17 to chyba nie 19?

 

    Każdy z nas zapewne widział chociaż jeden odcinek jakiegoś Amerykańskiego serialu dla młodzieży i o młodzieży. Seriale te przedstawiają zazwyczaj przygody grupki siedemnastoletnich przyjaciół z jednej szkoły, którzy mieszkają w małym miasteczku w kraju, który prowadzi najbardziej haniebną i oszukańczą politykę na świecie - czyli w USA ( obiecałem sobie przed pisaniem arta nie besztać w nim Ameryki, no ale jakoś nie wyszło, więc łamię obietnicę ). W większości przypadków jest tak, że w grupce jest więcej chłopców niż dziewcząt. Ta właśnie dysproporcja jest bezpośrednią przyczyną problemów z jakimi borykają się bohaterowie. Ich największa i najbardziej dramatyczna problematyka to nic bardziej wzniosłego niż sprawy sercowe. 

    Fabuła serialu oparta jest na stosunkach damsko-męskich, które to wraz z kolejnymi odcinkami robią się coraz bardziej zawiłe i intrygujące. Akcja to głównie długie rozmowy prowadzone przez przyjaciół o... i tu niespodzianka... uczuciach.

W tym miejscu człowiek ( nie Amerykanin ) zaczyna się zastanawiać, co jest nie tak z tymi nastolatkami. Przygląda im się dłużej.

Patrzy i patrzy, patrzy i patrzy, i patrzy i nie wieży własnym oczom... to nie są nastolatki.

Role siedemnastolatków grają co najmniej dziewiętnastolatki. 

Już na pierwszy rzut oka widać różnice. 

Po pierwsze budowa fizyczna: główny bohater jako siedemnastoletni chłopiec nie powinien mieć klaty większej od Szwajcernegoera i bicepsa szerszego od Gołoty. Aktorki grające role nastolatek nie powinny wyglądać jak.. jak... kobiety z dużymi... oczami - chociaż to wcale mi nie przeszkadza.

Po drugie zachowanie: czy nastolatki cały czas gadają o miłości i swoich sympatiach - a zwłaszcza chłopcy? Nie sądzę.

Nawet jeśli nasi bohaterowie przestają gadać o miłości i ich wielkim rozdarciu spowodowanym nieznajomością własnego "ja", to zaczynają dyskutować na temat istnienia świata. Co o dziwo wcale nie jest ich własną teorią zbudowaną na bazie tego co doświadczyli, ale cytatami zaczerpniętymi od wielkich filozofów. Czy oni nie wiedzą co to kreatywne myślenie?

Kolejna rzecz: młodzież chcąc nie chcąc, wspomina o szkole. Zwierza się komuś z trudności z nią związanych. Narzeka na nauczycieli i co jest oczywiste i wręcz zapisane w genach każdego ucznia - nabija się i obgaduje zarówno belfrów jaki i nie lubianych kolegów. W serialu o czymś podobnym nie ma mowy.

Kolejna rzecz charakteryzująca nas w normalnym życiu to to, że chłopcy maja w nosie to co inni o nich myślą, nie przejmują się czy bluza pasuje im do butów i nie dobierają skarpetek pod kolor oczu. Te czynności zarezerwowany są dla kobiet.

W serialu jest zupełnie odwrotnie: kobiety chcą być niezależne i nie przejmują się opinią nikogo, mówią cały czas, że chcą być wolne i samodzielne, chcą same decydować o własnym życiu. Ale czym to się objawia w ich zachowaniu? Ja dostrzegłem, że ich postanowienia pasują tylko do sytuacji w której robią sobie kanapkę i wybierają film w wypożyczalni - czyli nic co by pasowało do ich słów.

    Stosunki z rodzicami także są napakowane sentymentalnym ciepłem i sielankowym zrozumieniem. W każdej części serialu, któryś z bohaterów odbywa długą rozmowę z matką lub ojcem. W owych rozmowach także chodzi o uczucia - nie ich wzajemne, tylko syna bądź córki do ich partnerów. Matka zawsze pyta czy się kochają, na co oni mówią, że oczywiście i tylko raz zwątpili w silną, magiczną więź która ich łączy.

Rozmowa z matką zawsze jest wzruszająca.

Jeśli chodzi o rozmowę z ojcem, to jego kwestie zawsze są do siebie podobne: "Synku jeśli ją naprawdę kochasz, pamiętaj o gumce!" - to jeśli chodzi o chłopca. Jeśli zwraca się do córki to wygląda to mniej więcej tak: "Kochanie, pamiętaj! Prawdziwa miłość, to bezpieczna miłość"

    Sposób mówienia normalnych młodych ( np. Europejczyków, tudzież Polaków ) ludzi jest najzupełniej swobodny i luźny. Odpowiednio do sytuacji posługujemy się różnymi zwrotami. Kiedy kolega z nas żartuje, wtedy mówimy luźno i nabijamy się również z niego, nie obrażamy się, traktujemy to jak zwyczajną zabawę. Ale kiedy jeden przyjaciel w serialu nabija się z drugiego, ten natychmiast pyta czy to sarkazm ( prawdopodobnie Amerykanie innego mądrego słowa nie znają, no chyba że zrobią doktorat z językoznawstwa, wtedy do ich słownictwa dołącza ironia i wyolbrzymienie ). Tak więc zaczyna się między przyjaciółmi burzliwa dyskusja, w której w co drugim zdaniu pada słowo... i tu nie będzie niespodzianki... sarkazm.

My Europejczycy zdając sobie sprawę z poziomu posiadanej przez nas wiedzy, nie musimy nikomu udowadniać, - a w szczególności przyjaciołom - że umiemy poważnie dyskutować.

    Podsumowując tego typu seriale można dojść do wielu zaskakujących wniosków. Pierwszy z nich wydaje się idiotyczny, ale jednak przychodzi do głowy, co oznacza, że co nieco jest w nim prawdy: Serial ma za zadanie szerzyć wykreowany i nieprawdziwy obraz Amerykańskiego nastolatka w świecie. Ukazując obraz nadzwyczaj wyrośniętego jak na swój wiek osobnika, USA chce pokazać jaki to ich naród ( czyt. gatunek ), jest doskonały i silny - nie to co te cherlaki w Europie. Myśląc, że znajomość słowa sarkazm czyni z nich super inteligentów, chcą pokazać Talibom i innym wrogom jamerykańskiego stylu życia ( w tym Juropejczykom ), że są na tyle mądrzy by odpalić Bombę Atomową. - Piszę z dużej litery aby oddać należyta cześć tak potężnej istocie.

Drugi równie idiotyczny: Amerykanie tworzą obraz własnej młodości przepełnionej rozważaniami nad sensem istnienia dla nich całego świata i borykania się z przeciwnościami losu w poszukiwaniu tej jedynej, tylko po to by udowodnić Francuzom, że są bardziej romantyczni od nich.

Trzeci także idiotyczny: Scenarzysta owego serialu miał bardzo ciężkie dzieciństwo i przelał na papier sytuacje w jakich chciałby uczestniczyć.

Czwarty wniosek: ... ... ...

Piąty: Serial po prostu kreuje, powtarzam kreuje nie przedstawia, jamerykański styl życia.

... po dłuższym zastanowieniu ten wniosek również nie ma sensu.

 

===== Jak ja miałbym być reżyserem serialu - propagandy, to wszyscy czytaliby książki Stephena Kinga.

===== Pozdrawiam całe irc-społeczeństwo, a w szczególności ludzi z kanału #babcia

===== i pewnego misi, który zowie się Eryk

===== oraz mojego szefa: założyciela KOZRP :)

===== Jak słusznie zauważyliście uśmieszki staram się stosować tylko w PS-ach ...yyy to znaczy kreskach. Pani od polskiego mówiła, że PS-y to wyraz braku szacunku dla odbiorcy. Ja pisze kreski bo Was szanuję :)

 

Andrew ( andreandrew555@wp.pl )