KUPIŁEM SOBIE SIERP Na wakacjach każdy musi deko przyświrować i odreagować. Nie mówię o wyjazdach, bo to nornalne, a po prostu o zrobieniu czegoś innego. Można na przykład zapuścić brodę (jak jeden ksiądz z mojej parafii, który robi tak co roku :)), wytargać z szafy lub kupić jakieś dziwne ciuchy, ufarbować włosy czy napić się trochę więcej od czasu do czasu. A ja kupiłem sobie sierp. No normalny sierp, taki, którym kiedyś kosiło się zboże. Na co mi u diabła sierp, ktoś zapyta. Do końca sam nie wiem. Jednym z moich nielicznych zbączeń (lżejsza forma zboczenia :)), nie licząc tego do Warki Strong, jest zainteresowanie komunizmem i Związkiem Radziec- kim. Na każdy pierwszy maja tapetę w moim kompie zajmuje jakiś klima- tyczny motyw, a to flaga z sierpem i młotem, a to Marks, Engels, Lenin i Stalin patrzący na w jedną stronę, jak na wizerunku, który zdobił sale zjazdów KPZR, a to zdjęcie cerkwi Wasyla Błogosławionego na Kremlu w Moskwie. Stary hymn ZSRR umiem chyba na pamięć, a Międzynarodówkę z zapałem gram na flecie. No i właśnie, będąc na lekkim gilu (ostatnio na Rynku, jak i w całym Rzeszowie mocno praży, a ja jeszcze nie zjadłem jakoś wtedy śniadania, więc wystarczyło jedno mocne), poczłapałem na ruski targ poszukać jakiegoś cacka. Nie pierwszy raz zresztą tak zro- biłem, kiedyś przyniosłem stamtąd fajną czapkę KGB-owca, która od tego czasu zdobi moje biurko, a innym razem czaderskie popiersie Lenina z gipsu, pomalowane na szaro. Tego dnia szukałem innego gadżetu, może ruskich bab z twarzami Breżniewa, Gorbaczowa i Jelcyna albo jakiegoś kilimu z czerwoną gwiazdą. Powninienem pojechać do Moskwy, tam na pewno by się coś znalazło, jak znam siebie, to zwiózłbym całego T-34, Order Czerwonej Gwiazdy, dywan z Leninem i jakiś dres sportowca z olimpiady w 1980 roku. A tu nic, nic, jeszcze raz nic! Nie było tej pani, u któ- rej kupiłem czapkę, wiecznie rumianej i pachnącej winem marki "Błękit Paryża", takim z trupią czachą, nie było czapek uszanek (ale kiedyś też sobie taką kupię i już!), bo lato, ruskie baby tylko z normalnymi buziami, ale nie chciałem wracać z niczym. i nagle na jednym straganie zobaczyłem sierp. Ależ tak, genialny pomysł! Na pewno gdzieś w domu znajdzie się młot, potem położę je skrzyżowane za Leninem i będę miał cały ołtarzyk (jeszcze się do niego nie modlę, spokojnie, nie jest tak źle). Miły sprzedawca antyków rolnych i komunistyczmych od razu zwąchał koniunkturę i chciał mi wcisnąć młotek do pary, nawet sporo spuścił z ceny za oba, ale nie dałem się skusić, w końcu kasy też nie mam za wiele. Dałem osiemnaście zeta i stałem się nabywcą wspaniałego ostrego sierpu. Kumpel, który ze mną był, mało się nie położył ze śmiechu (nie podziela mojej pasji, ale jest tolerancyjny, za co go bardzo lubię). Podreptaliśmy na przystanek, a że nie miałem reklamówki, niosłem sierp w dłoni. Gdy czekałem na autobus, zaczęliśmy prowadzić z kumplem rozmowę z rodzaju tych, w które zawsze się bawimy czekając na coś. Poprosiłem go o lusterko, gdyż stwierdziłem, że chcę się ogolić, a gdy rowerem po drugiej stronie ulicy przejeżdżał dyrektor mojej byłej szkoły, nie za bardzo w niej lubiany, udałem, że chcę mu zrobić nowy przedziałek. Kiedy nie jesteśmy sami na przystanku, rozmowy mają nieco inną formę, gdyż mogłyby nie być zabawne dla współsłuchających, toteż gdy przyszła jakaś staruszka, zakończyliśmy się zabawiać. Mama jeszcze nie widziała mojej nowej zabawki, ale tez jest tolerancyjna i myślę, że nie dostanie zawału, gdy jej ją pokażę. Donald 5-07-2002 (rocznica proklamacji niepodległości Algierii)