Tak do cholery! Za wolność Waszą i naszą!
Polska - ojczyzna nasza, czymże ona
jest w istocie? Toż to kawałek terenu, odgrodzonego umowną granicą od innej
połaci traw, gór i dolin. Gdyby nie ludzie, którzy przed tysiącleciami
osiedlili się w sercu kontynentu, dziś nie wiedzielibyśmy, czym jest
Warszawa, orzeł czy syrenka. Wszystko to jest symboliką; elementy stworzone w
ludzkiej wyobraźni zostały tak wtopione przez wieki w naszą świadomość, że
stały się częścią psychiki. Częścią szczególnie wrażliwą. Ileż to
wojen spustoszyło świat? Niezliczenie wiele. A wszystkie one spowodowane były
walką o terytorium najbardziej agresywnych zwierząt. Jest to normalne u drapieżników,
ale kiedy jeden ich gatunek posuwa się w rozwoju za daleko, skutki są fatalne.
Szczególnie, jeśli ten gatunek cierpi na manię wielkości.
Dlaczego ludzie uważają, że są w czymkolwiek lepsi od innych zwierząt? Co im daje władzę pozwalającą na decydowanie o całej faunie i florze? Inteligencja, powiedzą jedni; wspólnota, rzekną inni. Brednie! Zaskakujący skok ewolucyjny spowodował powstanie stworzeń, które łamią ograniczenia niegdyś im narzucone; ujarzmiają naturę, przyczyniając się do śmierci Ziemi. Dodatkowo, ludzie walczą między sobą, niszcząc środowisko bardziej, niż zdziałaliby postępując celowo przeciw przyrodzie. A wszystkie poważne konflikty są wzniecane z powodu niezrozumienia przedstawicieli tego samego gatunku. Bariera językowa jest główną przyczyną wojen, i to dzięki niej istnieją również szczytne pojęcia, jak patriotyzm, który w rzeczywistości również jest zarzewiem konfliktów. Oddanie za ojczyznę jest niczym innym, jak tylko instynktownym działaniem, wypracowanym nawet przez psy czy koty. Ludzie, którzy się tej cechy pozbyli, są nazywani kosmopolitami, "obywatelami świata". Jednocześnie nie są zbyt poważani. Czy to źle?
Nie.
Duch patriotyzmu jest również we mnie, i nie zamierzam się wyłamywać ponad swój gatunek, mimo tego, co powyżej napisałem. I dlatego ten tekst będzie polemiką do artykułu UnionJacka "Za wolność waszą i naszą", pisaną pod wpływem najprostszych odruchów zwierzęcia zwanego człowiekiem.
military - M
Będę traktował o patriotyzmie, którego najwidoczniej brak UnionJack'owi. Jeśli ktoś nie lubi tego tematu to niech i tak przeczyta. Ja na przykład nie lubię tekstów o miłości, a czytam je żeby wyciągnąć jakieś wnioski. A nóż widelec może ktoś mnie przekona, że miłość jest ważna.
Andrew - A
M: Jack w swym tekście
wyraża opinię, jakoby nie warto było umierać za ojczyznę. Pisze przy tym,
że nawet nie warto próbować walczyć z najeźdźcą, jeśli nie ma się większych
szans na zwycięstwo. Cóż, każdy ma prawo do własnego zdania, jednak pragnąłbym
przypomnieć, że gdyby nie powstania w okresie zaborów; gdyby nie patrioci, to
dziś podpisałbyś się FuhrerHans@gutendeutschland.de! Lekceważąc rolę,
przykładowo, zwykłej kotwicy na murze podczas drugiej wojny, sprawiasz, że
czyny ludzi, którzy oddali życie, abyś ty mógł dziś wolno kroczyć po
ulicy, idą w zapomnienie. Uważasz zapewne, że gdyby nie Hitler, poświęcenie
tamtych nie miałoby miejsca. Fakt, ale trzeba zaakceptować prawdę - wszędzie
znajdzie się ktoś próbujący zniszczyć porządek. A kogoś takiego nie należy
tolerować.
Fragment wypowiedzi UnionJacka:
"Wiele razy, na religii na ten przykład, wpajano mi w mą łaknącą niczym pijawka krwistego towarzysza główkę, że umierać w obronie Ojczyzny to chluba i chwała. Kazano patrzeć na Kościuszkę co stoi i hołduje, na Sobieskiego (bez filtra) na Turków "za wolność Waszą i naszą" szarżującego, na czwórkami idących żołnierzy Westerplatte i na szarżę konnicy na wredne bolszewickie czołgi polską z dziada pradziada ziemię tratujące. Mój umysł, młody wówczas i niedoświadczony nie postawił sobie pytania - po jaką cholerę nam to wszystko?"
A: Wszyscy ludzie uczą się historii swojego kraju. Większość z nich ma chociaż maleńką świadomość tego, że uzyskawszy tę wiedzę, będzie mogła wyciągnąć odpowiednie wnioski na przyszłość. Takie jest główne założenie tej dziedziny nauki. Jak wiesz historia lubi się powtarzać.
Niestety jest też spora część ludzi ucząca się historii i wiecznie narzekająca: PO CO? Uważają, że jedyna rzecz która ich obchodzi to teraźniejszość.
I nie odkryje Ameryki jeśli powiem Ci, że teraźniejszość jest uwarunkowana od przeszłości, którą dobrze by było znać aby zapewnić sobie lepszą przyszłość.
UJ: "Spójrzmy za siebie? I co? Ściana...? OK, a teraz metafizycznie: Wielką i Ukochaną Rzplitą mamy juz dawno za sobą, zamiast tego rządzą nami, zależnie od szczęścia car, lub jeden z dwóch cesarzy. U cesarzy w sumie źle nam nie jest, polskie szkoły mamy, całkiem dużą autonomię."
A: Jak by to powiedziała moja profesorka od historii: "To jest cyrk! Dziecko! Ty chyba nie wiesz, co ty do mnie mówisz! Siadaj pała! Albo nie, dwie! Jedna za to że nie umiesz, druga za to że głupoty gadasz".
Myślisz, że ludzie cieszyli się, jak obcy władca likwidował serwituty. Wszystkie jego działania miały na celu ograniczyć nasze wpływy. Robili wszystko żeby przejąć nasze ziemie i majątki. "Polskie szkoły mamy" - wiedz, że nawet jeśli były one polskie bo wykłady były w ojczystym języku, to nie wykładał ich Polak, a uczniowie nie uczyli się "polskich rzeczy". Uczyli się historii i geografii kraju oprawcy. Poznawali twórczość ich wieszczy, a nasza literatura była zakazana. Młodzieży mówiono tylko o tych bitwach, które Polska przegrała. Jeśli nie było im tak źle, to dlaczego organizowali "Tajne Nauczanie", przeciwstawiali się trójlojalizmowi i zakładali fundacje wzajemnej pomocy.
Mówisz o całkiem dużej autonomii. Chyba obszarowo, bo władzy to za dużej nie mieliśmy. Dali nam Sejm tylko dla picu, bo i tak żadna uchwała nie mogły być zatwierdzone bez aprobaty Cesarza. Galicja musiała się strasznie podlizywać, i prowadzić przebiegłą politykę żeby zapracować na jakąkolwiek przychylność. Cytuję końcówkę listu marszałka Sejmu galicyjskiego, do cesarza Franciszka Józefa I w 1866. W owym liście marszałek prosił o liczne ustępstwa i przywileje dla Galicji: "Przy Tobie, Najjaśniejszy Panie, stoimy i stać chcemy". Cesarz, który potrzebował poparcia Koła Polskiego w parlamencie wiedeńskim przeciw dążeniom posłów czeskich, zgodził się na koleje ustępstwa.
UJ: "Co więc robimy, by nam za dobrze nie było? Próbujemy sprawe ulepszyć. A więc szable w dłoń, chajże na Prusaków. Żeby chociaz przygotowani... A po co? Wróg przeciez wzruszy sie romantyzmem powstania, rozczuli sie wymową ataku kosą na armaty, rozczuli, ukorzy i Polskę nam wróci. Nie będzie masakrował dzielnych (choc nieprzygotowanych) powstańców - to w końcu byłoby nieromantyczne. Co z tego, że tuz za granicami Królestwa Polskiego stoi stutysięczna carska armia? My, Polacy wyzwań sie nie boimy..."
A: Gdybyś napisał to bez ironii i bez gadki o romantyzmie w walce chłopów z ciemięzcą, no i oczywiście z uwzględnieniem, że tak cudownie nam nie było pod obcym panowaniem - miałbyś całkowitą rację. Masz pretensje, że powstańcy nie byli dość przygotowani. To spróbuj zebrać odpowiednią ilość broni i amunicji, a do tego jeszcze je ukryć, gdy wszędzie pełno tajnej policji i lojalistycznych kapusiów o poglądach zbliżonych do Twoich, bo w końcu źle im nie było.
M: Twierdzisz więc, Jacku, że lepiej jest czekać, aż
uratuje Cię nagle rycerz w lśniącej zbroi? A jeśli takowy ratunek nie
nadejdzie, a ty nawet nie spróbujesz? Teraz postaw się w sytuacji człowieka
żyjącego podczas drugiej wojny. Wolałbyś umrzeć w obozie koncentracyjnym,
czekając na wspomnianego rycerza, czy też wybrałbyś walkę - bezowocną, ale
dającą nadzieję? Tu nie chodzi o zwycięstwo, ale o fakt, że nie ugiąłeś
się pod presją wroga; że chociaż próbowałeś coś zrobić, a nie stałeś,
patrząc jak to, co budowałeś
wiele lat, obraca się wniwecz. Opór daje satysfakcję.
UJ: "W czasie mojego (niezbyt owocnego zresztą) cierpienia zwanego edukacją..."
A: Ojeju! Biedactwo. Mam nadzieje, że nie cierpiałeś zbyt mocno.
M: Za to kiedyś, we wspomnianych przez Ciebie "polskich szkołach" to była nauka, tak przyjemna, że hej...
UJ: "...dziesiątki razy słyszałem ten sam utarty slogan "moralny sukces powstania". Ja zaś chciałbym wiedziec, bo za najjaśniejszą cholerę nie wiem, jak ten moralny sukces ma wyglądać. Czy moralny sukces to jest budowanie cytadeli? Czy to niepokorne pieśni w drodze na Sybir? Czy krótka notka na 9 stronie "New York Times" (jeśli juz istniał) pod chwytnyum tytułem: "Znowu zażynają Polaków"? Jeśli tak to jesteśmy chyba najbardziej zwycięskim moralnie narodemm na świecie."
A: Na chłopski rozum moralny sukces jest np. wtedy, gdy sportowiec biegnie na dystansie 1000 metrów i w połowie drogi snajper z widowni rani go w nogę, a biegacz wstaje i nie zważając na zewnętrzny krwotok tętniczy i ogromy ból jaki mu towarzyszy, dobiega do mety.
M: Nie myl sukcesu moralnego z olimpiadą w Rosji. Tak na poważnie, to sukcesem moralnym jest już fakt, że nie stało się bezczynnie z założonymi rękami, kiedy na twoich oczach niszczono ojczyznę! Nie można być takim egoistą, a zresztą postaw się w sytuacji Żydów podczas drugiej wojenki. Myślisz, że im dobrze wyszło czekanie i patrzenie? Tak samo jak Polska przed wiekami, oni też nie mieli środków. Nie twierdzę, że nie próbowali się przełamać, ale z ich zapleczem majątkowym (szczególnie w Niemczech) mogli zrobić więcej...
A: Teraz odpowiedzi na Twoje pytania:
-Nie budowanie, a burzenie cytadeli. Zbudowano ją jako symbol zagrożenia. Grałeś w Twierdzę? Tam można budować szubienice, lochy i inne rzeczy budzące respekt do władcy i jego groźnej potęgi.
-Niepokorne pieśni w drodze na Sybir przyczyniły się do owego "moralnego sukcesu powstania". Jak tacy jeńcy prowadzeni w kajdanach i bici przez policmajstra śpiewali "niepokorne pieśni", to widzący to inni Rosjanie na pewno nie powiedzieli o nich: "Dyć to minczaki. Andriji, jak wkroczymy w przyszlosci do nich z naszą Czerwono Armio to pos... rają sje ze srachu. Sami sje ustawio w rzodku żebymy jch jak najszybci kalaszami wykosily."
-Notatka w "New York Times" o treści: "Znowu zarzynają Polaków" to nie sukces moralny. Natomiast o treści - bo takowa na pewno by się ukazała: "Niestrudzeni w bojach Polacy, znowu walczą z dużo silniejszym wrogiem. Już raz zwyciężyli. Czy historia się powtórzy i uda im się ponownie?"
-Moim skromnym zdaniem jesteśmy najbardziej zwycięskim moralnie narodem na świecie. Na równi z Chinami.
UJ: "Szkoda tylko, że poza moralnymi zwycięstwami "wychwalającymi imie orężą polskiego na świecie" innych zwyięstw doszukać się nie sposób. W szkole usłyszalibyśie zapewnie, że powstania przypominały o sprawie polskiej. A trzeba tak było? Spójrzmy na Czechów. Naszym południowym sąsiadom jakoś świat sie nie zawalił, tylko dlatego, ze nie mieli w zwyczaju organizować nieudanego powstania średnio raz na ćwierćwieku. I jakoś nikt o nich nie zapomniał. A o nas mimo naszego wspaniałego romantyzmu Francuzom i Anglikom jakoś się zapomniało."
M: Wysuwasz
tezę, że dbanie o własną skórę przynosi większe korzyści,
iż troska o dobro ogółu. I wiesz co? - z twej wypowiedzi wręcz tryska
egoizm. Ale chodzi mi o co innego. Piszesz, że Czechy nic nie robiły i wyszły
na tym dobrze, a Polskę taka np. Anglia zlekceważyła, mimo jej działalności
i chlubnych idei. Nie jestem wybitnym historykiem, więc nie przeanalizuję tej
wypowiedzi pod kątem przeszłości, skupię się natomiast nad czymś innym.
Czy ty liczysz, że będąc cicho i czekając, zawsze będziesz miał z tego
korzyści? Masz nadzieję, że szczęście dopisze, i że silniejszy stanie w
twojej obronie? Nie uważasz, że potężne kraje wolałyby pomóc równie
silnym sprzymierzeńcom, co mogłoby w przyszłości przynieść korzyści? Według
mnie, tak właśnie by było. Dam ci więc jedną radę: musisz być bardziej
samodzielny, gdyż nie na każdym można polegać.
A: No dobra, spójrzmy na to pod kątem bardziej historycznym. Czechy: Przedtem stosunkowo duży kraj - prawie jak Polska. A teraz co? Rozdzielone na Czechy i Słowację. Liczba Polaków i Czechów nie dużo się różniła. Teraz nas jest ok. 40 milionów a ich 10.
Nie mieli w zwyczaju robić powstań, bo nie byli wystarczająco silni i wybrali długotrwała drogę pokojową. A poza tym nie atakowali ich tak często bo Austria miała ich pod kloszem.
Nas atakowano ponieważ stanowiliśmy zagrożenie. Częste ataki miały na celu nie dopuszczenie do osiągnięcia przez nas potęgi militarnej i gospodarczej. Pamiętasz Unię Polsko - Litewską. Ruscy musieli się długo natrudzić żeby nas rozdzielić.
Potem byliśmy zbyt osłabieni innymi wojnami ze strony innych państw, żeby wstać na nogi. Nie postrzegano nas już jako zagrożenie, ale jako plac dla gier wojennych. Jak Niemcy chcieli się z Rosjanami naparzać, to oczywiście obaj do Polski. Bo co mają swoje wioski palić jak mogą nasze.
Pokaż mi w którym miejscu ci dobroduszni Francuzi i Anglicy nie zapomnieli o Czechach. Bo o nas to wiadomo, że tak i tu obaj się zgadzamy.
UJ: "Polacy bowiem (uwaga wielką prawde Wam objawiam przy której wszelki innego prawdy zbledną i mizernymi się zdawać będą!) jakoś nigdy nie mogli dojść do wnoiosku, że lepiej być wygranym, bogatym i nękającym inne narody niż pobitym, biednym i nękanym. Nie powinno jednak nas dziwić, że Niemcy, Austriacy i Rosjanie wybrali odpowiedź nr 1. Historia pokazała bowiem, że lepiej wyszli Ci, którzy walczyli o własny dobrobyt, niż romantycy walczący "za wolność Waszą i naszą"."
A: Nie nigdy nie mogli dojść do wniosku, że lepiej być wygranym, bogatym i nękającym inne narody niż pobitym, biednym i nękanym. Po prostu nigdy, już ci bogaci i nękający inne narody nie dali nam stworzyć dla siebie konkurencji.
Ponoć jak wejdziemy do Unii to taką szansę dostaniemy. Już niedługo się przekonamy.
Pamiętajcie! Zróbcie tak, żeby w Polsce dało się żyć - oczywiście "za wolność Waszą i naszą".
M: Kolejna błyskotliwa wypowiedź, Jacku. Czy ty uważasz, że same chęci i "dojście do wniosku, że lepiej być zwycięzcą" wystarczą, aby nim zostać? Jeśli wszystko byłoby takie proste, Polska zajmowałaby dziś pół Europy (a, co mi tam - całą!). A jeśli historia pokazuje, że na swoje wychodzą egotycy - to pokaż mi jednego z nich. Hitler? Marnie skończył. Stalin i Lenin z ZSRR? Popatrz na dzisiejszą Rosję. Kto jeszcze? Może pewien pan z Arabii - O.b.Laden? Jego sprawa jeszcze trwa...
Dopisy Andrew'a
A: Kreski - copyright by ja.
=====UnionJack'u masz świetnego nicka. Strasznie mi się podoba. Twoje dotychczasowe arty czytałem z wielkim zaciekawieniem. Były sensowne i napisane na poziomie. Szkoda, że w tej kwestii wygadujesz takie głupoty.
=====Pozdrowienia dla wszystkich mnichów z klasztoru Szaolin. Jesteście moimi prawdziwymi idolami, a nie jakaś tam Alicja Jaros, czy jak jej tam.
=====Pozdrawiam również Misia Eryka. Specjalnie dla Ciebie...
God Save The Queen.
=====A co mi tam, Pasibrzucha też. Mam nadzieję, że nie pogniewałeś się na mnie za "Portret psychologiczny Pasibrzucha".
M: A ja się nie dopisuję, bo pamiętam, co nauczycielka mi mówiła o PS'ach w podstawówce. Zbyt ciekawe te słowa to nie były. Ciekawe, co by o nich powiedział Eryk...
A: Dlatego ja nie piszę PS-ów tylko kreski.
Andrew & military
Kontakt: