Krótka opowieść o bezsensie życia

Pewien mniej lub bardziej znajomy mi człowiek żył sobie w spokoju na drugim końcu Polski. Życie mu sie nawet układało. Miał dom, samochód,przyjaciół, kochającą go rodzinę i psa.
Pewnego dnia jedząc rankiem zupe mleczną nagle omdlał. Gdy jego żona będaca w pobliżu ocuciła go oboje zaczęli się zastanawaiać co było powodem utraty przytomności. Posprawdzali daty ważności na płatkach owsianych i mleku, zmierzyli ciśnienie. Wszystko było w jak najlepszym porządku. No więc czemu ów człowiek zemdlał? Będąc w niewiedzy mężczyzna udał się do lekarza na badania. Okazało się, że jest chory na bardzo groźną, a zarazem mało popularną chorobę. Musiał natychmiast udać sie do szpitala. Po dokładniejszych badaniach specjalistów ów człowiekowi dawano 15% szans na przeżycie. Z dnia na dzień mężczyzna czuł się coraz gorzej. Powoli tracił wzrok i coraz częściej niespodziewanie mdlał. Zatracał kontakt ze światem i niedołężniał. Żona z dziećmi już prawie w ogóle go nie odwiedzała. Nie mogła wytrzymać widoku takiego męża. Przyjaciale też tak jakby o nim zapomnieli. Został więc sam. Lekarze też trochę już zwątpili. Coraz mniej ich do niego przychodziło. Ów mężczyźnie pozostało juz tylko czekać na śmierć. W sali na trzecim piętrze, gdzie leżał było duże okno. Człowiek często siadał sobie przed nim na fotelu bujanym i wyglądał na świat. Chociaż coraz mniej już do niego docierało widział szeroką, czteropasmową ulicę i przejście dla pieszych. Dostrzegał, że każdy przemierzający ulicę zatrzymywał sie i rozglądał przed przejściem. Za ulicą był obszerny paking na samochody odwiedzających swych chorych. Mężczyźnie głowa skinęła w dół. Po raz kolejny stracił przytomność.
Miesiąc później ów człowiek już nie mógł się doczekać kiedy wyjdzie ze szpitala. Ku zdziwieniu wszystkich został wyleczony z choroby. Jej objawy nastały. Wróciły też siły. Lekarze byli zdumieni tym, że mężczyzna wyzdrowiał będąc w takim ciężkim stadium. Następnego dnia ów człowiek wychodził ze szpitala. Spotykał się również pierwszy raz od 3 miesięcy z najbliższą rodziną i przyjaciółmi. Przez okno dostrzegł podjeżdżający na parking samochód z najbliższymi. Szybko więc pozbierał wszystkie swoje rzeczy, podziękował lekarzom i pielengniarkom, które sie nim opiekowały i wybiegł ze szpitala. Od najbliższych dzieliła go już tylko ulica. Ów człowiek tryskał radością. Zaczął wesoło wymachiwać ludziom po drugiej stronie. Z uśmiechem na twarzy pośpiesznie rozglądnął się w prawo, w lewo i wbiegł na drogę. Trzymając w jednej ręce torbę, a w drugiej to wszystko co sie do niej nie zmieściło posłyszał, że coś za nim charakterysycznie brzdęka - choćby moneta. Obejrzał sie i dostrzegł, że to jego obrączka ślubna, którą w czasie choroby nie mógł nosić i miał ją schowaną w kieszeni. Szybko więc niesione przez siebie rzeczy położył na jezdnie, dosięgnął obrączki i założył ją na palec. Chwycił za bagaże i biegł dalej. Był już coraz bliżej swych najbliższych. Spojrzał na ich twarze i zobaczył niepokój i strach. Usłyszał też, że coś do niego zaczęli krzyczeć. Nie zdołał tego zrozumieć, bo zagłuszył to szybko narastający dźwięk klaksonu. Mężczyzna biegnąc dalej spojrzał w prawo i zobaczył szybko zbliżającą się ciężarówkę. Niestety miał za mało czasu na jakąkolwiek reakcje. Zginął na miejscu...

Kickut

Ten tekst można też znaleźć na http://kickut.blog.pl