|
METALLICA "KILL'EM ALL"
Hallelluyah! Bez skóry nie ma życia, to wszyscy wiemy. Pierwszy album zespołu z USA, różni się znacznie od trzech następnych, teksty nie są głębokie, nie zajmują się poważnymi tematami, nie ma akustycznych wstępów, ballad. Za to go właśnie lubię. Teksty opowiadają o tym, że trzeba się ubierać w skóry, machać opętańczo głową aż się skręci kark, o tym, ze na koncertach trzeba zachowywać się jak maniak i niszczyć wszystko na około. Niektóre opowiadają też o tym, że szkieletory i inne potwory, prowadzone przez czterech jeźdźców rozpieprzają ziemię w drobny mak. Jest także utwór o tym, że nie ważne czy ktoś żyje czy nie, czy jest smutny czy wesoły to i tak powinien szybko jeździć autem, kochać auto i oddychać autem. We wszystkim tym chodzi oczywiście by odziać skórę, wziąść w rękę piwsko i machać łbem do upadłego. Taka właśnie jest muzyka, szybka, żywiołowa z opętańczymi solówkami Kirka Hammeta, piskliwym wrzaskiem Jamesa Hetfielda, dobrym basem Cliffa Burtuna i headbangingiem za perkusją, małego Duńczyka - Larsa Ulricha. Wszystkie utwory są świetne na koncerty, a szczególnie dwa największe klasyki z tego albumu, "Hit The Lights" i fenomenalny "Whiplash". Jest też utwór instrumentalny "Anasthasia - Wyrywanie Zębów", który jest świetnym i energetycznym solem na basie Cliffa. Płyta ta nie jest skierowana do mądrych dziewczynek z liceum, które lubią Artrosis, las, noc i filozofię La Veya, ani dla ich wersji płci męskiej, napewno nie jest skierowana do różnej maści nu-tonowców, wielbicieli gejowskiego power metalu, czy słodkiego "death" metalu pokroju Children Of Bodom, tylko dla rozpustników, dla których bez skóry nie ma życia.
© Książę Palownik
OCENA : 9 |