LUZ - ODMIENNY STAN ŚWIADOMOŚCI? Ostatnio pisałem o "natłoku" wolnego czasu, zjawisku, którego dosyć często doświadczałem na sobie, kiedy nie wie się, co zrobić z ogromem wolnego, gdy np. nadejdą wakacje lub inna przerwa w obowiązkach. W tym arcie spróbuję wtystukać parę słów o pewnym, że tak powiem, stanie świadomości. Może to za mocne słowo, ale przeżycia podczas owego stanu są bardzo odmienne od tych, które ma się na co dzień. Chodzi mi o im- prezowanie. I znowu sam sobie posłużę za królika doswiadczalnego :) Kiedy zmawiam się na jakąś większą imprezkę ze znajomymi, na przykład na dwudniowe ognisko lub wyjazd na parę dni do domku na wsi należącego do któregoś z nich, od początku nieprzeciętnie się cieszę. Niespokoj- nie czekam na dzień wyjazdu, od razu chcę robić zakupy, zastanawiam się, co wziąć itp. Już na miejscu czas płynie mi zupełnie inaczej niż kiedy indziej, przestaję myśleć, że jest np. wtorek, dwunasty lipca, tylko pierwszy dzień wyjazdu, drugi dzień wyjazdu i tak dalej. Bez przerwy mam znakomity humor, smakuje mi każde jedzenie, nawet żeby ma- karon był paskudnie rozgotowany a ryż okropnie klejący, wszystko zjem z takim smakiem jakbym był w restauracji w Sheratonie. Nagle odkrywam w sobie nieznane talenty, narąbię drewna, zrobię śniadanie na parę osób itp, nie żebym normalnie tego nie robił (może z wyjątkiem drzewa), ale tam sprawia mi to niekłamaną przyjemność. Zapominam o alergii na pyłki, (czasem to nawet ona o mnie zapomina, czyżby było możliwe, żeby "wie- działa",kiedy ma nie atakować? Kto wie, podświadomość jest niezbadana), mogę spacerować mając po lewej owies, po prawej pszenicę, a w górze topole. Jakoś nie odczuwam zmęczenia kładąc się spać po piątej rano, z szumem w głowie (a co, po sesji przynajmniej raz się należy jak psu buda, a kumpel miał sto pięćdziesiąt litrów wina z czterech gatunków owoców), na drugi dzień mogę wstać po trzech godzinach i spędzić go tak samo jak poprzedni. Kiedy myję się zimną wodą ze stawu, mam ubaw jak nigdy, a gdy przyjdzie mi pomyć gary, czego na co dzień serdecznie nienawdzę, robię to bez marudzenia. Wyżej opisałem akurat ognisko, ale podstaw sobie, Czytelniku, co tylko chcesz, nie tylko wyjazd czy dyskotekę, ale np: całonocny bal, rajd rowerowy, wycieczkę górską, spływ kajakiem, spotkanie z kimś długo oczekiwanym, po prostu coś bardzo przyjemnego, czym cieszysz się w każdym momencie przeżywania, a idę o zakład, że zaobserwujesz taki czasowy amok także u siebie, może jedynie w nieco innej formie. Impreza, impreza... i po imprezie. Opiszę tu jeszcze jedno zjawisko. Przynajmniej u mnie każdy koniec wywołuje niedosyt, że już nadszedł. Co tam cztery dni, mogłoby być ze sześć. Że nie spałem? A to bym się potem przewrócił! Że najbliższy sklep z piwem był pięć kilometrów od chałupy, a grzało niemiłosiernie? Zawsze chciałem się sprawdzić w ekstremalnych warunkach. Że cięły komary? A co to, od utraty dwóch mililitrów krwi się umiera? Zawsze jest mi żal, żebym wracał nie wiado- mo jak zmęczony, zawsze ten sam żal, że już koniec. Przyplątuje się wtedy do mnie moralny kac, czyli powrót do rzeczywistości po kilku- dniowej odskoczni, tak jak w fizycznym wraca się po alkoholu. Nagle po powrocie uświadamiam sobie, że padam z wyczerpania, brakuje mi czystego powietrza, śpiewu ptaków i łanów zbóż, niechętnie znowu patrzę w telewizor, herbata nie smakuje tak jak wino jabłkowe z cynamonem, prawie każda dziewczyna wydaje mi się podobna do jednej z przyjaciółek, które były tam ze mną, gdy idę ulicą, zastanawiam się: "Kiedy ja tu ostatnio byłem, aha, w poniedziałek, przed wyjazdem, to wieki temu! Czasami wolę mieć zwykłego kaca po alkoholu niż takiego moralnego. No i czyż parodniowy totalny luz nie jest odmiennym stanem świado- mości? Mamy dobry humor, wszystko robimy z ochotą, zapominamy o prob- lemach, bawimy się wyśmienicie. No i ten bolesny powrót, jak po niektó- rych używkach. Ale trwa on tylko kilka dni, potem znowu można kopsnąć się do miasta na piwko albo na dwa dni do kumpla na rowerku.Luz nie ma efektów ubocznych (sam w sobie, bo np. picie na ognisku to już inna sprawa, he he), nie powoduje uzależnień, tylko ciągle i ciągle jest nań za mało czasu... Donald 5-07-2002 (rocznica bitwy pod Kurskiem)