*** P.O.D. - "Satellite" ***


Po dwóch "starociach"(Metallica "Kill'em all" z 1983 oraz Pink Floyd "Wish you were here" z 1975 roku)przyszła kolej na coś nowszego, świeższego. Gwiazda ostatnich miesięcy, P.O.D. z ich ostatnią płytą "Satellite" wydaną chyba już w 2002 roku. Ich skład:Sandoval(wokal), Daniels(bas i czasami wokal), Bernardo(perkusja)i. . . i gitarzysta, którego niestety nazwiska nie znam.

Przechodzę więc do piosenek, których jest aż 15. Zaczyna się od razu niezłym czadem, "Set it off". Drugi jest, myślę znany wszystkim, "Alive". Po prostu rockowy porzebój. Dalej utwór, który nie wiedzieć czemu, wywołuje u mnie straszny śmiech, gdy go słyszę-"Boom". Tzn. wiem czemu-ponieważ wydaje mi się jakby Sonny Sandoval koniecznie musiał się jakoś wyładować i wynikiem tego jest ten utwór(niektórzy za to wolą wysłać list do AR, który najpewniej zobaczą w "Panopticum"). "Youth of the nation" też jest bardzo znany, ale trochę go opiszę. Tekst o strzelaninach w szkołach, podobno powstały po takim wypadku koło miejsca prób zespołu. Perkusja jest świetna, ciężka, a cały utwór zbudowany na kształt hymnu. Ze względu na śpiew chóru dziecięcego, wywołuje skojarzenia z "Another brick in the wall part 2", choć P.O.D. z Floydami ma bardzo mało wspólnego. Na płycie są dwa instrumentalne utwory, jakby przerywniki między resztą, bowiem są bardzo krótkie. Pierwszy z nich, to piąty na krążku, "Celestial". Następnie mamy tytułowy utwór, w którym po raz pierwszy mamy taki schemat:powolna, śpiewana, niemal balladowa zwrotka i wybuchowy, czadowy refren. Powiem, że się sprawdza. P.O.D. zawsze uznawało za swoich mistrzów Bad Brains łączących hardcore z reagge, i pewnie dlatego do następnej piosenki zaprosili jamajską legendę tego gatunku(reagge, a nie hardcore), czyli Eek-A-Mouse'a. To co wyszło, zostało nazwane "Ridiculous" i jest niestety najgorszym numerem na płycie. "The messenjah" kojarzy się z pierwszym "Set it off"-zwykły, całkiem fajny czadzik. Drugi instrumentalny to "Guitarras de amor". Gdzieś w internecie, znalazłem recenzję tej płyty, w której autor napisał, że kojarzy mu się to z "Desperados". Mi też. Potem "Anything right", zgrabna, trochę melodyjna, nu metalowa piosenka. Jednym z lepszych na płycie jest "Ghetto". Zaczyna się jak ballada. Nawet ma coś takiego jak refren. Wydaje się, że tak już zostanie do końca. I nagle. . . "World is a ghetto!!!". Straszny wybuch w środku utworu. Potem powrót do ballady. Trochę jak ten schemat z "Satellite". "Masterpice conspiracy" jest dla mnie trochę za rapowe. Drugim zaproszonym na wspólne nagranie był H. R. , były wokalista... no właśnie, czego?Ktoś wie?Legendarnego Bad Brains. Nie śpiewa jednak tak jak za najlepszych czasów Brainsów(utwór "She's calling you" i w ogóle cała płyta "I against I". Numer z nim nagrany to "Without Jah, nothin'", zaczyna się dziko, tak tylko go określę, potem wchodzi śpiewający jak potłuczony H. R. (ale mi się podoba)na zmianę z Sandovalem i utwór się uspokaja. "Thinking about forever" zaczyna się jak ballada, w środku jest jak ballada, i na końcu jest jak ballada. Po prostu cały ten utwór to ballada. Pokazuje, że wokalista, oprócz darcia się, potrafi jeszcze śpiewać. Płytę kończy "Portrait" z opisanym wyżej przeze mnie schematem.

W porównaniu z poprzednimi dokonaniami(pierwszą płytę wydali już w 1993 roku), jakie dane mi było słyszeć, czyli piosenki:"Southtown", "Whatever it takes", "Murder" i "Rock the party" to naprawdę się polepszyli. I w gatunku nu metal dla mnie zaraz po Linkin Park, którzy są jego mistrzami.

Ocena: 8+


© Sunday <absurt@interia.pl>