubocznych. Po jaką na ten przykład cholerę angażować w to służby porządkowe, które w tym czasie mogą mieć urwanie głowy z innymi, istotnymi sprawami?

Wracając jednak do tematu. Teraz się trochę pośmiejemy:

"Jeśli państwo tego zabrania, to oznacza to, że nasze życie nie należy do nas, ale do państwa! Stajemy się niewolnikami!!"

(śmiech.) Ten Pasibrzuch to ma skłonności do przesady... Jeśli nie można nam ćpać, to już jesteśmy niewolnikami? Przez jeden mały zakazik, który w końcu nie został wymyślony przez złośliwość rządu, lecz dla naszego dobra? Po cholerę komu trawka, jest tyle innych rozrywek. Bezpieczniejszych.

"Janusz Korwin-Mikke powiedział na którymś ze spotkań: "Niewolnik zabija się przynosząc finansową szkodę swojemu panu, człowiek wolny zabija się sam sobie!""

Lubię Korwina-Mikke za jego niecodzienne (lecz zdrowe) poglądy. Jednak nie wiem, co przytoczony cytat ma do rzeczy. Jaką "finansową szkodę" ponosi państwo, gdy zakazuje palenia marihuany?

"Nigdy nie popalałem i nigdy popalać nie zamierzam. Ale rozumiem, że nie mieści Ci się w głowie aby ktokolwiek walczył o cokolwiek jeśli nie przynosi mu to osobistych korzyści. Otóż zaskoczę Cię - narkotyki mnie nie interesują, ale nie znaczy to, że nie interesuje mnie wolność, o którą walczę, choć mi samemu nic to nie daje"

Ja również nie rozumiem takiej walki. Jeśli nie palisz, to zamknij, za przeproszeniem, pyska. Jest tyle innych, wzniosłych celów, o które warto walczyć - dlaczego angażujesz tyle wysiłku w sprawę, która cię zupełnie nie dotyczy? A poza tym odpowiedz mi na jedno pytanko: dlaczego nie palisz? Wiem, co mi chcesz odpowiedzieć - że ty akurat nie lubisz palić. No dobra, ale dlaczego nie lubisz? Próbowałeś? Coś mi się zdaje, że nie, ale jeśli się mylę, to z góry przepraszam.

"(...) państwo nie ma prawa wchodzić ludziom z butami w życie i decydować za nich co jest dla nich dobre"

Bądź więc jeszcze na tyle miły, żeby wyjaśnić mi pewną tajemnicę: od czego właściwie jest to państwo? Bo jeśli każdy obywatel miałby decydować o sobie całkowicie sam, to chyba państwo nie byłoby mu do niczego potrzebne. Taki ustrój anarchią się nazywa.

"Słowa, Mumina, zwolennika utrzymania ustawowej nielegalności narkotyków brzmiące "wolnoć Tomku w swoim domku" są więc oczywistym golem strzelonym do własnej bramki! To hasło można bowiem uznać za kwintesencję całej mojej teorii"

Pasibrzuchu, w przeciwieństwie do Mumina masz ogromne zaległości dotyczące lektur, które powinno znać każde dziecko! Nie dziwi mnie to zresztą zbytnio u człowieka, który całą swoją "mądrość" czerpie w kościele. Proponuję sięgnąć do odpowiedniej literatury i przypomnieć sobie, z której to bajki pochodzi użyte przez Mumina hasło i w jakim to kontekście zostało użyte. Wówczas dowiesz się, kto "strzelił gola do własnej bramki" i komu "pojęcie wolności jest zupełnie obce".

A teraz nowa porcja rozrywki - polemika Pasibrzucha - w tych samych klimatach i na ten sam temat - z Erykiem.

"ja zwykłem nie walczyć z ludźmi ale ich poglądami"

Ulubione słowa hipokrytów całego świata. A to dlatego, że w sumie na jedno wychodzi. Pasibrzuch lubi udawać uczciwego polemistę, takiego nie stosującego chwytów poniżej pasa, a jednocześnie bardzo lubi wywyższać się nad innych i udowadniać, jacy to inni nieuczciwi (patrz: końcówka polemiki z Muminem). Jednak czasami nie bardzo mu wychodzi, na przykład Eryka zdążył nazwać "przeklętym świrem" i "zwolennikiem totalitaryzmu". Co z tego, że późnej przeprosił, skoro ujawniło to smutną (dla Pasibrzucha) prawdę, że tak naprawdę to jednak walczy właśnie z ludźmi. Ja nie ukrywam - walczę właśnie z TOBĄ, Pasibrzuchu, a robię to z czystej złośliwości. A także dlatego, że ta "walka" sprawia mi więcej radości, niż wysiłku.

"...Szkoda tylko, że Pasibrzuch mnie nie lubi..." [to mówi Eryk, a teraz odpowiedź Pasibrzucha] "...jest oczywistą nieprawdą. Ja się po prostu nie zgadzam. Nie lubić to zupełnie coś innego"

Ciąg dalszy tej dwulicowości. Ty, Pasibrzuchu, oczywiście wszystkich lubisz, ale jest jeden szkopuł: kiedy ja nie zgadzam się z jakimś poglądem Eryka (a zdarza się), to jakoś mnie to specjalnie nie denerwuje. W twoim przypadku jest odwrotnie. Zastanów się sam, dlaczego tak jest.

"Cóż za bojowy nastrój! Skąd tyle w Tobie agresji, Eryku?"

No właśnie. Chłodny i zawsze opanowany Pasibrzuch nigdy nie jest skłonny do takiego zachłannego ataku! Tylko że czasami to wyzywa innych od świrów i zwolenników totalitaryzmu. Z wykrzyknikami, które nijak nie pasują do tego chłodu i opanowania...

Wracając jednak do tematu przewodniego... Eryk pisze:

"...Tylko żeby potem nie próbował wyciągnąć od jakiegoś człowieka pieniędzy na narkotyki, grożąc wstrzyknięciem krwi z wirusem HIV!..."

Na to Pasibrzuch wyciąga zza pazuchy genialne antidotum:

"Jeśli spróbuje to oczywiście wyląduje w więzieniu za usiłowanie morderstwa"

...a nieszczęsna ofiara napadu wykituje tymczasem na AIDS, tak? Dla mnie jest to raczej przypadek marginalny, ale cholera wie, jak mogłoby być, gdyby plaga narkomanii rozprzestrzeniła się w naszym kraju. A jeśli wydamy na papierku pozwolenie na takie rozprzestrzenienie, to na efekty nie będziemy długo czekać. Mówię wam.

"Ale akurat swoje życie zniszczyć mi wolno, jeśli jestem wolnym człowiekiem w wolnym kraju (niestety, Polska takowym nie jest)"

To wyjedź sobie stąd do wszystkich diabłów i przestań marudzić! Jeśli większość obywateli opowiada się za zakazem narkotyzowania się (a możesz mi wierzyć, że tak właśnie jest, chociaż nie mogę się tu podeprzeć żadnymi konkretnymi danymi), to żyjemy właśnie w wolnym kraju! Bo nie chcesz chyba powiedzieć, że tych obywateli przymusza się do takiego, a nie innego spojrzenia na sprawę narkotyków, za pomocą terroru?

"Owszem, mogę zaprzeczyć. Nie każdy kto pali marihuanę kończy w rynsztoku. Są ludzie, którzy palą od czasu do czasu i tacy co latami palą trawę. Pewna część stacza się niżej"

I to właściwie w zupełności wystarczy, ażeby uznać palenie za nielegalne, nie sądzisz? Oczywiście, zawsze można powiedzieć, że "zwykłe" papierosy oraz alkohol są o wiele bardziej szkodliwe, więc może też powinno się ich zakazać. Sęk w tym, że byłoby to niemożliwe w praktyce - z powodów oczywistych. Narkomania jeszcze się u nas nie rozpowszechniła i dlatego możemy z nią jeszcze walczyć. A jeśli można zapobiec zjawisku, które na pewno nie będzie dobre, to lepiej zrobić to zawczasu, póki jeszcze nie osiągnęło skali takiej, jak alkoholizm, na przykład.

"Możesz przekonywać, odradzać a swoim dzieciom choćby i zabronić narkotyzowania się. Jednak dorosły człowiek ma prawo Cię nie posłuchać"

Kwestię dorosłych i dzieci wobec narkotyków omawiałem już do znudzenia w moim arcie "O wolności słów parę" i nie będę do niej więcej wracał.

"Ja znam takiego, który jest gotów grozić swojej rodzinie nożem, żeby dostać na nie pieniądze" [mowa o papierosach - przyp. MÓJ]

Nie zazdroszczę ci takich znajomości, ale to ciekawy przypadek, przyznać trzeba. Niemniej musisz przyznać, że raczej marginalny. Głód narkotykowy jest chyba znacznie silniejszy, niż ten, który czuje osoba paląca "zwykłe" papierosy, jest również "delikatna" różnica w cenie tych dwóch używek. Stąd dyskusje, agresja kórego uzależnionego jest groźniejsza, uważam za bezcelowe.

Pasibrzuch dostrzega bezsens prohibicji, jeśli chodzi o alkohol:

"Myślę, że by zaszkodziło. Próbowano tego w USA, jeszcze przed wojną. Bajeczne pieniądze zbili wtedy na handlu alkoholem mafiozi w rodzaju Al Capone. Przestępczość kwitła. Mafie dostały ogromne pole do popisu i gigantyczne źródło pieniędzy. Walka z rzeczywistością skończyła się klęską rządu, który musiał się ze swoich pomysłów wycofać"

OK, ale jest jedna różnica między alkoholem a narkotykami i już o niej wspomniałem (właściwie to tych różnic jest kilka). Mianowicie picie jest troszkę "popularniejsze" od ćpania. Dlatego rząd USA poniósł klęskę, ale zauważ, że gdyby popyt na narkotyki był u nas większy, a do tego prowadziłoby niechybnie uchylenie zakazu ich posiadania, to i mafiozi mieliby więcej roboty. Nie mogliby na pewno sprzedawać narkotyków po tak bajecznych cenach, jak obecnie, ale i tak stanowiliby konkurencję dla "uczciwych" handlarzy.

"Nie chcę go likwidować. Jednak internet uzależnia, jak i trawka, tylko na poziomie psychicznym. Jeśli ktoś zabrania ludziom palenia marihuany przez wzgląd na jej uzależniający charakter - powinien też być za zablokowaniem dostępu do równie uzależniającego Internetu!"

Dowcip stulecia, słowo daję. Od komentarza się litościwie powstrzymam.

"Możesz doradzić i ostrzec, ale nieuczciwym jest popieranie państwa, które zabrania ludziom podejmowania wolnych wyborów"

A więc nieuczciwie jest ze strony ludzi, że dbają o swoje własne dobro? Nie bądź, człowieku, naiwny, nikt normalny nie będzie popierał "wolności" innych, jeśli mu ta "wolność" nie odpowiada - a normalnemu człowiekowi nie może odpowiadać. Bowiem żaden normalny, dorosły człowiek nie pozwoli, żeby jego państwo patrzyło spokojnie na to, jak jego dzieci dostają się pod wpływ narkotyków. Nie pozwoli również na to, by dworce w jego państwie zapełniały się masowo ćpunami-wykolejeńcami, a szpitale i przytułki - chorymi na AIDS. A ty nazywasz to nieuczciwością...

"Atakuję cię, bo na moje słowa (...)"

Ha, mam cię! Jednak go atakujesz!

"chcesz ograniczać wolność 99 w imię jednego, który źle postąpił (to Stalin mawiał, że "lepiej uwięzić omyłkowo 10 sprawiedliwych niż wypuścić wśród nich jednego przestępcę"); twierdzisz, że państwo ma prawo decydować co jest dla mnie lepsze!"

Z twoich porównań do stalinizmu to mi się już nawet śmiać nie chce, a co do tych 99 "ograniczanych" to już wspomniałem, że większość Polaków z pewnością opowiada się PRZECIW narkotykom, a więc chyba nie czują się zniewoleni zakazem państwa?

"Ten zakaz sprawia, że nie mogę mieć w kieszeni skręta bo wyląduję za to w więzieniu, nie mogę kupić go od dilera, bo będzie nas ścigać policja"

O właśnie. Tego szukałem. A więc chcesz kupować skręty u dilerów? A więc tym samym wspierać rozmaite mafie? A ja, naiwny, myślałem, że chcesz, aby marihuanę można było dostać w każdym sklepie... No, teraz to już przegiąłeś. Samo ćpanie to jeszcze nic w porównaniu do finansowania gangów! Nie muszę więc już chyba tłumaczyć, dlaczego uważam twoje poglądy nt. narkotyków za szkodliwe dla ludzi?

"Jak można mówić, że jest się za wolnością i jednocześnie akceptować sytuację, gdy brygady antynarkotykowe wyłamują drzwi do prywatnych mieszkań aby odebrać ludziom ich prawo do decydowanie o swoim życiu? Otóż nie można"

A ja ci mówię, że można. Trzeba się tylko dobrze zastanowić, CZYM jest PRAWDZIWA wolność. Czy robieniem tego, na co tylko ma się ochotę, czy robieniem tego, na co ma się ochotę, a co nie kłóci się ze zdrowym rozsądkiem.

Na koniec (ale nie mojego arta, tylko docinania Pasibrzuchowi), jeszcze jeden argumencik. Otóż jestem niezmiernie ciekawy, jakie poglądy ma na ten temat... Kościół. Niczego nie sugeruję, po prostu nie wiem (w końcu do kościoła nie chodzę). Myślę, że w przypadku Pasibrzucha byłby to bardzo istotny aspekt sprawy...

Drugi cwaniak, o którym już wspomniałem, nosi ksywkę Posse. Chwali się że ma "aż" ćwierć wieku, więc uważa się za niezmiernie doświadczonego przez życie i tym samym takiego, który zjadł wszystkie rozumy. W praktyce nie wychodzi jednak tak różowo. Na dobry początek - zakończenie tekstu wyżej wspomnianego cwaniaczka :-).

"Jeśli czegoś nie spróbowałeś nie powinieneś się na ten temat wypowiadać, a szczególnie próbować narzucać innym swoje poglądy"

Noo, ciekawe. Fakt, nie spróbowałem. Widziałem za to, co narkotyki robią z ludzi i to jest wystarczająco wiele, żeby się na ten temat wypowiadać. Nikomu nie próbuję jednak narzucić swoich poglądów i nie rozumiem, o co temu Posse chodzi. W AM każdy wypowiada tylko własne zdanie. Narzucanie poglądów wyobrażam sobie trochę inaczej.

"Czy zapalenie trawy jest pierwszym krokiem do narkomani i totalnej degradacji swojego życia? Według mnie absolutnie nie. W głównej mierze decyduje o tym psychika danej osoby"

Ano właśnie. Psychika. Czy ktoś, kto nie zawaha się sięgnąć po skręta, jest na tyle silny psychicznie, by uniknąć "głębszego wdepnięcia"? Moim zdaniem - nie. Dla mnie człowiek silny psychicznie to taki, który nie korzysta z ŻADNYCH używek, potrafi powiedzieć "nie".

"Jak już Qn’ik wspomniał, co jest całkowitą prawdą, że środki taki jak chociażby marihuana czy też haszysz nie uzależniają fizycznie"

Qn`ik jest dla mnie autorytetem o tyle, że muszę mu się podlizywać, żeby mi przypadkiem nie odmówił umieszczenia mojego tekstu w AM ;-))). A tak poważnie, co taki Qn`ik może wiedzieć o narkotykach (nie urażając wiedzy wyżej wspomnianego)? Dla mnie liczy się opinia kogoś z tytułem naukowym, a jeszcze lepiej - jakiegoś większego grona o takich tytułach. A tacy właśnie uważają, że marihuana JEST środkiem uzależniającym.

"Dziwi mnie też wielkie trąbienie, że trawa równa się śmierci. Przecież powszechnie wiadomo, że najwięcej ludzi umiera od palenia papierosów, następnie od picia alkoholu, a na dalekim końcu są narkotyki jako całość"

A wiesz może dlaczego? Cholera, ile będę powtarzać... No nic, mówię: jeśli papierosy pali na całym świecie, powiedzmy, 10% ludzi, a narkotyki bierze dużo, dużo mniej, to nie ma się co dziwić, że i więcej umiera od papierosów. Jeśli chcesz miarodajnego porównania, to zauważ, jak wielu ludzi spośród narkotyzujących się umiera kiedyś z tego powodu. Ponadto (znowu się kurka powtarzam), żeby się zabić papierosem w takim tempie, jak narkotykiem, trzeba chyba cały dzień kopcić po 10 paczek na raz (wyczyn nie lada). W przypadku naszych produktów z maku (i nie mam wcale na myśli makowca :-)) jest to kwestia paru milimetrów przy naciskaniu tłoczka strzykawki. Nie tyczy się to może akurat marychy, ale ja tam nie rozróżniam narkotyków "słabych" i "mocnych" i nie wątpię, że wyjdzie mi to w życiu na dobre. A przynajmniej nic nie stracę.

"Legalizacji marihuany mogłaby ograniczyć dostęp ludzi młodych do tego typu używek"

Ooo, to dopiero! Zechciej mi jednak jeszcze wytłumaczyć, jak to jest możliwe, bo ja, umysł prosty, jakoś tego pojąć nie mogę, chociaż się bardzo staram.

"Już na samym końcu nawiązując do wypowiedzi niejakiego red HAMtera chciałbym stwierdzić, iż morfina i jej pochodne są narkotykami, ale są również lekami"

Jest to fakt niezbity, ale jednocześnie nie widzę w tym argumentu za legalizacją narkotyków. Po pierwsze, dostęp do lekarstw nie jest wcale taki swobodny i na wiele trzeba mieć receptę. Po drugie, wiesz może, do czego się stosuje te narkotyki w medycynie? Z mojej wiedzy na ten temat wynika, że do znieczuleń, a więc nie tyle jako lekarstwo, ile jako środek "oszukujący" organizm, by ten nie odczuwał bólu. Po trzecie wreszcie, narkotyki owe są ściśle kontrolowane przez lekarzy, a więc nie jest to chyba to samo, co narkotyzowanie się "w domu", nie? Po prostu nie wiem, po co o tym wspomniałeś.

No i kończymy tą przydługą nieco dyskusję. Jak wspomniałem na początku, trudno oczekiwać, żeby był to koniec dyskusji o trawce na łamach AM w ogóle, ale może przynajmniej zadałem Zwolennikom Ćpania wystarczająco silne ciosy, żeby przez jakiś czas się nie odzywali. Niemniej mam nadzieję, że ktoś się jednak odezwie, bo jestem po prostu ciekawy, jakich kontrargumentów znowu użyją. Ostrzegam, że wtórność jest przeze mnie bardzo niemile widziana.




Dowódca Szwadronu Latających Kosiarek
pewien.gosc@wp.pl

Ps. Ewentualna zbieżność ksywki z tematem jest absolutnie przypadkowa :-).