to tylko GRA...

Aaaa – właśnie tak. Pewnie wielu z Was widziało ten film. The Game mimo, iż nie odniosła wielkiego sukcesu, zmieniła życie wielu osób. Także moje. Zadając sobie pytanie “kim jestem?” doszedłem do bardzo śmiałego wniosku. Tylko proszę tutaj nie doszukiwać się inspiracji Matrix’em bo jest to obraz młodszy od “Gry” o prawie 4 lata. W zasadzie nie powinienem w ogóle pisać tego tekstu. Raz, że wielu uzna mnie za totalnego szaleńca, dwa że drugie tyle jednak mi zawierzy, a trzy że moja teoria wyklucza możliwość waszego istnienia...

No właśnie tak - nie istniejecie. Nie ma was. I nigdy nie było. Ktoś tym wszystkim steruje, ale pewnie nigdy nie dowiem się kto. To wszystko jedna wielka maskarada, przygotowana specjalnie dla mnie bym mógł dowiedzieć się czegoś, o czym jeszcze nie mam pojęcia. A może chodzi właśnie o to – o bezustanne poszukiwanie, bo kto znajdzie ten przegra? Wiem tylko, że to co widzę, to co mnie otacza jest po prostu zwykłą iluzją. Wszystko co robię, robię według z góry ustalonego scenariusza. A i tak czuję, że jednak mam wolę (choć tak naprawdę to kolejne złudzenie). Doprawdy dziwne. Ktoś mnie nieustannie obserwuje, czasem podpowiada co mam robić. Ale to i tak bez znaczenia, bo ja po prostu idę po ściśle wyznaczonej ścieżce. Spotykam ludzi, których mam spotkać, robię rzeczy, które mam zrobić.

Ach, mówię “ludzi”, a na myśli mam specjalnie generowane otoczenie, które również pozbawione jest jakiejkolwiek niezależności. Pojawia się i znika – zależnie od tego czy jest wymagane do odegrania kolejnej scenki z mojego filmu. Musiałbym być głupi, by myśleć że w chwili gdy siedzę przed czymś co nazywam komputerem jest gdzieś tam osoba równa mi. Jestem w tym świecie sam. Inni stworzeni zostali tylko po to by działać na moje zmysły. Sami nie mają problemów, nie irytują się tak jak ja – po prostu kiedy trzeba zapukają do drzwi, zadzwonią. Tylko po to, by zapewnić mi odrobinę rozrywki. Gdy słyszę głos w słuchawce zapewne “u góry” nawet nie zadają sobie trudu umieszczania w tym świecie modelu mojego rozmówcy. To co widzę w telewizji nigdy nie miało miejsca, po prostu Ktoś umyślił sobie, że moja reakcja może być interesująca i dlatego zdecydował się posadzić mnie przed TV.

Głupie rzeczy każą mi robić, a ja bezwolnie się temu poddaję. Tylko dlaczego ja? Dlaczego za twarzami które obserwuję nic się nie kryje, a ja muszę zadawać sobie tyle trudu? Dlaczego wy macie tak dobrze, a ja muszę podejmować się wyzwań niemożliwych? Przecież to, że widziałem jak ktoś coś robił wcale nie oznacza, iż dana czynność jest wykonalna! To kolejna zwyczajna mistyfikacja mająca wywołać u mnie określone reakcje. Komu zależy na tym, by mnie kontrolować? A może to reality-show, w którym nieświadomie biorę udział?

Raz Ci powiem co myślę Wielki Tajemniczy: nie podoba mi się ta gra. Mam jej serdecznie dość! Gdyby chociaż zasady były jasne. Ale nie, Ty musisz gmatwać sprawę. A ja muszę, choć wiem że to wszystko bujdy, przejmować się tymi wyimaginowanymi ludźmi, z którymi wystawiasz mnie na spotkania. Nakaż im wreszcie zakończyć tą partię. Nie chcę ich znać! Wyrzuć ich z tego programu. Wywal bo stracisz oglądalność. Trzymaj ich wszystkich z dala ode mnie! Wywal wszystkie kobiety, bo będziesz miał samobójstwo na wizji. A jak jeszcze raz popełnisz Ice Age to Cię walnę.

A wiedz, że w końcu uwolnię się spod Twojego jarzma, niepoznany Ktosiu! Kiedyś. Będę wolny i zrozumiem po co ta bajka. Teraz tylko czekam na to jak zareagujesz na moje pierwsze próby wyzwolenia. Ciekawe co zrobią Twoje zabawki, jakiej treści mejlami zasypią moją skrzynkę. A masz, pracuj sobie, wymyślaj riposty. A gdy dowiem się, że te ostatnie 20 minut też były w scenariuszu to...

Może już lepiej na tym zakończę.

orereabilt (orereabilt@wp.pl)

PS: Nie myślcie, że to mój sposób na ciekawy tekst. Ja to wiem – to jest GRA. I chodzi w niej o to bym się motał maksymalnie. Ekh, znów zwracam się do kogoś, kogo nie ma. To stare nawyki z jeszcze zupełnie beztroskiego żywota. Ale po woli uczę się na nowo i kiedyś to ja wami zagram.

PS2: Nadal nie wierzycie, że mogę być tak zakręcony? Cóż, jeśli do tej pory nikogo nie przekonałem to teraz już mi się nie uda. Ale powiem jeszcze tak: rozejrzyjcie się i pomyślcie.

PS3: Art pisany był pod wpływem głębokich doznań emocjonalnych niekoniecznie pozytywnie i niekoniecznie oczekiwanych...

PS4: ... i nie miał on na celu urażenia czyichś poglądów ani nie zawiera podtekstów religijnych.

PS5: Ja w to wierzę.

PS6: Gdybym nie wierzył nie bawiłbym się w rozpoczynanie każdego akapitu taką a nie inną literą J .

>>Powrót do AMFILM<<