Rozmówki angielsko - węgierskie

(Plansza z napisem Londyn 1971, głos z offu: "W 1971 roku imperium brytyjskie legło w gruzach; na ulicach roiło się od uchodźców z obcych krajów - głównie węgierskich - nie krajów tylko uchodźców; wielu Węgrów zaopatrywało się w papierosy w sklepach z tytoniem")
(Mały sklepik z tytoniem. Do sklepu wkracza Węgier dzierżąc w rękach rozmówki angielsko - węgierskie)
Sprzedawca: Dzień dobry.
Węgier: (czyta z rozmówek) Nie kupię tej płyty, jest porysowana.
Sprzedawca: Słucham?
Węgier: Nie kupię tej płyty, jest porysowana.
Sprzedawca: (pokazując półki) To sklep z tytoniem...Tytoń...
Węgier: (śmiejąc się) Aaaa, ha, ha! Nie kupię tej tytoń, jest porysowana!
Sprzedawca: Tytoń...Papierosy...
(Sprzedawca sięga na półkę podając Węgrowi paczkę papierosów)
Węgier: Papierosy? Ja, ja! Papierosy!
(Węgier przez chwilę zagląda do rozmówek)
Węgier: W moim poduszkowcu jest pełno węgorzy.
Sprzedawca: Co?
Węgier: W moim poduszkowcu jest pełno węgorzy.
(Węgier wykonuje ruch ręką imitujący pocieranie zapałką o draskę)
Sprzedawca: Zapałki?
(Podaje Węgrowi pudełko zapałek, obaj śmieją się wesoło, szczęśliwi, że się dogadali, Węgier znów czyta z rozmówek)
Węgier: Czy chciesz...
(Sprzedawca poprawiaz)
Sprzedawca: Chcesz.
Węgier: Czy chcesz pójść do mnie na bzyku bzyku?
(Węgier wykonuje gest, mający znaczyć: ile? pociera kciukiem o palec wskazujący)
Sprzedawca: (nieco zmieszany, rozgląda się niepewnie) Sześć szylingów.
Węgier: Masz piękne ciało. Może przytulisz się do mnie? Nie jestem już zarażony!
(Sprzedawca zabiera Węgrowi rozmówki, wertuje je przez chwilę)
Sprzedawca: Mogę?
Sprzedawca: Sześć szylingów...Sześć szylingów...O!
(Czyta zdanie w udawanym węgierskim, po czym dostaje w pysk od Węgra)
(Zupełnie inna sceneria; policjant siedzi na stołku i doi konia, który ma przyczepione plastikowe wymiona; nagle słyszy rumor, zrywa się ,policjant, nie koń, i pędzi w stronę, skąd dochodzi hałas; po drodze zrzuca z roweru jakiegoś faceta i kradnie mu tenże rower; po krótkiej chwili podjeżdża pod nasz znajomy sklepik i wchodzi do środka)
Policjant: Co tu się dzieje???
Węgier: (czyta z rozmówek zwracając się do policjanta) Masz piękne uda.
Policjant: Co???
Sprzedawca: (podnosi się z podłogi) On mnie uderzył!
Węgier: (oburzony pokazuje na sprzedawcę) Ściągaj portki sir Arturze, nie myślę czekać do obiadu!
Policjant: (wykręca rękę Węgrowi i wyprowadza go ze sklepu): Idziemy!!!
Węgier: Moje sutki nabrzmiały rozkoszą!
(Sala sądowa, proces autora rozmówek
(Głos z offu: "Obywatel węgierski został zwolniony, lecz ten incydent doprowadził do zatrzymania i procesu prawdziwego przestępcy")
Prokurator I: Aleksandrze J., w dniu 28 maja, dobrowolnie i w złych zamiarach, opublikował pan niniejsze rozmówki angielsko - węgierskie mając na celu wywołanie zamieszania. Przyznaje się pan?
Autor: Jestem niewinny!
Prokurator II: Panie J., czy opublikował pan tę książeczkę?
Autor: Tak.
Prokurator II: Za pozwoleniem sądu, chciałbym przytoczyć przykład. Węgierskie zdanie: "Którędy do stacji kolejowej?" po angielsku brzmi tutaj: "Proszę popieścić mój tyłeczek"
(Przystanek autobusowy; do stojącego na przystanku przechodnia podchodzi inny Węgier z "rozmówkami")
Inny Węgier: Proszę popieścić mój tyłeczek.
Przechodzień: Minie pan pocztę, przejdzie jakieś 200 jardów i skręci w lewo na światłach.