Tortura



        "...czy nie irytowało cię zachowanie kogoś tak bardzo, że pragnąłeś zadać mu tak wielki ból,
żeby nie miał siły odczuwać kolejnego zadawanego przez ciebie bólu..."

        Tak! Irytowało, a co najgorsze nie dawało się wyspać. Nie mogłem już tego znieść,
codziennie rano to denerwujące trzepotanie skrzydełkami, stukanie o parapet i dziobanie
szyby. Czasem sądziłem, że ten gołąb robi to specjalnie. Świątek, piątek czy niedziela to
przebrzydłe stworzenie o godzinie szóstej rano zjawiało się za moim oknem i zaczynało
okropnie hałasować.
        Pewnego dnia nie wytrzymałem, obiecałem sobie, że ptaszek zapłaci za moje nieprzespane
noce (tak dla wyjaśnienia: dla mnie szósta rano to środek nocy, dzień zaczyna się wtedy gdy
wstaje z własnej woli czyli gdzieś o dwunastej ). Wmówiłem sobie, że zemsta będzie okrutna.
Powiedziałem o gołębiu Military Police, łudziłem się, że będzie mi współczuł, że powie:
"nie martw się, to na pewno minie, ten gołąb prędzej czy później wpadnie pod samochód ",
ale nie, on tego nie zrobił, przecież to byłoby zbyt proste, znałem go na tyle dobrze, że w
"o Boże coś ty narobił, po co mu o tym wspominałeś, przecież ten biedny gołąbek już nie
żyje, a przecież on nie jest niczemu winny, to biedne stworzonko przylatywało do twojego
okna, bo pewnie chciało powiedzieć: Wstawaj szkoda dnia! Parz jak słonko pięknie świeci
( i stuk w ono), spójrz pani Kowalska znów chodzi nago po pokoju ( i stuk w parapet),
o! a pan Szczebrzeszczykiewicz opróżnia właśnie trzeciego siarkofruta (i stuk, i trzepot,
i wypełnione nienawiścią gruchnięcie)... A z zresztą, co ja tam wiem, jestem tylko głupim
sumieniem, jak ptaszek stoi ci na drodze do szczęścia to
przejedź po niej walcem"
        Nagle głos umilkł. Military wymyślił dość oryginalną zemstę.
To miała być szybka robota, żadnych świadków, zbieramy fanty, wykańczamy gołębia i
zmywamy się z miejsca przestępstwa zanim gość z RMF - u zdążyłby powiedzieć
Archwimilimiłopotopoczerpaczkiwiczanin. Sprawy jednak nieco się skomplikowały.
Najtrudniejszym, a właściwie najbardziej kosztownym zadaniem okazało się zebranie
potrzebnego ekwipunku.
        Jako, że Military stworzył plan działania, ja miałem zająć się zgromadzeniem narzędzi tor...
... narzędzi zemsty. Potrzebne mi były: lina, benzyna, zszywacz do drewna taki, jakiego
używają tapicerzy i zapałki. Z liną nie było problemu, benzynę spuściłem z BMW księdza
prefekta, zszywacz do drewna załatwił mi żul Mnietek za dwa piwa, z zapałkami był
największy problem. Pani w sklepie powiedziała, że mi ich nie sprzeda, bo nie mam
osiemnastu lat, i że dzieci plus zapałki równa się nieszczęście. Ta sytuacja nieco mnie
zdziwiła i nie wiedziałem, co powiedzieć, przecież niespełna 15 minut temu kupowałem dwa
piwa dla Mniecia. No cóż, musiałem kupić piwo i dać je Mnietkowi żeby kupił mi zapałki.
Gdy zebrałem wszystko, co było mi potrzebne położyłem się spać.
        Jak co dzień i tym razem ptaszek się zjawił, ogłuszyłem go młotkiem i zeskroba...
zabrałem z parapetu.
O 20.00 w wąskiej uliczce pomiędzy blokami miał się dokonać akt zemsty. Gdy dostarczyłem
gołębia, Military powiedział, że wszystkim się zajmie i żebym się delektował widokiem
cierpiącego stworzonka. Tak też zrobiłem, stałem z boku i uważnie się przyglądałem co
Military zrobi z gołębiem.
Najpierw próbował przymocować linę do skrzydeł nieprzytomnego zwierzęcia za pomocą
zszywacza tapicerskiego, niestety źle wycelował i wbił sobie zszywkę w oko. Żartowałem,
wbił ją sobie w palec. Zrezygnował ze zszywacza i po prostu przywiązał linę do skrzydeł,
drugi jej koniec przywiązała do piorunochronu. Rozlał wzdłuż uliczki benzynę, od
piorunochronu do miejsca w którym leżał gołąb.
Stojąc przy piorunochronie spytałem Military czy na pewno dobrze robimy. On zapewnił mnie,
że nie ma w tym nic złego. Powiedział, że jeśli ptak jest mądry to przeżyje.
Potem dodał:
Przepis jest bardzo prosty, jedyne czego ci potrzeba to liny, benzyna, zszywacz do drewna i
zapałki. A to przecież już mamy. Do skrzydeł ptaszka bardzo mocno przywiązujesz liny i
naturalnie dla pewności, by denat się nie rozwiązał przyszywasz liny do skrzydeł spinaczem
do drewna, takim jakiego używają tapicerzy - bardzo duża ilość spinaczy powoduje
naderwanie skrzydła - ale o tym zapomnij, bo ze spinacza zrezygnowałem. Drugie końce lin
przytwierdzasz mocno do piorunochronu w wąskiej uliczce pomiędzy blokami takiej na około
jednego metra szerokości, dokładnie w takiej jak ta. Wzdłuż uliczki rozlewasz benzynę. No i
nareszcie finał, stojąc przy ścianie podpalasz benzynę, denat będzie miał do wyboru albo
spalić się w zbliżających się do niego płomieniach, albo uciec przed ogniem odrywając sobie
skrzydła silnie przymocowane do lin.
        Klamka zapadła gdy zapaliłem zapałkę, trzymając ją w ręku szyderczo zaśmiałem się i
rzuciłem ją w stronę rozlanej benzyny. Gdy zapałka spadała, czas na krótką chwilę zwolnił
swój bieg ... i wtedy się obudziłem.
Cała ta historia z przygotowaniem zemsty okazała się sennym marzeniem.
Otworzyłem okno, nigdzie żywej duszy, pomyślałem, że gołąb zadziobał wszystkich na śmierć.
Moje obawy rozwiało krzyknięcie: ANDRZEJ śniadanie!
Poczułem się wolny, gołębia nie było, po raz pierwszy od kilku tygodni ten przebrzydły,
opierzony potwór nie zastukał w okno, nie wydał z siebie żądnego krwi gruchnięcia i nie
zatrzepotał skrzydłami na znak pogardy. Rzuciłem się na łóżko, westchnąłem i przetarłem
oczy. Zerknąłem w stronę okna, a jego naprawdę tam nie było! Zamknąłem oczy rozkoszując się
błogą cisz ...( stuk, skrob, stuk, stuk ).
NIEEEEEEEEEE!!!



Pisał dla was niewyspany Andrew z Sosnowca.

Ja i gołąb słuchaliśmy:
-Queen:
The Invisible Man
I want it all

-Limp Bizkit:
Break stuff
Nookie

-Blink 182:
Track 1
Track 10
Track 4
:))

Mój adres: andreandrew555@wp.pl