So Far, So Good... So What!



Trzeci studyjny album Megadeth rozpoczyna bardzo dobra kompozycja, jeden z najlepszych utworów na płycie, instrumentalny 'Into The Lungs Of Hell' z bardzo fajnie wpasowaną w tło pseudo-solówką. Po świetnym początku mamy nagranie zatytułowane 'Set The World Afire', które zaczyna się dźwiękami z jakiejś starej, analogowej płyty, na której ktoś śpiewa tytułowe słowa. I tu pojawia się pierwszy burak. Tego intra nie powinno w ogóle być, ponieważ o wiele lepiej, bardziej thrashowo, brzmiałoby od razu wejście z gitarami, a nie ten niby-wybuch i dopiero dziaranko. Z początku wydawało mi się, że to nagranie będzie lepsze lecz usłyszałem przeciętny utwór, którego bym się po Megadeth nie spodziewał. Raczej kiepsko. Na szczęście później zespół nadrabia świetnym coverem Sex Pistols 'Anarchy In The U.K.', który to jest utworem bardzo różniącym się od zwyczajowych nagrań Megadeth. Moim zdaniem chodzi tu o jego prostotę (bo jak wiadomo Dave tworzył skomplikowane i bardzo pokręcone rzeczy) oraz inną linię melodyczną dla wokalu niż zwykle możemy usłyszeć. Jak wiadomo podczas koncertów utwór ten zawsze był przemianowywany na, np. 'Anarchy In Warsaw' i na coś takiego Dave pokusił się również na płycie, śpiewając zamiast U.K. coś mu bliższego - U.S.A. Wielki plus tego albumu. Następnie zaczyna się nagranie zatytułowane 'Mary Jane' (ładnie pokręcony tekścior ^_^). Już sam wstęp mówi mi na czym wzorowali się pierwsi blackowcy nagrywając wokale - na klasyku Megadeth! W chwilę potem są dźwięki, które kojarzą mi się trochę z popem, ale ogólnie może być. Szczególnie druga połowa utworu, gdy następuje przyspieszenie zaczynające się około 3 minuty, kiedy to dwie gitarki chodzą z tym samym riffem na krzyż przez głośniki (świetnie to słychać w słuchawkach). Całkiem dobry utwór, na pewno lepszy od 'Set The World Afire', ale też nie błyszczy. Potem jest najgorsze według mnie nagranie na tej płycie - '502'. Już początkowy riff jest trochę dziwny i jeszcze ta mała 'ekranizacja' w środku (nie będę pisał o co mi dokładnie chodzi - ci co słyszeli, wiedzą o czym mówię, a reszta musi sobie tego posłuchać, żeby zrozumieć). Słaby utwór, ale da się spokojnie wysłuchać i nie bluzgać przy tym. Kolejny w kolejce jest 'In My Darkest Hour', czyli następny hicior tej płyty, z którym to miałem dziwną sprawę. Nigdy wcześniej nie słyszałem tego utworu (znałem jedynie opinie o nim), ale gdy z głośników poleciały pierwsze dźwięki, w mojej głowie zakołatała jedna myśl: "Ja to skądś znam! Jabym to kiedyś słyszał!". Najdziwniejsze jest jednak to, że słuchałem tego utworu po raz pierwszy, a co chwilę przyłapywałem się na tym, że wiedziałem co się zaraz stanie, tzn. jakie dźwięki usłyszę. Dopiero później okazało się, że słyszałem już ten utwór w formacie mp3 pod nazwą 'The Metal Years', który ściągnąłem wcześniej z internetu (za cholerę nie potrafię zrozumieć interenautów, którzy zmieniają tytuły nagrań - takich to tylko powybijać ^_^). Polecam zagłębić się w warstwę tekstową. Zaraz potem mamy jeszcze dwa utwory, pierwszy z nich to 'Liar', czyli całkiem fajne dziaranko z trochę skopanym refrenem (tekst też jest spoko), a drugi to 'Hook In Mouth'. Z początku o wiele słabszy od poprzednika (początek bez gitarki - do bani), ale później się rozkręca, szczególnie chwytliwy jest refren. I to już niestety koniec płytki :(.
Ten album Megadeth kupiłem w sumie przez przypadek. Pojechałem do EMPIKa po 'Killing Is My Business... And Business Is Good!', ale go nie było. W końcu z sentymentu zdecydowałem się na 'So Far, So Good... So What!', bo ta płytka leżała na tej półce już kilka lat, więc ją przygarnąłem. ^_^ Czy żałuję? Raczej nie. Spodziewałem się, że będzie słabsza, ale w duchu liczyłem na dobry album. Ten jednak zanotował formę spadkową w porównaniu do 'Peace Sells... But Who's Buying?', ale i tak miło się go słucha. Do perełek tego longplaya (dobre sobie - 34:30) należą w sumie jedynie trzy utwory, którymi są 'Into The Lungs Of Hell', 'Anarchy In The U.K.' oraz 'In My Darkest Hour'. Przy rozpoczęciu pierwszego z nich morda mi się sama uśmiecha. ^_^ Z resztą albumu też jest już coraz lepiej. Zacząłem się już przyzwyczajać do 'Set The World Afire' i '502'. Można powiedzieć, że je nawet polubiałem. Ogólne wrażenia po tej płycie mam podobne do tych jakie przeżywam przesłuchując 'Reload' Metallici. Nie twierdzę jednak, że te płyty są sobie równe, bo 'So Far, So Good... So What!' jest o wiele lepszy. Jednakże konstrukcja tych albumów jest podobna: kilka bardzo dobrych nagrań, a reszta już tylko dobra. Tak samo końcówki mi się ze sobą kojarzą - 'Liar' i 'Hook In Mouth' są równie dobrym zakończeniem tej płytki co 'Attitude' i 'Fixxxer' dla 'Reload'. Mogę śmiało polecić wam 'SFSGSW!', bo warto choć raz go wysłuchać. Co prawda Mustaine & Co. nie pokazali na niej pełni swoich możliwości, ale zrobili to wkrótce, nagrywając 'Rust In Peace' oraz 'Youthanasia'. Ta płyta jest jakby rozgrzewką przed kolejnym albumami. Dobrą rozgrzewką.

Sentymentalny i jasnowidzący muzycznie 'In My Darkest Hour'

MetFan


© Copyright by MetFan
www.metfan.rapnet.pl


::DARMOWA REKLAMA: megadeth.rockmetal.art.pl :DARMOWA REKLAMA::