Trzynasty dzień miesiąca, wprawdzie nie piątek, bo sobota, ale to nie może
dobrze się skończyć. Jeszcze żaden trzynasty nie skończył się dobrze. Magia
musi działać. Liczb oczywiście, magia liczb.
Jeden dzień w miesiącu może zepsuć wszystko. Takie właśnie jest święto
pechowca. Tak chyba należałoby nazwać ten jeden, bardzo szczególny dzień.
Mówi się, że pechowy jest tylko trzynasty w piątek, ale to nieprawda.
Prawdopodobnie kryją się za tym jakieś stare zabobony. W naszym,
cywilizowanym świecie trzynastka jest pechowa bez względu na kolejność dni
w tygodniu. A jeszcze gorzej jest, gdy dwunastego jest nadzieja na to,
że dzień następny będzie udany. Powiedzmy, jakiś plan na wolny dzień, jakim
jest sobota. Prognoza pogody pozytywna, upał, sauna pod drzewem,
prawdziwy raj dla wielbicieli kremów z filtrem numer pięć.
Rewelacyjna okazja na spędzenie miłego, ba, nawet wspaniałego dnia.
Jeśli ktoś myśli, że uda mu się tak niezauważenie przejść obok trzynastego,
to jest w błędzie.
Nie ma nawet takiej możliwości, żeby coś poszło po myśli. Nie, trzeba być
totalnym optymistą i do tego strasznie naiwnym, żeby myśleć inaczej.
Chociaż, są przypadki ludzi, którym trzynastego dnia miesiąca dopisuje szczęście.
To są jednak tylko pewne ewenementy, takie wyjątki potwierdzające regułę.
Zdrowy, rozsądnie myślący człowiek od razu wie, że jak trzynasty, to przechlapane
od świtu do czarnej nocy. Szanse na powodzenie mogą pojawić się dopiero
czternastego, minutę po północy, ale też nie radziłbym przesadzać z wiarą w to,
bo trzynastki są złośliwe i lubią przeciągać się na cały następny tydzień.
Weźmy jako przykład jeszcze raz tą sobotę, trzynastego oczywiście. Człowiek
narobi sobie planów i nadziei przy tym, a tu… zgrzyt, trzask, prask, wstaje
rano i już od pierwszego otwarcia oczu ma przeczucie, że coś będzie nie tak.
Przeciąga się, kłykciami rozciera ślepia i wszystko zwala na niewyspanie.
No właśnie. Niewyspanie, to też efekt pechowej trzynastki.
Jeśli ktoś położył się spać o godzinie dwudziestej, dwunastego dnia miesiąca,
to ma jeszcze szansę na conajmniej
cztery godziny zdrowego snu. Cztery, bo równo o północy kończy się immunitet
i zaczyna plaga nieszczęść i tragedii.
Strach nawet myśleć o tych, którzy położyli się po magicznej godzinie 00.00,
ci mają problemy ze snem gwarantowane, że o morderczo paskudnym nastroju po
przebudzeniu już nie wspomnę.
Człowiek jest jednak istotą naiwną i ciągle tkwi w przekonaniu, że każdemu,
ale jemu nic złego przytrafić się nie może. A niech tak sobie przypomni co mu
się w nocy śniło – od razu przejdzie apetyt na optymizm.
Rzeczy nieprzyjemnych jednak lepiej nie pamiętać i każda rozumna, naiwna istota
trzyma się tego z uporem maniaka. Sen jest tylko snem, a że męczący – trudno,
zdarza się. Błędem jednak jest wiara, że ten zły sen, to tylko takie przypadkowe coś,
co nie ma żadnego związku z niczym. Trzynastego nawet złe sny nie są przypadkowe.
Ale przecież to jest dopiero początek dnia.
Potem następuje prasowanie a przy tym przypadkowe wypadnięcie z głowy myśli
o wykonaniu najważniejszej czynności, jaka powinna następować dokładnie chwilę
po skończeniu wygładzania odzieży.
Spokojny spacer do przystanku autobusowego, uśmiech na twarzy, szpanglasy na nosie,
bo słońce od samego rana świeci niemiłosiernie i po oczach bije bez litości.
Cudowny dzień… cudowny dzień… cu-do-w… nyyyyyy… ?
Coś, jakaś złośliwa myśl zaczyna pętać się po głowie, trzaska drzwiami szarych komórek
i ciągle wrzeszczy: Za-pom-nia-łeś!!! Za-pom-nia-łeś!!!
O czym? Co? Jak? Gdzie? Niemożliwe…
No nie, niby jakieś wrażenie luki w pamięci w człowieku siedzi, ale sam sobie tłumaczy,
że to tylko złudzenie. Klucze - zabrane… okna - pozamykane… drzwi do mieszkania - też…
portfel - w kieszeni… czyli wszystko w porządku, a przeczucie jest tylko złudzeniem…
Za-pom-nia-łeś!!! Za-pom-nia-łeś!!!
Spokój! Poszło precz!
Z tymi trzynastkami, jak już wspomniałem, jest tak, że one są wybitnie złośliwe.
To, co innego dnia może zdarzyć się przypadkowo, niemal bez żadnych groźnych
konsekwencji, trzynastka wywija celowo i z rozmysłem. A im lepiej zapowiadający się
dzień, tym bardziej okrutne i perfidne są poczynania i pomysły trzynastek.
A naiwna istota, po przepędzeniu złośliwej, wrzeszczącej myśli, jest pewna, że za chwilę
wsiądzie do autobusu, który właśnie podjeżdża na przystanek.
Za-pom-nia-łeś!!!
O żesz…
No właśnie! Ot i finał robienia sobie nadziei. Bo gdy człowiek uświadamia
sobie coś takiego chwilę przed wejściem do autobusu, to już nic nie może
skończyć się dobrze. Potem jest już tylko gorzej.
Sprint do domu, żeby zdążyć przed ogniem, który zachęcony przez rozgrzane
żelazko ma chęć zaopiekować się mieszkaniem na czas nieobecności człowieka.
Wietrzenie smrodu spalenizny ulatniającego się z nowej deski do prasowania.
Sprzątanie bałaganu po przypadkowo strąconej doniczce, która stała akurat
właśnie na parapecie otwieranego okna. Chaos! Totalny chaos!
Ledwo człowiek zacznie z jednym się wyrabiać, już następne się sypie.
Na szczęście jednak każda wojna ma jakiś koniec, tak też kiedyś skończyć
musi się walka z ciągle narastającymi przeciwnościami losu oraz złośliwością
rzeczy martwych. Pozornie martwych, bo silna magia potrafi wszystko ożywić,
a magia trzynastek jest jedną z najsilniejszych.
Gdy człowiek zaczyna panować nad rozpętanym wokół niego chaosem, rodzi się w
nim od razu myśl, że najgorsze już przeszło i nic gorszego zdarzyć się nie może.
I tu leży pies pogrzebany. Trzynasty dzień miesiąca nienawidzi,
gdy ktoś przy nim mówi: „To już koniec kłopotów, najgorsze minęło.”
Po takim zdaniu prawdziwe katastrofy zaczynają dopiero się rodzić. I nic już nie
jest takie jak dawniej.
Spóźnienie na autobus, który w połowie drogi się rozkracza; telefon z wiadomością
o odwołaniu spotkania, na które pechowy człowiek tak bardzo czekał i do którego
było mu tak spieszno; nawet własny portfel może okazać się zdrajcą, przypadkowo
i całkiem niechcący wskakując do dłoni kieszonkowca; spodnie z nudów zahaczają
o jakiś gwóźdź, po czym drą się w niebogłosy a do tego w najbardziej widocznym miejscu;
i na domiar złego, zbierają się takie chmury, że jak pora deszczowa skończy się
po jednym tygodniu, to będzie można mówić o prawdziwym szczęściu…
Wiele więcej może jeszcze się zdarzyć i co zdarzenie, to gorsze.
Nikomu oczywiście tego nie życzę, ale takie są trzynastki.
Złośliwe, wstrętne i paskudne.
Na zakończenie jednak wypadałoby dopisać jedną rzecz:
to wszystko, to tylko teoria, słowo daję.
Trzynasty nie musi być taki zły, szczególnie, gdy człowiek ma się z czego cieszyć
i potrafi docenić uroki życia. Sprawdziłem to na sobie i jestem w stanie to potwierdzić.
Bo – jak mówi podpis pod rysunkiem pana Mleczki – w życiu każdego żółwia nadchodzi dzień,
w którym musi dać komuś w mordę, ale niekoniecznie musi to być właśnie trzynastka.
Coś takiego może zdarzyć się zawsze, bez względu na to jaki jest właśnie dzień miesiąca,
ale podstawa, to nie łamać się, tylko – jak powiedział kiedyś mój kolega z sali – garda
w górę i jak czołg do przodu!
Powodzenia życzy Wam wszystkim, trwający w nie zmieniającym się od soboty,
trzynastego dnia miesiąca, dobrym nastroju,