Z cyklu: "Trudy życia"

Strażak


Zastanawialiście się kiedyś, jak trudne jest życie strażaka? Ja pewnego razu oddałem się głębokiej refleksji na ten bulwersujący środowiska seryjnych podpalaczy temat, co zajęło mi pewien dość długi czasookres - musicie wiedzieć, że misie przeciągają w nieskończoność wszelkie przyjemności! Nie żałuję jednak tak spędzonego czasu, gdyż doszedłem do pewnych wniosków...

Zastanówmy się najpierw, gdzie możemy spotkać strażaka? Po głębokich przemyśleniach doszedłem do wniosku, że wszelkiej maści i płci strażaków możemy znaleźć w pewnym czerwonym, dużym budynku, opatrzonym kilkoma światełkami, które działają jak latarnia morska dla strudzonych podróżą z baru do domu wędrowców, a także kilkoma napisami, między innymi takim: "Remiza Strażacka". Wniosek z tego jeden, pomimo koloru i światełek, strażaka zazwyczaj można znaleźć w Remizie Strażackiej, a nie jakby się mogło wydawać w domu publicznym.

Po głębokich przemyśleniach doszedłem do wniosku, że zespół czynności, które wykonuje strażak w ciągu dnia nazywa się "Ratowaniem życia ludzkiego, z narażeniem własnego, ale to i tak nikogo nie obchodzi". Zadacie pytanie, co składa się na ten zespół czynności? Zacznijmy więc od początku...

Otóż taki typowy strażak... którego od teraz będziemy nazywać naszym strażakiem, gdyż posłuży nam za przykład, chyba, że spłonie w ciągu dzisiejszego dnia, wtedy zajmiemy się innym strażakiem, którego także będziemy nazywać naszym strażakiem, no chyba, że on także spłonie. Nie martwicie się, strażaków jest dużo.
Taki typowy strażak rozpoczyna swój typowy dzień od pobudki około godziny siódmej rano. Nasz strażak zaraz po przebudzeniu wita swoją piękną strażacką żonę czułym pocałunkiem, co by go pamiętała, na wypadek, gdyby dzisiaj miał spłonąć. Następnie zasiada przy swoim strażackim, kuchennym stołem, aby zjeść uprzednio przygotowane przez jego żonę zdrowe i niezwykle wysokoenergetyczne strażackie śniadanko, gdyż musi mieć siłę uciekać z płonącego budynku. Na śniadanie nasze strażak, jak co dzień dostaje bogaty w wysoce zorganizowane kultury bakteryjek kefirek, a także dwie kromki pełnoziarnistego, razowego chleba, gdyż ten dobrze robi naszemu strażakowi na trawienie... i wrzody, ale to jest tajemnica, więc nie mówcie, że Wam powiedziałem!
Po śniadaniu nasz strażak musi się ubrać, ponieważ to, że jest strażakiem wcale nie oznacza, że musi latać na golasa po całym mieście. Zakłada więc czyste gatki, czyste skarpetki, z kilkoma dziurami na bąble, których nabawił się nasz strażak ratując niemowlaka z pożaru. Potem okazało się, że to lalka, ale nasz strażak i tak miał satysfakcję... bo właściwie nikt nie miał serca powiedzieć naszemu strażakowi, że to była lalka. Potem się dziwił, dlaczego nie piszą o nim w gazetach, ale uznał, że przecież nie dla sławy został strażakiem. Po założeniu gatek i skarpetek, nasz strażak zakłada swoje szpanerskie, szerokie, strażackie spodnie, a także swoje duże, strażacki buty. Nasz strażak jest więc ubrany do pasa, zauważa to co dzień i przystępuje do założenia odzieży na górną część ciała. Zakłada więc najzwyklejszą koszulkę, a na to swoją strażacką kurtkę - choćby nie wiem jak było gorąco - i po włożeniu czapki rusza do miejsca pracy, do remizy. Idąc przez miasto cieszy się na myśl o tym, że wszystkie kobiety się za nim oglądają, zapominając o tym, że pomiędzy remizą a jego domem biegnie bardzo ruchliwa autostrada, na której o dziwo nie zginął jeszcze ani jeden strażak! Za to leśniczych padło tu bez liku. Co wcale nie oznacza, że może sobie pozwolić na taką beztroskę. W końcu chcemy, aby statystyki nie uległy zmianie.

Jest godzina ósma rano i nasz strażak właśnie wszedł do remizy. Po przywitaniu się z kolegami, głośnym beknięciem natychmiast udaje się do strażackiej kuchni, gdzie zjada prawdziwe śniadanie, twierdząc, że żona go głodzi... co jest przecież nieprawdą, sami widzieliście!

Po obfitym śniadaniu nasz strażak zasiada sobie, wraz z innymi kolegami strażakami przed telewizorem i ogląda telenowele do godziny jedenastej. Wtedy to ściszają telewizor wiedząc, że w tych godzinach jest najwięcej pożarów. Nie pomylili się, po kilku minutach dzwoni alarm. W pobliskim lesie płonie leśniczy! Nasz strażak w ciągu kilku sekund zakłada buty, które zdjął chwaląc się ranami odniesionymi w trakcie ratowania niemowlęcia i rusza swoim wielkim, długim, czerwonym jak wóz strażacki wozem strażackim i już po pół godzinie przybywa na miejsce akcji. Dzięki szybkiej interwencji własnej, leśniczy zdołał się jednak ugasić zanim strażacy zdążyli dojechać na miejsce. I zgodnie z przepisami nasz strażak ukarał go mandatem za bezpodstawne wezwanie straży pożarnej, a także wypowiedział się dość dosadnie o tego typu praktykach: Ty skur..., pier... palancie urodzony przez rozje... sukę afrykańskiej dzikiej świni, a jakby jakieś niemowlę potrzebowało właśnie pomocy?

Po tej interwencji nasz strażak powrócił wraz z kolegami do remizy, gdzie właśnie w telewizji rozpoczął się serial "Zbuntowany leśniczy, syn afrykańskiej dzikiej świni", który swoją drogą jest ulubionym serialem naszego strażaka. Nasz leśniczy wciągnął się strasznie, gdyż za chwilę zbuntowany leśniczy ma podpalić bar szybkiej obsługi znanej marki MC'Cloud, który ktoś dziwnie wybudował na bagnach... och ta fantazja scenarzystów! W tym momencie jednak dzwoni alarm i nasz strażak nie zobaczy, dlaczego leśniczy, patrząc na przyrządzaną właśnie dziką afrykańską świnię, mówi do dyrektora placówki: Zabiłeś moją matkę... och ta fantazja scenarzystów!

Koledzy pocieszają naszego strażaka, że zobaczy sobie powtórkę, więc nasz strażak z ochotą wyrusza na akcję, mając nadzieję, że ponownie uratuje kolejne niemowlę. Nasi strażacy dosłownie po kilku sekundach docierają na miejsce, płonie fabryka niemowlęcych lalek, położona za rogiem ulicy przy której stoi remiza. Niestety jest już za późno, drzwi od fabryki całkowicie spłonęły, więc strażacy nie są już potrzebni. Nasz strażak jednak wiedziony potrzebą ratowania życia, a właściwie chęcią sprawienia przyjemności swojemu siostrzeńcowi, wykorzystując zamieszanie spowodowane przez szabrowników kradnie kilka lalek, którymi bardzo lubi się bawić wspomniany wcześniej siostrzeniec... a potem jakiś wstrętny, zboczony, lubiący panów, heteroseksualista z niego wyrośnie!

Wracając po akcji do remizy nasz strażak jest niezwykle zasmucony, gdyż przypomniał sobie, iż dzisiejszy odcinek "Zbuntowanego leśniczego, syna afrykańskiej dzikiej świni" był powtórką wczorajszego odcinka, więc już go więcej nie obejrzy! Koledzy pocieszają naszego strażaka i obiecują mu, że wmontują telewizor do wozu strażackiego. Nasz pocieszony strażak wraz z kolegami udaje się do strażackiej stołówki, gdzie zjada pełnowartościowy posiłek składający się z dwóch kartofli i plasterka szynki zapieczonego w bułce tartej, udającego schabowego.

Jest teraz godzina czwarta i nasz zmęczony ciężką pracą strażak kładzie się na strażackiej kanapie, w celu odbycie krótkiej, zasłużonej, strażackiej drzemki. Nie śpi jednak, gdyż jednym okiem ogląda strażacki film porno przyniesiony przez jednego ze strażaków... a było co oglądać, bo pochodził on ze strażackiej wytwórni filmów porno "Pożar ciał"!

O godzinie piątej dobrą zabawę przerywa kolejny sygnał alarmowy. Strażacy są jednak zdezorientowani, w tym nasz strażak, gdyż nie poinformowano ich, gdzie się pali. Ruszają więc w teren mając nadzieję, że odnajdą pożar i pozostawiając na miejscu naszego strażaka, aby wysłał im do wozu informację o miejscu pożaru, w chwili gdy się tylko dowie. Po dziesięciu minutach gorączkowego poszukiwania pożaru, strażacy dostają wiadomość od naszego strażaka o tym, że to remiza płonie. Wracają więc swoim wozem strażacki do remizy, a wracając podziwiają piękną zorzę polarną. Postanawiają się więc zatrzymać na chwilę, gdyż w naszej długości geograficznej nieczęsto widać takie zjawiska. Gdy zorza znika, strażacy ruszają na miejsce pożaru.

W czasie, gdy wszyscy strażacy oglądali zorzę, która w rzeczywistości była pożarem remizy, nasz strażak przystąpił do czynności mających na celu ugaszenie pożaru. Nasz strażak wiedział, że z pożarem nie ma żartów, więc szybko założył na siebie kombinezon ognioodporny, zrobiony własnoręczne z patelni żony... troszkę się piekliła, ale bezpieczeństwo przede wszystkim!
Założył także butle z tlenem na plecy, a w swe zapracowane ręce wziął gaśnicę wodną. Nasz strażak gasił odważnie pożar remizy i byłby prawie go ugasił, ale niestety doszedł do miejsca gdzie pożar się rozpoczął. Był to domowej roboty generator prądu z rafinowanego oleju roślinnego, który na nieszczęście naszego strażaka nie przestał pracować... zdolni ludzie Ci strażacy! Nasz strażak przeżył szok, kiedy okazało się, że nie należy polewać wodą generatorów prądu... cóż przespał tę lekcję!

Na całe szczęście azbestowa skóra na dłoniach, której przeszczepu dokonał właśnie na takie okazje - a koledzy uważali go za debila - uratowała mu... skórę. Cały i zdrowy nasz strażak zdołał uciec z płonącego budynku - czyli śniadanie było pożywne - ale ku smutkowi siostrzeńca zapomniał o zabraniu ze sobą lalek! Kiedy pożar dogasał pojawili się wreszcie jego koledzy, mówiąc, że szkoda, iż nie widział tej pięknej zorzy polarnej nad miastem!

Około godziny ósmej nasz strażak chcąc się chwile rozerwać zabiera swą piękną strażacką żonę do baru, w której pracuje barman, z którym strażacka żona naszego strażaka zdradza naszego strażaka... cóż, nie ma go całe dnie, a przecież kobiety także potrzebują chwili rozrywki.
Nieświadomy tego, nasz strażak rozmawia z barmanem zachwalając kształty żony. Barman jako dobrze wyszkolony barmana i człowiek obeznany z tematem ciągle przytakuje. Po dwóch godzinach dobrej rozrywki nasz strażak w raz z żoną udają się do domu. Nieopatrznie nasz strażak rzuca niedopałek papierosa - którego nie powinien palić, bo przecież strażacy nie palą - do kosza, w którym znajdowały się łatwopalne materiały wybuchowe... bo musicie wiedzieć, że barman był międzynarodowym uwodzicielem i twórcą łatwopalnych materiałów wybuchowych! Nasz strażak był jednak na tyle przytomny, iż rozpoczął akcję gaśniczą. Chwycił więc najbliżej położoną butelkę wódki i zaczął gasić. Niezadowolony z rezultatu akcji gaśniczej, chwyta kolejną butelkę wódki, to jednak nie pomaga. Widząc głupotę naszego strażaka, barman podaje naszemu strażakowi gaśnicę CO2. Nasz strażak ucieszony gasi wreszcie pożar, po czym z odmrożeniami obu kończyn udaje się wraz z żoną do szpitala na oddział odmrożeń, gdzie w przyjaznej atmosferze, pijany lekarz obetnie mu obie ręce, poczym stwierdzi pomyłkę i pójdzie do domy... na szczęście nogi dało się uratować.

I tak właśnie wygląda typowy dzień typowego strażaka. Jak widzicie nie jest to łatwa praca, ale obfitująca w wiele przygód i ciekawych widowisk, więc nic tylko pozazdrościć.

O Strażakach pisał Miś

Eryk(miseryk@poczta.onet.pl)



GOD SAVE THE QUEEN and strażaków.

PS. Słuchałem Aerosmith i Queenu
PS.2. Pozdrowienia dla wszystkich strażaków, mam nadzieję, żeście się nie obrazili:)