*** Jethro Tull - "Aqualung" - reedited version ***



1. Aqualung
2. Cross Eyed Marry
3. Cheap Day Return
4. Mother Goose
5. Wond'ring Aloud
6. Up To Me
7. My God
8. Hymn 43
9. Slipstream
10. Locomotive Breath
11. Wind Up
12. Lick Your Fingers Clean
13. Wind Up (quad version)
14. Eccepts From the Jan Anderson Interview
15. Song For Jeffrey
16. Fat Man
17. Bouree

Jan Anderson: Flet, gitara rytmiczna :) i wokal
Clive Bunker: Perkusja i bębny :)
Martin Barre: gitara elektryczna i efekty (descant recorder- what it is? wygrywacz melodyjek?)
John Eban: Pianino i organy
Jeffrey Hammond: bas, wokal

"Tracks 1-11 orchestra arranged & conducted by David Palmer. The compilers wish to thank David Rees and Martin Webb for their help with this project." :)

Jethro Tull. Co to a zespół? Tak chyba każdy z was zareaguje na notkę tego arta w reckach. Ano, pamiętacie dzieci rok 1969? Nie? No taaak :) Jethro tworzyli w czasach Sabbath'ów i Zeppelin'ów. Z tym drugim zespołem mieli nawet wiele wspólnego (co? - posłuchajcie tego spod 14 :). Muza Jethro Tull jest nieco bardziej lightowa, choć jak na tamte czasy (dziwnie brzmi) była i tak "mocna". Nigdy jednak nie sądziłem, że muza mojego ojca wpadnie mi w ucho. A tak się stało, właśnie za sprawą "Aqualung"a.

Tytułowa piosenka otwierająca płytkę jest już demem stanowiącym o reszcie. A co tu usłyszymy? Rock 'n' roll moi mili! Taki "mocny" rock i trochę roll'a :) Cross eyed Marry wprowadza już Andersona z fletem i jego niesamowitym filmowym klimatem. Kolejna piosenka okraszona jest pięknym gitarowym intrem, z akustyczną resztą w stylu Boba Dylana (z jakąś harmonijką w tle), ale jest to motyw przewijający się przez resztę materiału. W "Up to me" znów usłyszymy flecik i troszkę mocniejszych gitar. Piosenki 7 - 11 trzymają już wysoki poziom poprzednich utworów, natomiast 12 podnosi wartość tej płytki w moich oczach (uszach?). Po remixie Wind up posłuchamy sobie kawałków z wywiadu z liderem grupy Janem Andersonem, przeprowadzonym przez Johna Bungey'a 22 Lutego 1996, specjalnie dla "Aqualung - reedited". Trzy doklejone na koniec płytki piosenki są niejako z "The best of.." Najlepsze kawałki z historii Jethro Tull z najsłynniejszymi solówkami Andersona na flecie (coś yak Ray Manzarek z Doorsów :) , czyli chyba najsłynniejsze i najlepsze Bouree jakie słyszał świat + dwie nawet ostre i ciekawe kompozycje. Jeśli chodzi o jakość techniczną to jest tu wszystko czego możno się spodziewać po nagraniach z lat 60/70 czyli obfite trzaski, świsty i rytmiczne bzyczenie z głośników. Czy warto kupić tą płytkę? Sądzę, że tak. Zważając na wiekowość nagrań nie powinna ina być zbyt droga, a do słuchania nadaje się może nie dla każdego, ale większość fanów muzy lat 60/70 powinna się w nią zaopatrzyć :) Bye ....



Ferenczy