str.11

"Więc... to koniec krążenia w kółko." Usłyszałam Gourry'ego, który nagle zatrzymał się. Patrzyłam na niego zaskoczona. "Chyba musimy zacząć być bardziej poważni, mała dziewczynko." Również zatrzymałam się i rozejrzałam dookoła. Na prawo były drzewa. Na lewo - otwarta przestrzeń. Jednak na wprost, na drodze, stał mężczyzna blokujący przejście. Miał na sobie coś jakby togę, hmm... był przystojny. Jego niebiesko-czarnaskóra wyglądała na wykonaną z kamienia, a srebrne włosy - z metalu. W dłoni dzierżył miecz, a ja nareszcie go rozpoznałam.

"Oooch..."powiedział mój towarzysz. "Nareszcie się pokazałeś, Zegaldis!"

Poprawiłam go. "Oj, oj. Zeldigas."

"Zelgadis!" uciął mężczyzna w bieli.

Gourry zmieszał się i zapadła głęboka cisza. "Ach, tak właśnie! Przecież tak powiedziałem!"

"Ja też!" dodałam pośpiesznie.

"Moje imię jest nieistotne" powiedział jeszcze dość spokojnie. "Chcę tylko, byście oddali mi 'przedmiot'. Jeśli odmówicie, będę musiał sam go wam odebrać. Wybieraj, panno Sophio!" Co takiego? Gapiliśmy się na siebie z Gourry'm przez chwilę nie rozumiejąc.

Nagle jasność spłynęła na nas i razem z Gourry'm klasnęliśmy w dłonie. Nie byłam pewna o kim mówi, ale... chyba uwierzył w fałszywe imię, które podałam Zolfowi.

"Jestem 'Lina'".

Jego reakcja byłą nieco śmieszna. "Hmm?"

Uspokoiłam się i przeliterowałam bardzo wolno, jakbym mówiła do małego dziecka. "L... i... n... a. Imię, które podałam Zolfowi było fałszywe."

Stał amieszany, nie wiedząc jak powinien zareagować. Mój plan by odwieśc go od walki zaczynał działać. Ech... niektórzy mogliby powiedzieć, że to moja druga natura, ale to chyba nie fair dyskutować o tym.

Pomijając to, gdy tak staliśmy w ciszy kolejny element wdarł się na scenę. "Imiona nie są ważne." doszedł mnie głos zza moich pleców. Po odwróceniu się ujrzałam wilkołaka. Jeśli mamy być dokłądni - pół wilkołaka, pół trolla... Myślę, że określenie bestia bardziej by do niego pasowało. Nawet po ustach przemknął mi mały uśmiech. Był prawie człowiekiem, tylko z głową wilkołaka... w skórzanym wdzianku. Duży miecz wisiał u jego boku. "Wszystko, co musimy zrobić, to zabrać jej statuetkę, prawda, Zel?"

Twarz Zelgadisa wykrzywiła się z wściekłości. "Dilgear!"

Wilkołak przez chwilę zastanawiał się o co chodzi, aż wreszcie wymamrotał. "Ach tak... oni nie widzieli jaki to 'przedmiot', tak? Ech, bez różnicy. I tak zginiecie."

"Obiecujecie sobie zbyt wiele! Nie wiem, jak dobrzy jesteście, ale jestem pewna, że nie wystarczająco by nas pokonać."

"Ach tak?" odpowiedział wilkołak mrużąc oczy. "Dużo gadasz, dziewczynko. A teraz zobaczmy trochę akcji!"

Wykrzywiłam się na chwilę. "Dobrze! Ale będzie to szybka rozgrywka, dwa na dwa..." popchnęłam Gourry'ego do przodu. "Bierz ich, Gourry!"

Gourry krzyknął tracąc równowagę. "Łoooooaaaaa!" Odwrócił się utrzymując odpowiedni balans, ze zmieszanym wzrokiem utkwionym we mnie. "Hej, mała dziewczynko..."

"Co?"

<== Poprzednia strona
Następna strona ==>