Z cyklu: "Trudy życia"
Leśniczy
Zastanawialiście się kiedyś, jak trudno być leśniczym? Ja się w sumie nigdy nie zastanawiałem, bo tak po prawdzie, co mnie obchodzi jakiś leśniczy i jego problemy. Coś jednak sprawiło, że zacząłem się zastanawiać. Nie wiem, cóż takiego to było. Może plamy na słońcu, może wybuch supernowej, może czarna dziura w sedesie? Któż to wie? Niemniej jednak zaczęło mnie to zastanawiać do tego stopnia, że aż pokusiłem się o niezwykle wnikliwą analizę tego problemu! Analizowałem ten problem niezwykle wnikliwie przez ponad godzinę, bo tyle zajęło mi picie półlitrowego browca - wszystkie misie przeciągają przyjemności bez końca:). I doszedłem do pewnych wniosków...
Na początek należy sobie uzmysłowić, gdzież takiego leśniczego można znaleźć?
Jak się domyślacie leśniczy pracuje w lesie, na co wskazuje już sama nazwa, a także ściółka i odchody zwierząt (nie misiów!), które przynosi po pracy do swego zielonego domku, na butach. Domki leśniczych są zazwyczaj umiejscowione w lesie lub w jego pobliżu, co także wskazuje na to, że swą pracę wykonują w lesie.
Skoro już znamy miejsce jego pracy, powinniśmy przejść do czynności, które taki leśniczy wykonuje.
Otóż taki leśniczy wstaje sobie o godzinie czwartej rano, zjada szybkie śniadanie złożone przeważnie z jagódek, malinek, grzybków, truskawek, jabłek, gruszek i szyneczki, słowem z tego, czym obdarzyła go natura... znaczy się z tego, co znalazł w lesie! Po obfitym śniadanku nasz leśniczy wychodzi do pracy. Po otworzeniu drzwi i przestąpieniu progu mężczyzna powinien delikatnie postawić pannę młodą na ziemi i zacząć się do niej dobie... nie ta bajka:). Po przestąpieniu progu leśniczy zazwyczaj znajduje się już na terenie pracy. Chyba, że jego zielony domek znajduje się obok lasu, wtedy to musi zawsze przejść przez niezwykle ruchliwą autostradę, na której niezwykle szybko jeżdżą samochody, na czym bardzo dobrze zarabia pobliski blacharz, gdyż jeszcze się nie zdarzyło, aby jakiś kierowca zdążył zahamować przed bezbronną, małą sarenką lub poprzednim leśniczym.
Gdy już nasz leśniczy znajduje się w lesie, zaczyna swoją ciężką pracę. Jest właśnie godzina piąta rano i jeszcze wszystkie dobre sarenki śpią, te dobrze wychowane dopiero wracają z imprezy od grupy jeleni na rykowisku... ale niech to pozostanie tajemnicą naszych sarenek. Nasz leśniczy uważając, że trawka sarenkom nie wystarcza, nakłada im dużą porcję sianka do specjalnego karmnika, który bynajmniej nie jest przeznaczony dla ptaków, chyba, że strusiów, ale takowe w lesie naszego leśniczego nie występują. Po nakarmieniu sarenek, należy zaopiekować się młodymi dzikami. Z dzikami należy uważać, bo to są takie skur... wredne zwierzaki, że już naszemu leśniczemu rozdarły trzy pary spodni i zafundowały darmową operację pośladków, po której nasz leśniczy, ma bonusowy odbyt... musiało boleć! Nasz leśniczy w drodze do dzików, wspiął się na pobliską kosodrzewinę i nazbierał z niej kasztanów, które są przysmakiem tutejszych dzików.
Z dzikami jednak karmienie jest sprawą trudniejszą. Nasz leśniczy musi się bowiem z nimi zaprzyjaźnić, gdyż trzeci odbyt jest mu zbyteczny... musiałoby boleć! W tym celu należy dziki obudzić. Nasz leśniczy wie, że dziki nie lubią kiedy się je budzi około piątej trzydzieści rano, więc musie je szybko nakarmić. Rzuciwszy wszystkie kasztany pod mordy dzików, nasz leśniczy oczekuje przychylnej reakcji. Niestety nasze dziki uważają, że najlepsze kasztany rosną na placu Pigal, ale nasz nieszczęsny leśniczy ma za mały budżet, żeby jeździć po kasztany do Francji. W wyniku tej niefortunnej pomyłki nasz leśniczy musiał salwować się ucieczką, na pobliską kosodrzewiną, gdzie dziki już go nie znalazły... miał chłopaczyna szczęście!
Po nakarmieniu sarenek i dzików, nadchodzi czas na karmienie misiów, mieszkających także w tym lesie. Misie te są niezwykle kulturalne i zawsze jadają o godzinie siódmej rano. Naszego leśniczego bardzo lubią, gdyż prowadzi on żywot człowieka poćciwego i lubi się z misiami napić. Niestety dziś tego nie uświadczymy, gdyż nasz leśniczy dostał wezwanie do stawienia się na 44 kilometrze autostrady, gdzie pobliski blacharz próbuje także zarobić na sprzedaży sarniny!
Nasz leśniczy udaje się tam bezzwłocznie i przepędza nieuczciwego blacharza... oni wszyscy są nieuczciwi! Nasz leśniczy dochodzi do wniosku, że skoro las jest jego, to ta sarna także jest jego. Wnosi więc, że przy tak niskich zarobkach nic się nie stanie jeżeli odsprzeda sarninę jakiemuś myśliwemu. Po przehandlowaniu zwłok biednej sarenki nasz leśniczy udaje się na codzienny obchód po lesie.
Po przejściu kilku kilometrów nasz leśniczy natrafia na wnyki. Jednak nasz leśniczy bardzo dobrze pamięta doszywanie nogi i miesiące spędzone w szpitalu po tym jak kiedyś próbował zabrać pułapkę! Zostawia je więc, lecz jako dobry stróż leśnego spokoju wzywa przez swoją krótkofalówkę (nowa wersja mikrofalówki?) swojego niedoświadczonego zastępcę i poleca mu zabranie pułapek... informacja, do lasu pogotowie przyjeżdża nadzwyczaj szybko!
Po kilku następnych kilometrach nasz leśniczy napotyka grupę zorganizowanych rabusiów ściętych drzew. Nasz leśniczy nie interweniuje jednak, gdyż doskonale pamięta miesiące spędzone w szpitalu i ciężką rehabilitację po szczęśliwym postrzale w kręgosłup z bazuki domowej roboty... S&M to zdolne dzieci! (i nie chodzi tu o Symphony & Metallica, tylko o Saszę & Miszę) Nie może jednak przejść obojętnie. Wzywa więc przez swoją mikrofalówkę swojego zastępcę, aby ten pojmał przestępców... informacja, pogotowie naprawdę szybko dociera do poszkodowanego w lesie!
Nasz leśniczy nie zraża się jednak niepowodzeniem kolegi i rusza na dalszy patrol. Jest teraz godzina szesnasta, więc nasz leśniczy patroluje tereny przyuliczne, mając nadzieję na podpatrzenie, znaczy się złapanie na gorącym uczynku jakiejś tirówki! Udaje się! Nasz leśniczy natrafił właśnie na świeży ślad ze zużytych prezerwatyw. Po krótkim marszu dociera do miejsca, w którym znana mu już tirówka czeka na klienta, parkującego właśnie rządową lanćę. Nasz leśniczy nie interweniuje jednak, gdyż doskonale pamięta miesiące spędzone na zwalczaniu kiły i rzeżączki, które odcisnęły bolesne piętno na jego męskości. Postanawia więc zażyć chwilę uczty duchowej, oglądając darmowego, ale także słabego pornola. Po czym wzywa swego kolejnego zastępcę i patrzy jak ten pozbawia się możliwości posiadania dzieci.
Po uczcie duchowej nasz leśniczy udaje się na obiad, na pobliską łąkę, gdzie po wydaniu zezwolenia przez władze gminy, stoi piąty już w tym lesie bar szybkiej obsługi znanej marki MC'Cloud. Kiedyś było ich sześć, ale niestety jeden wybudowano na bagnach i odwiedzało go mało klientów, zresztą i tak spłonął w pamiętnym pożarze w 2000 roku, kiedy to poprzedni leśniczy - swoją drogą blacharz zbił na nim majątek! - próbował udowodnić dyrektorowi placówki, że zabezpieczenia przeciwpożarowe są beznadziejne. Co nie okazało się prawdą, gdyż były na tyle skuteczne, że zatrzymały ogień w budynku. Ocalał więc najważniejszy dla leśniczych las!
Gdy już zaspokoił swoje zwierzęce instynkty nasz leśniczy udaje się na dalszy obchód lasu. Po przejściu kilku kilometrów dochodzi do wniosku, że wrak tamtego samochodu, obok sterty śmieci i odpadów radioaktywnych może nadawać się do remontu. Powraca w to miejsce i podobnie jak jego zastępca pozbawia się możliwości posiadania dzieci... a jednak istnieje sprawiedliwość! Zawiadamia więc znanego już nam blacharza i namawia go - mówiąc o kompromitujących go zdjęciach z również znaną już nam tirówką - do zreperowania samochodu. Na zakończenie pozdrawia również żonę blacharza i wzywa służby oczyszczania lasu, aby oczyściły resztę śmieci, na których uwagę zwrócił mu znany już nam blacharz-erotoman.
Około godziny 20 nasz leśniczy w drodze do domu wpada jeszcze na drinka do pobliskiego baru, w którym już od dwudziestu lat pije tanie wino z tonikiem. Ale nie obwiniajmy naszego leśniczego, gdyż jego upadek moralny spowodowała jego żona, która to dwadzieścia lat temu zabrała ich córkę, swoją walizkę i opuściła naszego leśniczego, mówiąc, że żadna kobieta nie wytrzymałaby z takim erotomanem, w dodatku leśniczym!
Po ciężkim dniu pracy nasz leśniczy wraca do swojej zielonej chałupki, w której przystępuje do otwartej wojny z komarami... ten kropki na ścianach nigdy nie były fantazją malarza! Około godziny dwudziestej drugiej nasz leśniczy udaje się na zasłużony odpoczynek, lecz coś mu jednak spać nie daje, coś go ciągle gryzie w jaje... te bąki to wszędzie wejdą!
Naszemu myśliwemu udaje się w końcu zasnąć.
Tak proszę państwa wygląda przykładowy dzień z życia typowego leśniczego. Jak widzicie nie jest to łatwa praca, ale nic tylko pozazdrościć:)
Pisał pewien miś, który mieszka w mieście, a dokładniej Miś
Eryk(miseryk@poczta.onet.pl)
GOD SAVE THE QUEEN and leśniczych:)
PS. Słuchałem piosenek Gary'ego Moora - nie ma to jak blues.
PS.2. Pozdrowienia dla mojego kolegi, który w październiku rozpocznie studia w SGGW na wydziale Leśnictwo. Nie daj im się Zielony:)!
PS.3. Queenu też słuchałem - bo nie ma to jak Queen:)