Akcja książki osadzona jest w czasach współczesnych autorowi, czyli gdzieś na początku XX w. W małej norweskiej miejscowości, pewnego dnia zostają znalezione zwłoki leśniczego. Do wioski z pobliskiego miasta zostaje sprowadzony detektyw, którego zadaniem jest wyjaśnienie zagadkowej zbrodni. W trakcie śledztwa wychodzi na jaw, że w nocy, kiedy to prawdopodobnie dokonano morderstwa słychać było turkot żelaznego wozu, z którym to związana jest pewna stara legenda. Co się dzieje dalej? Wiadomo, pojawiają się kolejne trupy, detektyw niestrudzenie szuka winnego aż w końcu dochodzi do rozwikłania całej zagadki i okazuje się, że mordercą jest... He he, to już musicie doczytać sami. Mimo, że książka powstała jakieś 80 lat temu ( autor żył w latach 1884-1934) wydaje mi się, że wytrzymała próbę czasu. Czytało mi się ją bez jakiejś niechęci, a muszę przyznać, że kryminały nie należą do mojego ulubionego gatunku literatury. Jednak, jeżeli miał bym wydać jakąś ocenę to w skali 1-10 dałbym 6, no może z małym plusem. Największą jej wadą jest chyba to, że zbyt szubko dowiedziałem się, kto jest winny całemu zamieszaniu. Fabuła jest całkiem składna i może przyciągnąć uwagę, lecz bez szczególnych rewelacji. Podsumowując, jeżeli nie masz nic lepszego pod ręką to możesz po " Żelazny wóz" sięgnąć, lecz uprzedzam, że jest wiele ciekawszych powieści kryminalnych.