ABSURD ŻYCIA- MOJE ZDANIE

Po przeczytaniu tego arta coś mi się przypomniało... I dlatego teraz zabrałem się za coś przed czym wcześniej, jakby, uciekałem. Skupiłem to co mi jeszcze zostało z dni szkolnych i przyjąłem zaproszenie Qn-ika do polemiki...

Na początku, tylko, wspomnę iż nie mam nic przeciwko Valesce. To, po prostu, chęć wtrącenia swoich czterech groszy w to co ona napisała.

Niema co, każdy kto żyje w Polsce zetknął się z wiarą chrześcijańską i albo ją przyjął, albo odrzucił. Co prawda, w znacznej większości, dokonali tego za nas rodzice/opiekunowie, a dalej... Zależy czy są to osoby wierzące-praktykujące, czy też wierzące-niepraktykujące. W tym pierwszym znalazła się, wyżej, lecz ciut niżej, wymieniona osoba. I żyła sobie tak czyniąc to do czego rodzice ją przyzwyczaili... I tu pierwsza głębsza myśl: „Kto ma uszy niechaj słucha”. Dziwi mnie to, że zastanawiając się nad tym co robi, popatrzyła na to z boku, a nie zagłębiła się w tym. Ktoś kto chodzi na mszę i słucha to co ksiądz mówi, co by nie było, przetwarza to, a skoro tak, to raczej to przemyśli. Ofcoz sprawa ma się inaczej, jeżeli ksiądz jest do d***. Nie można się zagłębić w przemowie, która, powiedzmy, wydaje się dobra jedynie debilowi, albo jest mówiona jakby do dzieci (a dotyczy dorosłych), lub jeżeli osoba głosząca słowo, do tego się nie nadaje (czyt. nie ma powołania). Księża, ojcowie, diakoni i bracia są przeróżni. Niektórzy doskonale przemawiają, aż miło się słucha, ale są i tacy na których widok przy ambonie wyłączam się, bo wiem że będą gadać o pierdołach. Nie raz byłem bliski wybuchowi śmiechu. Ale należy pamiętać, że to co mówią duchowni, jest niekiedy nie dosłowne, lub myślą, że słuchający to zrozumieją. Tak by było z tym (prawie dosłownym) porównaniem techniawki do satanizmu. Ja tego słucham i nic mi nie jest, ale... Nie raz się słyszało o ludziach zadeptanych itp. na wielkich imprezach techno lub metalu. Człowiek potrafi wpaść w taki trans, że przestają go interesować inni, to czy komuś dzieje się krzywda. Było też parę takich zdarzeń kiedy naładowana, po koncercie ludność zdemolowała

„parę” rzeczy. Bezmyślna moc niszczycielska nie pochodzi od Boga. No i tak zwana rozpusta na tych zgromadzeniach. Może przesadziłem z tym argumentem, bo wola i swawola jest dość powszechna w pewnych kręgach, w których i ja przebywam, ale kościół nakazuje czystość przedmałżeńską.
Nie wiem w jaki sposób były zadawane dzieciom te pytania dotyczące ich rodziny, ale jeżeli nie miały niczego w sobie co mogłoby sprawiać u starszych uczucia niepewności co do intencji duchownego, to jest to czynność normalna, a może nawet potrzebna. Zadawanie takich pytań ma na celu rozluźnienie atmosfery i zachęcić najmłodszych do słuchania i przychodzenia do kościoła. Plus to, że takie pytania są najprostsze do wymyślenia i zarazem zrozumienia dla dziecka. Ksiądz uważający na swych, już dawnych, wykładach studenckich nie jest głupi i umie komunikować się z każdym. A co do faktycznej pedofilii, to powiem tak: osoba nie mająca sumienia, bo krzywdząca dziecko i na dodatek ukrywająca się za habitem jest jednym z największych świństw stąpających po ziemi i szczerze mówiąc, nie jestem pewny czy bym się powstrzymał od uderzenia tej osoby gdybym takową spotkał. Ale przyszło mi do głowy że pedofil równie dobrze może wstąpić do zakonu i nie czynić źle. To znaczy, jeżeli jest wierzący, to aby nie czynić źle, przyjmuje sakramenty kapłańskie i w ten sposób chroni siebie i innych przed swoimi skłonnościami, bo wiara kategorycznie tego zabrania. Jeżeli porusza się jakiś temat, to trzeba przemyśleć wszystkie możliwości, choćby wydawały się, nawet, niesłychanie śmieszne.
Co do obgadujących innych koleżanek Valeski, to nie jest to nic unikalnego tak samo jak to, że jest jaka jest, a za śpiew w chórku dostała 6. Niektóre znajome dziewczyny, śpiewające podczas mszy, nie sprawiają wrażenia dobrych katoliczek w „cywilu”, tak jak w kościele. Bo niektórzy myślą, że do kościoła można chodzić dla jaj (ciekawe czy taka osoba zastanawia się nad treścią tego co śpiewa przed parafianami), ale są tacy, co mimo swojego życia, prowadzonego w sposób niezbyt właściwy, idą do Domu Bożego z wiarą. A wiara chrześcijańska jest trudna. Aby być szczęśliwym w Panu należy być bez grzechu. Aby być bez grzechu trzeba zrozumieć, że źle się czyni... przyznać się do grzechu przed sobą... przyznać, że się zgrzeszyło (spowiedź)... i poprawić się. I niech ktoś mi powie, że to łatwe. Zresztą Kościoły powstały po to, by nawracać grzeszników, bo po co „dobremu” droga nawrócenia? Ktoś mi powiedział: „Do zbawienia wystarczą dwie rzeczy: pierwsza to słuchanie Słowa Bożego, a druga to wypełnianie go.” Czyli, należy słuchać czytań z Pisma Świętego i odnajdywać się w nich, porównywać je do własnego życia, a te zmieniać na lepsze wedle swoich możliwości.
Jeśli chodzi o brak tolerancji (dla rzeczy mieszczących się w granicach przyzwoitości i prawa), to również mnie to denerwuje, tym bardziej, że idzie to w obie strony. Ale wszyscy spełniają jakąś rolę w społeczeństwie. Moją zasadą jest jednak, aby nie myśleć tylko o sobie, aby patrzeć na rzeczy z punktu widzenia wielu różnych ludzi, wysnuwać jak najlepsze wnioski i działać bez szkody dla innych. Mam dobrą znajomą, która ubiera się na czarno (choć nie zawsze), olewa sprawy religijne, interesuje się pentagramami, ma fajnego psa, który wabi się Hades i nosi niekiedy za nogawką nóż z 15 cm ostrzem, na którego widok zbaraniałem, gdy pokazała mi go w szkole. Ale nawet gdyby nie była moją kumpelą nie nazwałbym jej satanistką. Pomyślałbym czy to czy ta osoba nie ma nić wspólnego z satanizmem, a resztę bym zostawił w spokoju. W tym kraju ma się prawo do różnego stylu bycia i wyznawania swojej wiary, aczkolwiek satanizm pociąga ze sobą szkody dla człowieka-osoby drugiej, a także wyznawcy, gdyby patrzeć na wyniszczenie duszy, więc mam wąty do tej religii. Do satanistów, w społeczeństwie, nic nie mam, przecież kto wie czy gdybym nie spotkał się z jednym z nich, czy nie zaprzyjaźniłbym się z nim, pod warunkiem że w swojej obecności odkładamy sprawy religii na bok. I myślę też na świecie nie ma aż tylu chamideł jakby się zdawało. Zdaje mi się, że okres kiedy tworzyły się, z gwałtownym wzrostem, grupy zbuntowane przeciw systemowi, minął i coraz więcej ludzi zaczyna myśleć jak poprawiać świat w którym MY żyjemy, bo niszcząc i demoralizując go szkodzimy sami sobie (wyjątek stanowić mogą politycy :)). Również młodzież, i nie tylko, zaczyna coraz liczniej wstępować do organizacji, lub ugrupowań powołanych na rzecz Kościoła. Jak inaczej wytłumaczyć te kilkadziesiąt, czy też kilkaset (późno już więc pamięć zawodzi ;)) tysięcy młodych ludzi w Toronto. Jestem człowiekiem optymistycznym i patrzę na przyszłość z dobrym nastawieniem, przy czym nie pozostaje jednostką bierną i dokładam te swoje cztery grosze do wszystkiego co wydaje mi się słuszne.
Jeszcze mały drobiazg: co do powiedzenia Valeski: „naucz ludzi mówić, a będą na ciebie krzyczeć...”, to dodałbym jeszcze: „...ale okaż trochę cierpliwości i naucz ich rozumieć to co mówią, a podziękują ci...”.

I to koniec mojej, nieco, rozłożystej myśli. Gratuluję każdemu kto dotarł do końca i Tobie Qn’ik też, a tym bardziej jeżeli zamieścisz to w Action Magu. Odwalasz, chłopie, kawał dobrej roboty.

GENIM