Gadanie
Brutalne gry - Lord Death
Moja przygoda z Fallout 2 - Grochal

Moja przygoda z Fallout 2

Czyli... historia pewnego lamera. ;)

Dzień 1
Nudzę się, nie mam co robić. Przed chwilą wstałem od konsoli. Porozrabiałem parę godzin w GTA 3. Daję odpocząć konsoli (ma się te serce ;)). Z ciekawości przeglądam starsze numery CD-Action. Przestałem go kupować, ponieważ zaczęli dawać pełne wersje gier, które swoimi wymaganiami przewyższają kilkakrotnie możliwości mojego qompa. Zaraz, zaraz. Fallout 2. Hmmm... Kiedyś próbowałem w niego grać, ale jakoś mi się nie chciało. Przeszedłem "jedynkę" i to mi wystarczy. Ale poczułem nagłą chęć popykania w F2. No to jazda. Zapuściłem komapkt. Instalacja ok. 80 MB. Na większą niestety nie ma miejsca. ... 80, 90, 100 proc. Nareszcie koniec. Chwila oczekiwania. Intro. Ta powalająca muzyczka. Zakochałem się. Rozpoczynam grę jako Narg. Przechodzę świątynie i... i jakaś babka coś do mnie pieprzy po angielsku. Połowy z tego nie rozumiem, ponieważ w szkole jako język obowiązkowy miałem j. niemiecki. Blah!!! Zrozumiałem, że jest zła sytuacja, mam znaleźć G.E.C.K. i przynieś go tu jak najszybciej. Pierdu, pierdu. Babka dała mi parę kapsli {gwoli ścisłości - już zaczęto na nowo bić dolary - OldEnt}. Znalazłem nożyk. Udałem się do namiotu w którym siedział jakiś szaman (ale burak, wygląda prawie jak jeden z moich nauczycieli ;)). Pograłem jeszcze chwilę, doszedłem do Klamath i The Den. Wykończyłem parę szczurów, skorpionów i innych gówien, które plątały mi się pod nogami. Od komputera odkleiłem się mniej więcej o godzinie 23:00. Umyłem zęby, mordę... i poszedłem spać.

Dzień 2
Obudziłem się ok. 10:00 (no co, przecież są wakacje {tak wcześnie?}). Zjadłem lekkie śniadanie. Jeszcze tylko poranna higiena osobista i sruuu przed komputer. Włącza się. Hmm trochę to zajmie. W końcu qomp ma już 5 lat! Idę zrobić sobie herbatę. Zieloną z miłorzębu Japońskiego. Przychodzę, komp się włączył. Nareszcie Fallout 2. Jeah. Gram, gram i gram. Przechodzę różne misje, przeszedłem do paru innych miast - siakieś New Reno i inne City. Patrzę na zegarek. O kurw... kurczę, już 12.00.

Dzień 3
To co wyżej. Śniadanie, higiena, herbatka. A nie, dzisiaj odmiana. Herbatka (ofkoz zielona ) i ... Pierniczki Katarzynki. He, he. Ale odjazd. Włączam Fallouta 2. Gram, gram i ... nagle wszystko zaczęło się sypać. Misje mi nie wychodzą, nie mogę znaleźć jakiegoś pieprzonego zenka, który ma mi dać jakiś pierdół, którym naprawię kopalnie w Broken Hills (czy jakoś tak). Zaczynam się denerwować. Wędruję przez pustynię a tu jakieś zmutowane zasrańce mnie atakują. O kurwa, oni mają lasery. Trzy strzały i po mnie. Przecieło mnie na pół! Wczytałem stan gry i od nowa. Znowu wędruję po pustyni, a tu nagle atakują mnie jakieś jaszczurki, takie srebrne. Myślę se - skopię im tyłki i dostanę parę exp. Vic ładuje do nich z "Igla", Sulik też się stara, Casiddy wyciąga strzelbę i pruje do tych cieci. Ja się sportuję i nic. Wytrzymałe skubańce. Spoko, teraz ich tura. O ja cie #@%@%^$#%^$#*%$^$@!!! Te gnoje zieją ogniem. Rozpykali mnie raz dwa. Bez pierdnięcia. I tak w kółko. Co te leszcze są takie silne? Ok. godziny 11:00. walnąłem się w kimę. Nie mogłem pogodzić się z porażką . Ja, wielki master? ;)

Dzień 4
Bida z nędzą panie. ;) Ciągle przegrywam. Przyjechał starszy brat. Coś pogadał i poszedł grać w GTA 3. Ciągle przegrywam. The Den, co za nora {w końcu "den" to po ang. "nora" :)}. Te zasrane dzieciaki ukradły mi tyle kasy że hej. Zdenerwowałem się i zaciukałem wszystkich mieszkańców "Nory". Już mi lepiej. O, skoczył mi level. Wybieram perk... Kamasutra master ;). Level 10, no nieźle. Ale i tak dostaję po pupie od napotkanych mutantów. Zaraz, zaraz. Coś mi się przypomniało. Miałem gdzieś pathe i kody do Fallouta 2. Nagrywam Bonus 2 z któregoś CD-Actiona. I co widzę? Trik do F2 i jakiś pliczek - Klamall. Hmmm... Instrukcja po angielsku. Jak zwykle połowę rozumiem. Chwila zastanowienia. Wołam brata... w końcu cieć angielski zna b. dobrze. Czyta, czyta. Przetłumaczył na polski i wszystko jasne. Włączam F2. Wykonuję trik i... o bejbe, bejbe, bejbe! Wszystkie umiejętności skoczyły mi do 300 proc. Dostałem masę broni i innych przydatnych pierdółek (Fallout 2 Hintbook :)). No, teraz możemy grać... I żył długo i szczęśliwie. Resztę historii dopowiedz sobie sam. ;)*

* Dla niekumatych - W następnych parę dni przeszedłem Fallouta 2. Zabiłem swoich członków drużyny i wszystkich ludzi w miastach (wiem, jestem sadystą - buhaha ;)). Oszczędziłem tylko Marcusa i mieszkańców Broken Hills. Nie wiem dlaczego. Hmmm... ale bym se zagrał w Theme Hospital. A może by przyszpilić w Boulder Dasha? He, he.

© Grochal <grochal5@wp.pl>

Spis treści
Wstępniak
Recenzje
Stare, ale jare
Małe Gierki
THPS2&3 Center
SiMs Corner
TNT
Stuff
Gadanie
Listy
Redakcja
Historia

Exit