Zajęcia "dodatkowe".
Jak wiadomo do zajęć "dodatkowych" zaliczają się nie tylko korepetycje, ale także tzw. "kółka". I właśnie o tych zajęciach "dodatkowych", czyli "dla chętnych" chciałbym co nieco napisać.
Niektórzy z Was za pewne zauważyli, że słowa "dodatkowych", czy "dla chętnych" piszę w cudzysłowiu. Nie bez powodu! :( Bo właśnie taki problem chciałem w tym tekście poruszyć - niestety nie zawsze tak zwane "kółka", czy "koła zainteresowań" są dla chętnych, czy dodatkowe w dosłownym tego słowa znaczeniu :(.
Piszę "nie zawsze" co nie oznacza, że uważam, iż jest tak w większości przypadków. Z pewnością w większości jest tak jak powinno być, czyli zajęcia dodatkowe są rzeczywiście dodatkowe, czyli dla chętnych. Jednak nie zawsze tak jest. Jednym z przykładów, że mam rację jest kółko polonistyczne w mojej szkole. Prowadzi je moja nauczycielka języka polskiego, o której już pisałem na łamach AM Szkoła ("Moja nauczycielka j. polskiego" - polecam lekturę).
Wcale nie uważam, że ten kto chodzi na dodatkowe zajęcia z języka polskiego jest głupi itp. Ci co chcą, niech chodzą. Ja np. nie zawsze mam ochotę. Kólko jest raz w tygodniu i zawsze na ostatniej lekcji. Jak wiadomo każdy uczeń jest już zmęczony po tych 6-7 godzinach lekcyjnych i nie chce mu się siedzieć w ławce kolejne 45 minut. Na dodatek czasem tak "wypada", że na kółko trzeba czekać jedną godzinę lekcyjną. Ci, co mają daleko do szkoły, nie zastanawiają się zbyt wiele i wracają do domu, bo np. akurat teraz mają autobus. Ci, co mają blisko do szkoły (ja mam np. bardzo blisko) wracają do domu z zamiarem przyjścia z powrotem na kółko za 45 minut. Ale wiadomo - gościu wróci do domu, zje coś, nie zdąży włączyć tele... komputera :) i już musi wracać. A jest już wtedy z pewnością po 15:00. Wiadomo - nie chce mu się, więc zostaje w domu.
Wcale nie mówię, że kółka są nie potrzebne itp. Często naprawdę się przydają, ale tylko wtedy, gdy nauczyciel potrafi je poprowadzić. W moim przypadku jest nienajlepiej. Na przykład przed egzaminem gimnazjalnym na kółkach niby powtarzaliśmy do egzaminu. Ale co to za powtarzanie, skoro zajmowaliśmy się tylko i wyłącznie gramatyką. Niepoinformowanych informuję, że na egzaminie gimnazjalnym w części humanistycznej w zasadzie w ogóle nie ma gramatyki. To znaczy jeśli chodzi o ortografię, to owszem - trzeba znać, bo za błędy ortograficzne sprawdzający odejmują punkty. Ale my na tych kółkach uczyliśy się o jakichś zdaniach współrzędnych, podrzędnych, nadrzędnych i jeszcze tak jakichś innych. Wg mnie takie cos na egzaminie w ogóle się nie przydaje. Pisząc jakieś opowiadanie to wiadomo - bez zdań się nie obejdzie. Ale przecież pisząc zdania nie zastanawiasz się czy jest ono podrzędne, czy jakieś tam inne. Ponad 95% pytań/poleceń na egzaminie gimnazjalnym w ogóle nie dotyczy gramatyki. Rozumiem, że można powtórzyć szybko i ogólnie gramatykę, zwracając uwagę raczej tylko na te rzeczy, które mogą być na egzaminie, wtedy można się przygotować do tych 5% egzaminu. Ale nie tak jak my robiliśmy to na kółkach - ciągle tylko gramatyka i gramatyka... i to taka, która nie dość, że nie przyda się na egzaminie, to wydaje mi się, że nie będzie raczej potrzebna w naszej dalszej przyszłości... :(
No, ale zapomniałem o ważnej sprawie. Głównie chciałem w tym tekście poruszyć przecież następujący problem: Czy uczeń, który uważa, że nic nie da mu chodzenie na kółko, musi na nie chodzić? Pewnie sobie pomyślicie, że jestem jakiś nietentego i zadaje głupie pytania. Każdy z Was pewnie odpowie, że taki uczeń nie musi chodzić na kółka, bo jest to zajęcie dodatkowe. I rzeczywiście w większości pewnie tak jest, ale nie u mnie :(. U mnie w szkole (mam na myśli tylko kółko polonistyczne) jest tak tylko w teorii. A w praktyce - ten kto nie chodzi na zajęcia DODATKOWE ma po prostu u naszej nauczycielki j. polskiego przechlapane :(. Nawet na lekcjach widać wyraźnie, że Ci, którzy chodzą na kółka są traktowani odmiennie od reszty. Ona za każdym razem powtarza nam, że jeśli chcemy mieć czwórkę na koniec, to musimy chodzić na kółko. Sporo osób boi się, że nie będzie miało tej czwórki, czy piątki na koniec i chodzi na kółko. Nie powiem, że ja nie chodzę, bo chodzę. Po prostu wiem, że moja nauczycielka od j. polskiego ma trochę nie ten tego w głowie i na koniec roku ocena może zależeć od jej humoru i od tego, czy uczeń chodził na zajęcia "dodatkowe" :(. Oczywiście nie na każdym kółku jestem obecny, no bo bez przesady. Raz była np. taka sytuacja, że po lekcji j. polskieo, zanim jeszcze wszyscy wyszli, nauczycielka zapytała wszystkich kto dziś przyjdzie na kólko. Gdzieś połowa klasy podniosła rękę ( w rzeczywistości przyszła 1/4 klasy). Ja nie podniosłem. Nauczycielka pytała wszystkich tych, którzy nie podnieśli ręki (a wg niej powinni), dlaczego nie przyjdą. Spytała więc i mnie. Ja akurat wtedy naprawdę nie mogłem iść, bo wcześniej zapisałem się do fryzjera. No więc jej mówię, że nie mogę, bo idę do fryzjera. Ogólnie trochę to głupio zabrzmiało i widać było, że mi nie uwierzyła. Myślała ona, że wymyśliłem jakąś głupotę i wciskam jej kit. Złapałem wtedy u niej duży minus, ale w rzeczywistości mówiłem prawdę. Moja mama jest nauczycielką i uczy w tej samej szkole, do której na chodzę. Po j. polskim moja nauczycielka od j. polskiego spotkała się z moją mamą i oczywiście, jak to ona, dopytała się dokładnie, czy rzeczywiście jestem zapisany na dziś do fryzjera. Na szczęście moja mama wiedziała o tym i powiedziała, że tak. Z resztą następnego dnia i tak moja nauczycielka od polaka mogła zauważyć, że ubyło mi trochę włosów na głowie... no ale z nią to nigdy nic nie wiadomo... :(.
Wracając do tematu - uważam, że osoby, które chcą mieć czwórkę, a nawet piatkę na koniec - nie muszą chodzić na kółka, czy zajęcia DODATKOWE. Na kólka mogą chodzić Ci, którzy chcą mieć na koniec szóstkę, bo zarówno kółko, jak i ocena celująca wykracza poza podstawowy program nauczania! Oczywiście na kółka, wg mnie, mogą też chodzić Ci wszyscy, których interesuje język polski, którzy chcą mieć tą zasłużoną piątkę itd. Ale niestety. Wiele osób z mojej szkoły jest w tej samej sytuacji co ja: Na kółka chodzą, żeby mieć na koniec cztery, choć kółko to nie jest prowadzone wcale w ciekawy sposób :(.
Mulder
mój e-mail: ebwiec@poczta.onet.pl
PS. Na całe szczęście, w momencie, gdy czytacie ten tekst, nie będę już miał "przyjemności" spotkać się z wspominaną przeze mnie w tym tekście nauczycielką j. polskiego na żadnym kółku, a ni żadnej lekcji, ponieważ skończyłem już gimnazjum (gdy piszę - jeszcze nie, ale gdy czytacie te słowa - już tak:))