Właściwie to zabierając się do tego tekstu miałem mętlik w głowie. To, co teraz czytacie jest którymś tam z kolei początkiem mojej luźnej wypowiedzi. Ale to nie o tym będzie ten art. Będzie o Człowieku, Który Się Potknął.
A więc szedłem sobie pewnego pięknego letniego wieczora w odwiedziny do koleżanki. Nie ukrywam, że czuję do niej coś więcej niż tylko koleżeńską przyjaźń, więc szedłem do niej rozkojarzony i głównie nieobecny. Idąc tak z głową w chmurach nagle poczułem, że coś jest nie tak. Po chwili namysłu uznałem,że to chodnik jest jakiś nie taki, bo robił się jakiś taki większy i większy. Myślałem sobie, o co mu tak właściwie chodzi, nadyma się łobuz, i nadyma tak bez powodu. I nagle mnie olśniło. On na mnie leci. A że chodniki nie są z tych romantycznych, więc bez żadnych ceregieli, bezczelny walnął mnie w łeb. Pomyślałem sobie, że może to jakiś chodnik zboczeniec, tak na ludzi napada, obezwładnia i potem no... nie wiadomo, co. Ale oprócz walnięcia i piasku pomiędzy zębami nie czułem nic. No oprócz tego, że ten chodnik tak stał i stał przede mną i nie chciał mi z drogi zejść. Więc stoimy tak razem naprzeciwko siebie i nic. No i tak stoję i myślę sobie, że może jeśli nie będę się ruszał i udawał trupa to ten sobie pójdzie. A muszę przyznać, że w udawaniu trupa to jestem najlepszy z całej wioski. Jak zaplanowałem tak zrobiłem. Ale nawet wtedy po odstawieniu tego dramatu on dalej twardo stał przy swoim jak kamień i nie ruszył się nawet o milimetr. Cholera! Kim jest ten chodnik, że mi tak bezczelnie prawo do swobodnego ruchu zabiera? Za kogo on się uważa! Zaraz pokażę mu, kto tu jest prawdziwym mężczyzną a co! Więc mówię do niego –„Te, chodnik, co ty mi tu tak bezczelnie napad odwalasz w środku białego popołudnia, co?! Hę?!” -Tak mu powiedziałem, a co. Se myślę, że po takim pokazie mojej wyższości chodnik spanikuje i da nogę, ale on nic. Stoi jak wryty bezczelnie przede mną i cały świat mi zasłania. Se myślę kurna tak go przeraziłem,że ze strachu paraliżu dostał czy coś, i teraz go już tylko siłą będę mógł ruszyć. Pchnąłem go palcem tak na początek a on nic. Pchnąłem go mocniej a on dalej nic. „Cholerny sterydziarz! Koksiarz zasrany napada na biedne staruszki w białe popołudnie!” Z takim okrzykiem rzuciłem się na twardego przeciwnika pchnięty żądzą krwi i mordu. Walka trwała długie godziny pełnych przepychanek i potężnych ciosów wstrząsających zawiasami całego wszechświata. Wiedziałem, że tego pojedynku mogę nie przeżyć, więc postanowiłem użyć Mocy Ostatecznej. Więc wykrzykuję już odwieczną misterną inkantację „Kame chame aaan!!!” Gdy tu nagle jakiś koleś łapie mnie od tyłu i ciągnie gdzieś do siebie. Co dwóch na jednego tak?! Tak to wygląda hę? Ale ja się tak łatwo nie dam! NIE DAM SIĘ SŁYSZYCIE!!!
- Przepraszam pana. Czy coś się panu stało? Niech pan pozwoli pomogę wstać.
Puenta: Ludzie w Małych I Nudnych Miasteczkach potrafią dla zabicia nudy sięgnąć po naprawdę niemiłe w skutkach środki
Kluski z rosołem