Ja wiem,ja rozumiem. Trudno napisać
wiersz,piosenkę,zwykły art,który byłby optymistyczny,zawierał
radosne treści,wyprany ze zła,ze złości i gniewu. Trudna to
rzecz i trzeba się jej podjąć. Ale jeszcze nie teraz. Ja idę
na łatwiznę.
Na świecie cały czas toczą się cholerne wojny.
Bez karabinów,bez bomb jądrowych,bez okopów. One toczą się
na klatkach,na podwórkach,boiskach i w każdym domu. Wojna to
najgorsza rzecz. W świecie pełno jest faszystów,którzy
chcieliby jej powrotu. Terroru,strachu na twarzach małych
dzieci,z których za wiele jest pozbawionych mam i tatusiów. Pełno
jest złodziejstwa,obrażania innych,pełno jest fałszywych
proroków,kaznodziei głoszących ból. Te wszystkie okrutne
przestepstwa,ta walka,wojna,nie wynika z
bezrobocia,biedy,bogactwa,braku demokracji,wolności. Wszystko to
wynika ze słabości ludzi. Topią oni smutek w
alkoholu,prochach,a kiedy się skończy idą kraść,zabijać dla
kilku złotych. Ludzie nie potrafią być silnymi. Los jest dla
nich za mocny. Wierzą w przeznaczenie. Nie muszę nic robić. Jeżeli
moim przeznaczeniem jest bycie pijanym dzieciorobem to co ja mogę?
Ale przeznaczenie nie wystarczy. Trzeba czegoś więcej,jak
przekonał się pewien połamany duchowo wiedżmin. Myślicie,że
zdziałacie coś samą tylko siłą? Bezlitośni frajerzy.
Chrzanię to! Nie ma we mnie czegoś takiego jak tolerancja. Dość
tego gadania o jakimś tolerowaniu,akceptowaniu innych subkultur.
Przestańcie chrzanić. Przecież widzę co dzień,jak krzywo,z
pogardą,uśmiechacie się na widok spodni z krokiem w
kolanach,jak kręcicie litościwie głową nad długimi włosami,jak
zaczepiacie słabszych,nie jesteście dobrzy dla młodszych,nie
uczycie ich,a potem leczycie rany zadane przez dziesięciolatka.
Sami hipokryci. A ja wśród nich. Wśród was. Dawniej walczyłem,buntowałem
się,ale odkryłem,że to nie ma sensu. Nadal wkurzają mnie
dresy,skinhedy,tacy zaslepieni katolicy,kościół. Ale pomyślcie:
co zdziałacie sami jedni przeciw tej masie metali/hiphopowców/dresów/skinhedów/katolików/harcerzy,niepotrzebne
skreślić? Gówno zdziałacie. Możecie się rzucać. Lać i
dostawać w mordę. Nic nie wyniknie z tego. Nic.
Świat jest pełen zła. I to się nigdy nie zmieni.
Kiedyś czytałem taką fajną gazetę i natknąłem się na fajną
teorię: otóż ten świat jest najlepszym środowiskiem dla
ludzi. Jestesmy drapieżnikami. A przetrwa tylko najsilniejszy
gatunek. Przykro mi.
Nawet jeżeli ewolucja nie istnieje,to chyba taki porządek zakłada
od samego poczatku dzieło stworzenia. Chyba,że jakiś potop...
Oczyszczenie. Dużo vanisha do powodzi proszę dodać,tam u góry.
Najsilniejsi fizycznie przetrwają. Smutna prawda.
Pomoże ci coś twoja wrażliwa dusza,twój romantyzm
itd.? Bzdura. Zginiesz kiedyś razem ze mną. Raczej nie ze starości.
Tylko panujcie nad sobą. Nie za wcześnie... Ja chcę jeszcze
oglądać zło,chcę się napawać tym,jak mam dobrze w porównaniu
z twoimi prawnukami i moją płytą nagrobkową,która
postoi,postoi i zniknie. Nikt nie zostawi śladu w tej
rzeczywistości. Ale w średniowieczu mieli gorzej. Nie myli się,a
ich dziewczyny śmierdziały,więc spoko. Mamy lepiej,co nie?
Teraz nie palą na stosach za kontrowersyjny art w jakimś
magazynie. Nie ma inkwizycji? Naprawdę? Pomyśl. My wszyscy
jesteśmy inkwizycją. Nie zabijamy (?),nie palimy,ale odwracamy
się od kogoś z innymi poglądami. Nie mamy sił na dyskusję,los
jest silniejszy,z łatwością bierze górę. Wojna krzyżowa.
Bezsensowny ciąg buntów i walk o dominację jednej grupy. Nie
uda wam się.
Ja jestem wyższą rasą. Lepszy od dresów,stoję
nad skinami,jestem tolerancyjny,dobry dla dziewczyn,mam
zasady,walę sk8tów i wojsko z falą,wszystko to mnie nie
dotyczy. Tacy jesteśmy i taka jest prawda. Nie polemizujcie,nie
dyskutujcie. Taka jest prawda. Oczywiście,że zależy od punktu
widzenia,od tego,którym ostrzem jest do nas skierowany miecz
przeznaczenia,od czegoś więcej,od kultury,od
walki,buntu,nauczania młodszych,środowiska,koloru skóry,wyznawanej
religii,poglądów,wszystkiego. Ale prawda jest taka,że to
wszystko powyżej to wymysł. Od niczego nie zależy. Jasne,że
łatwo porwać za broń. Wziąć z szafki pistolet,pochwyciś za
broń,ta,niech mord elektrycznym prądem się rozpocznie,syn
przeci ojcu pochwyci za ostrze,brat przeciwko bratu,siostra
przeciw siotrze... Ale,kurde,TY,opuść broń. "BAGNET NA
BROOOŃ!!!" To hasło naszych dziadków,była wtedy
wojna,jak wszystkie niepotrzebna. Ale,kurde,ty nie uciekaj
sam,pomóż innym zerwać kajdany. To trudne i nie wiem jak się
do tego zabrać. Nie wiem,jak pomóc ludziom. Żadna książka
nie pisze,jak nadstawić drugi policzek...Kilka lekcji z
telewizji,jak stać się kimś? To nie to. Ten drugi policzek to
coś więcej. Ponad losem i przeznaczeniem. Drugi policzek to siła.
Drugi policzek ma skórę pociętą. Inicjały sprawcy zanikły.
Drugi policzek to miłość. To euforia po udanej akcji,po
pierwszym pocałunku w usta. Drugi policzek to słowa: "Zwyciężę!!!Choćby
nie wiem kto stanął mi na drodze,nie przegram!!!". Świat
jest brudny,zły i szary,ale to nie świadczy o tym,że nie może
być nam na nim dobrze. Drugi policzek,bagnet z broni,zachód słońca,nóż
wbity w różowy piasek,magazynki w fioletowych falach... Oto
największa z mocy. Posiądziemy ją kiedyś. Ale na razie...Cóż,nie
dajmy się zabić ze starości.
Piccolo daimaho pokefil@wp.pl
PS. Jeśli na świecie nie byłoby zła,dobro nie byłoby potrzebne,a więc nie istniałoby. I Bóg i Szatan nie mieli by prawa istnieć.