Rozdział 3
"Kłopoty... Zostałam porwana! Żałosne..."

str.1

Obudziłam się w nieznanym miejscu. Wyglądało to na jeden z pokoi w starym opuszczonym kościele. Pobite okno, pod jedną ze ścian statuetka jakiegoś zapomninego świętego sprzed kilku wieków. Strasznie bolała mnie lewa strona głowy. Jednak nie zostałam zabita... oczywiście z powodu nie dokończonego interesu! Err... Byłam związana i wisiałam na linie pod ścianą. Przde mną stał Zelgadis, człowiek-mumia Zolf, wilkołak Dilgear i ktoś nowy... facet-syrena. Nie, człwowiek-ryba! Syrena ma ludzkie ciało zwieńczone rybim ogonem. To co stało przede mną było po prostu... rybą z ludzkimi rękami i nogami. Jego ciało było płaskie z dużą płaską twarzą i szeroko otwartymi rybimi oczami po obu stronach, mokra skóra i łuski oraz lekko otwarta gęba... innymi słowy - głowa ryby. Typ twarzy, której nie powinno się pokazywać ludziom mającym problemy z sercem. Stwierdziłam zaskoczona, że wojownik w średnim wieku nie był obecny...

"Nie byłaś tak dobra, jak twierdziłaś, dziewczynko." To stwierdzenie Zelgadisa. Zagrymasiłam w głębi siebie pragnąc by zostawił mnie w spokoju. "Powinnaś podziękować Zolfowi. Nie zabiłem cię, ponieważ on prosił mnie, bym przyniósł cię tu żywą."

"Jeju... dzięki."

"Heh. Wyglądasz na dość pewną siebie." rzucił odważnie Zolf.

Coś przemknęło mi przez głowę. "Co zrobiliście z moim towarzyszem?"

"Z nim? Uciekł zostawiając cię samą. Zostałaś porzucona, mała dziewczynko." Tym razem wtrącił się wilkołak, Dilgear.

"Cóż za strata."

"W rzeczy samej." Zelgadis westchnął. "Nigdy nie pomyślałem, że przekażesz mu ten przedmiot. To był dobry pomysł z zostawieniem cię przy życiu. Możliwe, że przyjdzie cię ocalić."

Dilgear wyglądał na dość zmieszanego. "Hej, hej... o co chodzi?"

"One nie ma statuetki" mężczyzna w bieli odpowiedział chłodno.

Wszyscy oprócz Zelgadisa i mnie zrobili ogromne oczy. "Cooooooooooo?"

"Czy szukałeś dokładnie?" spytał wilkołak.

Najwyraźniej to pytanie poddenerwowało Zelgadisa. "Sprawdzałeś wszędzie, gdzie mogłaby ją ukryć?" Teraz - nie pomyślcie sobie zbyt wiele. Nie wisiałam tam naga, lecz ubrana tak jak zwykle. No, oprócz peleryny i miecza. Statua nie była abyt duża, ale Zel miał rację: gdybym ją miała przy sobie byłoby to dość oczywiste. Dilgear przeszedł dookoła mnie sprawdzając.

"Prawda..." wymamrotał, lecz po chwili dodał. "Chwila. Ona _jest_ kobietą. Może to chować... w sobie." Zrobił chwilę pauzy i rzucił głośniej. "Niee, to niemożliwe. Gdyby miała coś takiego w sobie jej 'coś; byłoby wypukłe!" Zadowolony ze swojego świńskiego kawału Dilgear zaśmiał się obrzydliwie głośno, a ja zaczerwieniłam się z przeogromnej frustracji.

"Nie byliśmy zdolni wyczuć, że on ma statuetkę. Dlaczego?" Zelgadis zapytał ignorując wilkołaka.

"Oddając mu przedmioty użyłam zaklęcia Protect na wszystkie, których mógłbyś szukać" odgryzłam się zadowolona z siebie.

"Protect?"

Potwierdziłam jak najbardziej dumnie. "Tak. Dzięki temu niemożliwe stało się znalezienie statuetki od strony Astralu."

Mężczyzna o stalowej skórze zdał się zaskoczony. "Potrafisz to zrobić?"

"Taak."

"Kiedy ze mną walczyłaś używałaś raczej tanich zaklęć."

"Ty również nie walczyłeś pełną mocą."

"Och, potrafisz to ocenić."

"Oczywiście."

"... Nie wyglądasz na idiotkę. Jednak twoje zaklęcia były proste, więc..." chwilę pomyślał, po czym klasnął w dłonie powoli. "To 'te dni'".

Ponownie zarumieniłam się. "Zamknij się!"

<== Poprzednia strona
Następna strona ==>