"Baudolino" Umberto Eco


Autor tej książki to jeden z najbardziej interesujących pisarzy. Jest miedzy innymi autorem osławionej i świetnie zekranizowanej powieści "Imię Róży", która opowiada o mrocznym śledztwie franciszkanina, próbującego rozwikłać zagadkę tajemniczych zabójstw w klasztorze, gdzieś na stokach włoskich gór. Bardzo charakterystyczna dla jego powieści (no dobra może się trochę przemądrzam, więc może sprecyzuję: czytałem tylko dwie jego powieści) jest głęboko posunięta stylizacja na opowieść powstałą w przeszłości. Tak było z "Imieniem Róży", które czytało się jak wspomnienia młodego Adsona z Melku - średniowiecznego zakonnika i podobnie jest z "Baudolino". Dzieła tego słynnego postmodernisty cechują się magiczną wręcz fabułą, pełną pośrednich wątków i barwnych postaci. {brzmi jakby było przepisane z czwartej strony okładki ;P - PP}

Najnowszą powieścią Umberto Eco, powstałą w 2000 roku jest "Baudolino". Ja sam chętnie dodałbym tu podtytuł "Historia łgarza cesarskiego" ;-). Czytając ten ponad pięćsetstronicowy tom zagłębimy się w średniowieczu po uszy. Poznamy małą włoską wieś, która stopniowo przeradza się w tętniące życiem miasto, weźmiemy udział w dworskiej codzienności przy Fredyryku Barbarossie, wraz z tytułowym bohaterem zamieszkamy w rodzącej się dopiero paryskiej metropolii...

Osią fabuły są jednak starania Barbarossy i jego przybranego syna - Baudolina, człowieka obdarzonego niezwykłym darem łatwego przyswajania obcej mowy oraz bardzo kreatywną wyobraźnią, o uznanie cesarskiej hegemonii i zwierzchnictwa nad papiestwem. Jednym słowem trzeba stworzyć podwaliny pod system, który utrzyma się w Europie aż do dwudziestego wieku...

Cesarz potrzebuje również godnego siebie sojusznika, który potwierdziłby jego władzę. Nie może to być papież, ani bazyleus z tej prostej przyczyny, że oni nie mają najmniejszej ochoty na ograniczenie swej własnej władzy. Jest jednak trzeci wielki ówczesnego świata. Jest nim władca chrześcijańskiego imperium, który dzierży w jednym ręku władzę świecką i kapłańską - ksiądz Jan. Po tajemniczej śmierci swego przybranego ojca i protektora Baudolino wyrusza w świat wraz z grupą przyjaciół by znaleźć potwierdzenie mitu, który sam zbudował. W tym momencie stajemy się uczestnikami wyprawy nie przez Persję i Indie, ale przez średniowieczne wyobrażenie tych krain. Bohaterowie spotkają na swej drodze niesamowite krainy, będą walczyć z potworami, o których niegdyś czytali w paryskich bibliotekach oraz poszukiwać świętego... Graala, tutaj Gradalisa.

Gdy historyk i polityk - Chidon (myślę, że nie pomyliłem tego imienia, ale pewności nie mam :-)) pyta Baudolina czy w końcu odnaleźli królestwo księdza Jana ten odpowiada mu: "I tak i nie".

Narracja Eco jest perfekcyjna. Momentami pełna patosu, za chwilą niezwykle szczegółowo opisująca bajeczny krajobraz bądź pełna dobrego humoru i groteski. Czyta się toto po prostu cudownie... Jest to jedna z tych książek, które moim zdaniem powinien przeczytać każdy. Ten kto nie pozna baśniowych przygód Baudolina, który budował mity, czyli kłamał, a wręcz łgał starci naprawdę wiele. No i nigdy nie dowie się czy królestwo księdza Jana naprawdę istniało... Chociaż nie - dopiero jak to przeczyta to zacznie się zastanawiać...
A zresztą... na przekór naukowcom i historii ja wierzę, że było...

Jeśli chcesz ujrzeć potęgę mitu i legendy a także zwykłego kłamstwa koniecznie przeczytaj "Baudolino". Nigdy nie zapomnisz tej cudownej opowieści.

sovek