*** Travis - "The Invisible Band" ***


To już czwarta płyta Szkockiej britpopowej grupy Travis, a jednak dopiero ona(nie licząc wcześniejszego przeboju "Why does it always rain on me")dopiero teraz zyskali popularność. Wydali ją w zeszłym roku w składzie: . . . no właśnie, zawsze podawałem skład grupy, jednak teraz tego nie zrobię, bo go niestety nie znam(na książeczce dołączonej do płyty gdzieś to jest, ale(o zgrozo)musiałbym ją przeczytać.

No więc przejdźmy do piosenek. Wszystkie dwanaście z nich są utrzymane w radosnym, britpopowym klimacie w stylu Oasis, i każda z nich jest potencjalnym przebojem. Nie trwają za długo, z wyjątkiem ostatniej, dlatego idealnie nadają się do radia. Popularne stały się jednak na razie tylko trzy. I od popularnej, a może nawet najpopularniejszej, bo pierwszej singlowanej, zaczyna się płyta. "Sing"-tak nazywa się ten hit. Potem mamy spowolnienie tempa w "Dear diary", jednak melodyjność "Sing" powraca w kolejnym wydanym na singlu, "Side". Po czwartej "Pipe dreams" następuje ostatni przebój, "Flowers in the window". Reszty piosenek nie będę kolejno opisywał, gdyż są do siebie bardzo podobne. Nie znaczy to jednak, że są nudne. Bardzo fajne piosenki. Kolejno tytuły: "The cage", "Safe", "Follow the light", "Last train", "Afterglow" i "Indefinitely", z których najbardziej podobają mi się "Safe" i "Indefinitely". Zostaje jeszcze dwunasta piosenka, która ze względu na to, że jest balladą miłosną, brzmi trochę inaczej. Zwie się "The humpty dumpty love song". Nie brzmi na szczęście jak te straszne ballady miłosne Whitney Houston, jeżeli miałbym porównywać do innej love song, to wybrałbym "All I want is you" U2 z lat 80-tych.

Koniec. Jak już pisałem, pełna potencjalnych przebojów, sprawiła, że stali się popularni... i w sumie to nie ma się czego czepiać.

Ocena: 8


© Sunday <absurt@interia.pl>