Nie wiem, czym jest życie ludzkie i po co właściwie żyjemy. Nie
wiem, kim będę w przyszłości i nawet nie wiem, kim chce być. Szukam sensu życia
i... nie znajduję. Chyba pozostawię to filozofom... Każdy człowiek jednak po
trosze jest takim filozofem, tak jak każdy żołnierz nosi buławę w plecaku.
Szukam więc dalej odpowiedzi na pytania bez odpowiedzi. Może paradoksalnie to te
poszukiwania staną się sensem mojego życia?
Czym ono jest? Wędrówką?
Labiryntem? Teatrem? Podobnych metafor jest wiele. Być może jakąś wskazówkę
znajdę w wierszu Adama Mickiewicza "Nad wodą wielką i czystą". To niezwykły
utwór. Zadziwia mnie jego prostota, asceza, niemalże brak środków
stylistycznych, który sam w sobie jest środkiem.
Można ten
wiersz różnie rozumieć. Jedna z interpretacji głosi, że mowa tu o roli poezji -
mającej wiernie odbijać rzeczywistość. Mnie jednak znacznie bardziej
zainteresowała inna koncepcja rozumienia utworu. Wiersz ten to refleksja nad
życiem, przemijaniem. Wszystko na świecie ma swoje miejsce, swoje zadanie -
skały "stać i grozić", obłoki - "deszcze przewozić". Tak samo przeznaczeniem
człowieka jest "płynąć, płynąć, płynąć" - czyli po prostu - żyć.
I tu
pojawia się moja pierwsza wątpliwość. Co autor miał na myśli? Czy stały element
- woda i podlegający nieustannym zmianom człowiek to polemika ze słynnym "Panta
rhei" Heraklita z Efezu, według którego zmieniają się nie tylko ludzie, ale i
sama rzeka? "Nigdy nie wejdziesz dwa razy do tej samej rzeki" - stwierdził ten
grecki filozof. "Nic dwa razy się nie zdarza" - napisała wiele lat później
polska noblistka, Wisława Szymborska. A może wiersz Mickiewicza to nie tyle
polemika, co nawiązanie...
Słowa "płynąć, płynąć, płynąć" nieodparcie kojarzą
mi się z bezcelowym dryfem. Albo wzburzona rzeka życia i ten mały, skromny
człowieczek, który już dawno emu poddał się nurtowi... Stała i niezmienna woda z
geograficznego punktu widzenia oznaczałaby jednak raczej... jeziorko bądź
(ewentualnie) chociaż stawek. Jak wiadomo jest to akwen jak najbardziej
zamknięty i znów powracamy do tamtego bezcelowego dryfu od brzegu do brzegu.
Według mnie to ponura wizja - żyć dla samego życia. Chyba nie chciałaby płynąć,
nie wiedząc dokąd i dlaczego płynę. Tymczasem nasze życia to nic innego, jak
jedna wielka niewiadoma. Nie wiemy po co żyjemy i dokąd zmierzamy. I kolejny
paradoks - to wcale nie przeraża, nie przeszkadza, nie zmienia naszego życia
jedynie w smutną egzystencję.
Nutka optymizmu - może tajemnicze "płynąć,
płynąć, płynąć" znaczy tyle co żyć i cieszyć się życiem - czyli epikureizm w
całej krasie. Lecz pełnia życia, czyli i pełnia człowieczeństwa wiąże się z -
doskonale znaną nam z mickiewiczowskich "Dziadów" - potrzebą zaznania zarówno
dobra jak i zła. Czyli jednak - bez tego się nie obejdzie.
Może więc powróćmy
na chwilę do wspomnianego rejsu po jeziorze. Płynąć, płynąć... i nic - na zmianę
być gdzieś blisko brzegu i na środku jeziora. Widać tu niewątpliwie pewną
analogię do występującego w innych utworach Mickiewicza, między innymi w
"Sonetach krymskich", motywu nieustannie wędrującego Pielgrzyma. Tyle, że on, w
przeciwieństwie do samotnego żeglarza, nie jest z góry skazany na klęskę. Ma
szansę - może gdzieś dotrzeć.
A gdyby tak ten nasz wyimaginowany żeglarz
niespodziewanie opuścił swoją wygodną łódkę, wyszedł na brzeg i udał się
dalej... pieszo. Taki czyn wymagałby niemałej odwagi. Niełatwo bowiem podjąć
decyzję o rezygnacji z najprostszej drogi i wyborze tej dużo bardziej krętej i
trudniejszej, ale - może - lepszej.
A jeśli to będzie pomyłka? Trzeba
zaryzykowac. Nie warto "iść na łatwiznę", bo nigdy nie dowiesz się, co by było
gdyby... Wobec tego może wiersz Adama Mickiewicza to nawoływanie do działania,
zachęta do wejścia na droge romantycznej rewolucji, popłynięcia bez oglądania
się na jakiś tam nurt, ba! nawet wbrew niemu, wbrew innym, wbrew całemu światu?
Może podmiot liryczny pragnie podziałać na wodę, zrobić to, co nie udało się
błyskawicom, obłokom, skałom - chce zmienić ją.
A może - interpretacja
bardziej tradycyjna - autor zachęca nas, byśmy mieli pewne ideały - dobre,
czyste, absolutnie stałe - jak woda? Powiniśmy trwać przy nich przez całe życie,
postępować zgodnie z nimi. Każdy człowiek winien mieć pewne zasady. W przeciwnym
razie grozi nam sytuacja przedstawiona w "Tangu" Mrożka, gdzie jedyną zasada
jest "nie krępować się i robić to, na co ma się ochotę" i występuje "moralny
przymus do niemoralności". W życiu należy kierować się pewnymi ideałami, bo to
one nadadzę mu sens.
Sens... Poszukujemy go często przez całe życie. Bywa, że
bez powodzenia, ale z reguły w końcu znajdujemy to "coś", które szybko staje się
motywem przewodnim, osią naszego życia. To może być wszystko - miłość, Bóg,
rodzina, ale i pieniądze, sława, władza. To chyba właśnie ta poszukiwana u
Mrożka "idea". Co to będzie? Sprawa bardzo indywidualna.
"Nad wodą wielką i
czystą" to niezwykły wiersz, gdyż daje Czytelnikowi możliwość bardzo różnorodnej
interpretacji. Każdy chyba może znaleźć w nim coś dla siebie. Szkoda tylko, że
nie mogę zadać poecie sławnego pytania - "co miał na myśli"... Z tej prostej
przyczyny o wiele chętniej zastanawiam się nad tym, jakie mnie myśli przychodza
do głowy po lekturze tego wiersza. A jest ich niemało...
Po co żyjemy? Dokąd
zmierzamy? - pozostawiam te pytania nadal bez odpowiedzi. Może znajdzie się
jakiś inny filozof - amator? Szczerze mówiąc nie chciałabym, żeby tak się stalo.
Życie to wielka zagadka i niech już taką pozostanie. A jeśli uda mi się
odpowiedzieć, nie pytaj się - to zostanie moją dużą słodką tajemnicą.