JIMMY PALOWNIK'Z EXPERIENCE

NO
LIFE
'TIL
LEATHER

NO
LIFE
'TIL
LEATHER

METALLICA "MASTER OF PUPPETS"


Hallelluyah! Ostatnio dopadła mnie jakaś nostalgia, wróciłem do kaset na jakich się wychowałem i odkryłem je na nowo. "Master Of Puppets" słuchałem nałogowo jakieś kilka lat temu z nabożnym wręcz uwielbieniem. Mimo upływu lat dalej uważam tę płytę za ganialną, absolutną klasykę i wzór płyty trash metalowej, która oprócz czadu i energii posiada magię, której nie mają kasety Iron Maiden. Uważam, że Metallica grała dużo lepiej od osławionych Maidenów i do poziomu pierwszych czterech płyt ekipy Jamesa i Larsa, Harrisowi i spółce nie udało się dojść. Teraz role te się odwróciły, gdyż Iron Maiden dalej gra swoje z niezłym skutkiem, a Metallica jest cieniem, wędrującym po królestwie miernoty. Wróćmy jeszcze z powrotem do czasów, kiedy muzyka Metalliki posiadała wielki ładunek energii, kiedy żył genialny basista Cliff Burton, kiedy byli wielcy. Zwykło się mówić, że trzecia płyta decyduje o przyszłości zespołu, u Metalliki przyszłość ta była przesądzona już po wspaniałej dwójce, lecz jeżeli założyć, że im lepsza trzecia płyta tym dłużej pociągnie zespół, po "Master Of Puppets" można było wróżyć Metallice życie wieczne. Wszystko na tej płycie jest po prostu doskonałe i nie ma się do czego przyczepić. Riffy gitarowe są wspaniałe, szczególnie wyróżnia się riff do utworu tytułowego oraz do kawałka "Leper Messiah", który jest absolutnie idealny do headbangingu, wiele zespołów w długiej historii heavy/trashu wzorowało się na stylu tych riffów. Jest też na płycie ballada, jedna ze zdecydowanie najlepszych ballad metalowych - "Sanitarium". Ogólnie Metallica zawsze miała świetne ballady i w odróżnieniu do Iron Maiden potrafiła je grać. Takie utwory jak "Sanitarium", mimo że dość spokojne niosą ze sobą ładunek ciężaru i emocji, czego nie mają utwory dziewicy. Jest ballada więc nie mogło zabraknąć utworu instrumentalnego. "Orion", gdyż taka jest jego nazwa stanowi jeden z najbardziej poruszających utworów w historii metalu. Mówiąc inaczej, jeżeli "Welcome Home (Sanitarium)" było morzem emocji to "Orion" jest istnym oceanem, który poprzez uszy dostaje się do serca i pamięci, a pozbycie się go z tamtąd jest prawie niemozliwe. Solówki na "Master Of Puppets" nie odstają od poziomu reszty, są świetne. Styl gry Kirka Hammeta podchodzi mi o wiele bardziej niż styl większości innych gitarzystów. Ogólnie rzecz biorąc kaseta ta powinna zdobić półki wszystkich metali, którzy metalami są na prawdę. Nie znać tej płyty to wielki wstyd. Czy istnieje róża bez kolców? Oczywiście, że tak!

© Książę Palownik


OCENA : 10

METAL UP YOUR ASS

USTAW ROZDZIELCZOŚĆ 1024/768 I PRZYCIŚNIJ F11 ALBO ZGNIJ W PIEKLE