Czy jestem normalna? Czy Ty jesteś normalny? Czy jest tu ktoś normalny??
Obudziłam się
dzisiaj z pewnym postanowieniem: zostanę psycholem.. tfu! psychologiem! Albo
psychiatrą!:)) W końcu mam doświadczenie w tych sprawach oraz bardzo chłonną
główkę (chłonną bo pustą;))) Znam wielu ludzi, którym potrzebne byłoby leczenie,
a jak wiadomo, jest one drogie, więc czemu ja nie miałabym tego robić? Wtedy
będą obustronne korzyści: pacjent będzie poddany fachowej terapii, a pieniądze
(duuużo pieniędzy) wpłyną do mojej sakiewki, którą będę zmuszona wymienić na
jakiś kuferek albo od razu skarbiec.
To był wstęp.
Jak wiadomo, nie jestem dobra w pisaniu wstępów i najczęściej nie mają one zbyt
dużo wspólnego z resztą, ale ten aqrat ma. Text ten będzie o ludziach normalnych
i ludziach nienormalnych, czyli psychicznych. No, ale czym jest normalność?
Weźmy taki przykład: mamy pokój, w którym siedzi 10 wariatów i jeden normalny. W
takim towarzystwie to nienormalność jest normą, więc to ci wariaci są normalni,
a ten jeden jest uważany za nienormalnego. Jeżeli w społeczeństwie znajdzie sie
jeden osobnik, który będzie myślał, czuł inaczej niz reszta to będzie on uznany
za wariata i zamknięty. Podobnie rzecz miałaby się w niezdrowym społeczeństwie,
społeczeństwie chorym. Tutaj człowiek normalny byłby nienormalnym i trzeba by
coś z nim zrobić. Jako przykład nadaje się tutaj "Rok 1984" Orwella, który
notabene polecam. Po czym poznać, że ktoś jest nienormalny? Po tym, że zachowuje
się inaczej niż ogół. Wszystko zależy od punktu widzenia, tudzież siedzenia. To,
że kogoś zamknie się do wariatkowa nie mówi nic o stanie zdrowia psychicznego
zamykającego. A jak on też potrzebuje leczenia?
Zanim ponowię kontynuowanie
moich pseudofilozoficznych rozważań pozwolę sobie zacytować fragment pewnej
książki, który, wydaje mi się, będzie pasował. (Ale mądre zdanie mi wyszło, tyle
trudnych słów;)) Cytat ten pokaże zależność między normalnością i
nienormalnością.
"Był więc tylko jeden kruczek - paragraf 22 - który
stwierdzał, że troska o życie własne w obliczu realnego i bezpośredniego
zagrożenia jest dowodem zdrowia psychicznego. Orr był wariatem i mógł być
zwolniony z lotów. Wystarczyło, żeby o to poprosił, ale gdyby to zrobił, nie
byłby wariatem i musiałby latać nadal. Orr byłby wariatem, gdyby chciał dalej
latać i byłby normalny, gdyby nie chciał, ale będąc normalny musiałby latać.
Skoro latał był wariatem i nie mógł latać; ale gdyby nie chciał latać, byłby
normalny i musiałby latać".
No ale wróćmy do
moich wywodów. Moim zdaniem ludzie nienormalni dzielą się na dwie grupy: świrów
w pozytywnym znaczeniu tego słowa (np. mój Maskotek:)) i świrów w znaczeniu
negatywnym. Tą druga grupą chciałabym się właśnie zająć. Kto się do takiej grupy
zalicza? Ci wszyscy degeneraci społeczeństwa, mordercy, psychopaci itp. Ludzie,
przez których strach wyjść w nocy na ulicę. Talibów i Osamę też do tej grupy
zaliczam. W wiosce, w której mieszka mój Maskotek, mieszka także mój qmpel,
który został pobity, bo nie miał fajek. Jak widać, palenie szkodzi zdrowiu, a
niepalenie jeszcze bardziej. No i pada pytanie: kto w tej wiosce jest
nienormalny? Archwimil czy ten koleś, który pobił i skopał mojego qmpla? Jasne,
że ten drugi. Bo czy to jest normalne zachowanie cywilizowanego człowieka??
(Chociaż jazda betoniarką ze schodów też nie jest takim zachowaniem, ale
mniejsza z tym:))
Niektórzy mówią
mi, że jestem nienormalna. Ja się wcale za taką nie uważam, ba! Dla mnie mój
sposób bycia, mój styl pisania i to, jaka jestem, jest całkiem normalne.
Nienormalni dla mnie są skini kopiący ludzi na ulicach, mordercy, zabójcy i całe
to tałatajstwo. Ktoś może powiedzieć, że nie mam racji, że dla takiego skina
skopanie bezbronnego staruszka jest normą, tak jak dla mnie jest normą moje
świrowanie. Ale jak szkodzenie innemu może być czymś normalnym? Jak można
krzywdzić drugiego człowieka i uważać to za coś zwyczajnego? Samo takie
podejście jest nienormalne... I niemoralne.
Jeszcze jedna
sprawa mi sie przypomniała. Znajomi z mojej wioski uważają, że jestem inna. Nie
chodzi mi o moje texty, bo oni nawet ich nie czytają, nawet nie chodzi mi o
skrzywione poczucie humoru. Chodzi o stosunek do używek. To, że nie palę
papierosów oznacza, że ze mną jest coś nie tak. To, że nie widzę żadnej
przyjemności w piciu na umór i chlaniu nalewek także odróżnia mnie od reszty.
Lubię alkohol, nie przeczę, zwłaszcza piwo (Żywiec rlz!:)) Piję, bo lubię, a nie
po to, żeby leżeć we własnych wymiocinach i kwiczeć, a na nastepnej imprezie
chwalić się, jak to sie naje***am ostatnio i upaskudziłam sobie spodnie... Takie
zachowanie jest normą, więc ja jestem nienormalna, ale dobrze mi z tym:)
Dobra, to tyle.
Nie mam pojęcia, co by napisać na końcu, jakiś morał by sie przydał, bo mi nawet
poważny text wyszedł. Hmmm... O wiem! Będzie cytat z piosenki!:))
Some days I
sit, stearin' out the window,
Watchin' this
world pass me by.
Sometimes I
think, there's nothin' to live for,
I almost break
down and cry...
Sometimes I
think I'm crazy...
I'm crazy! Oh,
so crazy!
No może nie do końca ten fragmencik pasował (tylko dwa ostatnie wersy;)) ale
ta piosenka mi sie baaaardzo podoba:))
(Jakby ktoś się pytał to jest to
fragment 'Hailie's Song' Eminema z jego najnowszej płyty 'Eminem Show')
Papatki,
Falka
PS. Pozdrowionka dla Maskotka, setha i RIPa oraz sethowych boberów:))
PS2. Pozdrufki dla Jasnej (żeby sie cieszyła ma w osobnym PeeSie;))
PS3. Jak sie komus nie podoba tło, to ma pH :PPP