W tym artykule chciał bym opowiedzieć wam moją historie, która w brew pozorom wydarzyła się
naprawdę - historię mojej drogi do kariery webmastera.
Mam komputer od 10 roku życia i to poważnie wpłyneło na moją psychikę :)
Kiedyś postanowiłem sobie, że będe wielki, będe wielkim hackerem i webmsterem, będe pisał
oprogramowanie i zabłysne na polskim i zagranicznym rynku (obiecałem to sobie bo jak już
wcześniej wspomniałem komputer poważnie wpłynął no moją psychikę i pod wpływem impulsu
intelektualnego przyrzekłem sobie jeszcze wiele rzeczy (cenzurka) :)
Posłuchajcie jak zaczeła się moja przygoda z komputerem :
Był zimny grudniowy wieczór - 17:30. Czekałem aż w końcu zamkną sklep i przywiozą mi
zamówiony i upragniony komputer. Rodzice byli mniej podnieceni odemnie ponieważ ich portfel
za chwilę miał się stać o 3,5 tysiąca chudszy.
Dochodziła 18, nikt nie dzwonił, nikt nie przychodził. Stałem w oknie na parterze, pień
drzewa zasłaniał mi widok, ale mimo to zobaczyłem samochód. Pomyślałem, to chyba nie oni -
co to za firma, która jeździ starym Polonezem Truckiem. Ale niestety to byli oni. Z kabaryny
wysiadł człowiek z ogromnym kartonem i po chwili znalazł sie pod moimi drzwiami. Biegałem po
domu niczym szalony, nareszcie moje marzenia się spełniły, mam komputer. Rodzice otworzyli
drzwi. Najpierw wszedł karton a potem niosący go człowiek (informatyk - jak to dumnie
brzmi). Postawił katronik na podłodze i przystąpił do składania komputera. Moje podniecenie
i radośc szybko ustąpiły ponieważ serwisant nosił na nosie coś, co do złudzenia przypominało
denka o butelek. Pomyślałem sobie - no nie, to koniec. Nie złoży czegoś tak jak trzeba i po
komputerze. Nastąpiła wielka przełomowa chwila. Facet odpalił maszynę, coś zapiszczało coś
zazgrzytało i w końcu moim oczom ukazały się pięknie widoki. Jakieś paski, napisy, małe
podpisane obrazki i inne takie rzeczy, które nie były mi nigdy wcześniej znane. Chwila była
naprawdę podniosła i przełomowa lecz nie tak przełomowa jak ta, która miała nastąpić w
najbliższym czasie. Ojciec wyjął portfel i zapłacił serwisantowi za sprzęt i za fatygę. W
zamian za to koleś zainstalował mi Quake'a 2 i odpalił go. Grałem do dziesiątej w nocy.
Wszystko było by OK gdyby nie to, że trzeba było iśc spać i co za tym idzie, wyłączyć grę i
komputer. Jak to się robi? - pomyślałem. Ale na szczęście jest jeszcze moja mama, która w
pracy pracuje na komputerze. Pracuje w biurze, więc napewno sobie poradzi (wtedy nie
wiedziałem jeszcze, że na kursie nauczyli ją tylko używania trzech klawiszy i wpisywania
numerków), lecz ku mojemu dzisiejszemu zdziwieniu wśród tych trzech klawiszy znalazł sie ten
właściwy - Escape !!
Następnego dnia rano trzeba było iśc do szkoły. No cóź, nie ma rady - poszedłem. W szkole
jak to w szkole i w życiu, wszyscy wiedzieli juz, że mam komputer. Nie zapraszałem nikogo,
bo nie chciałem narazić się na to, że ktoś może coś zepsuć. Lekcje mijały jedna za drugą i
pech chciał, że akurat dzisiaj było ich najwięcej w całym tygodniu. Dochodziła 15:00, za
dziesięć minut koniec lekcji, pójdę do domu i według napisanej na kartce przez mamę
instrukcji włączę sobie moją ulubioną (czyt. jedyną) grę. Moje podniecenie i plany dały się
we znaki nauczycielowi. Na ławce szkolnej nie było nawet zeszytu, a więc jak to w szkole
zwykle bywa, zostałem wzięty do odpowiedzi. Pamiętam jak dzisiaj dostałem dwie jedynki.
Jeszcze jakieś dwa dni wcześniej dostanie jedynki było dla mnie koszmarem. Do głowy przyszła
mi myśl, że odrobie to dzięki komputerowi. Podam mu tylko treśc zadania i on wszystko
rozwiąże. Dzisiaj z pełną świadomością mogę stwerdzić, że głupota ludzka nie zna granic.
Nareszcie, po ciężkim dniu przeżyć wróciłem do domu i włączyłem komputer. Grałem aż do 18:00
gdy przyszli rodzice. Mogłem pograć jeszcze tylko godzinkę. Godzinka minęła i ja znalazłem
się w łóżeczku. Nasępnego dnia rano, jak to zwykle rano bywa, trzeba iśc do szkoły.
Według regulaminu poszedłem do szkoły tyle, że wziąłem od kolegi płytę z Quake3 i wróciłem
do domku (pierwszy raz uciekłem z lekci:).
Z tamtego okresu mojego komputerowego życia nic już więcej nie pamiętam. Idźmy dalej. Minęły
dwa lata. Jako dumny 12 latek nie uciekałem już z lekcji i wreszcie się czegoś nauczyłem -
wbrew pozorom nie od mojej mamy. Umiałem już dużo rzeczy zrobić za pomocą komputera. Przez
ten okres rodzice kupili mi nagrywarkę. Nagrywałem płyty kolegom ze szkoły i jako 12 letni
przedsiębiorca zarabiałem sumy kilkunastorkotnie większe niż moje miesięczne kieszonkowe.
Szybko przypomniałem sobie moje postanowienia sprzed dwóch lat (te że będę wielki i sławny).
Podobało mi się to, bo przecież pieniądze piechotą nie chodzą. Gdzieś przeczytałem o prawach
autorskich. Pomyślałem co ja robię. Przecież ktoś napisał te gry i programy z takim trudem i
sprzedawał je za duże pieniądze a ja sprzedaję je za sumy 50% mniejsze i że to wszystko jest
nielegalne. Gryzło mnie sumienie. Gryzło mnie i gryzło, aż się w końcu dowiedziałem o kimś
takim jak cracker. Powiedzieli mi, że on też robi coś podobnego do tego co ja. Łamie
zabezpieczenia i sprzedaje. Pomyślałem sobie - nie jestem sam!! Jak inni mogą to robić to i
ja. Po kilku tygodniach urlopu otworzyłem swój interes ponownie. Zarabiałem te pieniądze,
zarabiałem aż w końcu poczułem, że to mi się podoba i że ze zdobywania wiedzy na temat
komputerów czerpię przyjemność. Wtedy wszystko zaczęło się na poważnie.
Rok później jako 13 letni chłopak po przejściach, zainteresowałem się programowaniem.
Od ciotecznego brata dowiedziałem się, że najłatwiej zacząć od czegoś co sie nazywa Pascal.
Chodziłem po księgarnich i mówiłem sprzedawcom Pascal. Wszyscy jakoś tak na mnie dziwnie
popatrzyli i powiedzieli, że nie mają. Wśród dziekiątków regałów z tysiącami makulatury
znalazłem wreszcie książke "Pascal to proste". Czytałem ją od deski do deski i nie
wiedziałem za bardzo o co w niej chodzi. Dopiero na końcu umieścili informacje, że potrzebny
jest specjalny program - kompilator. Pomyslałem sobie, skąd mam go wziąć, jeśli ja jako
największy przedsiębiorca w szkole nie mam, to kto może go mieć. Poszedłem do brata. On dał
mi na dyskietce Turbo Pascala 5. Zacząłem pisać programy. Przez miesiąc opanowałem już
wszystko do perfekcji i zabrakło mi pomysłu na pisanie programów. Zainteresowałem się
modułem Pascala jakim jest Delphi. Minęły kolejne dwa miesiące zanim opanowałem Delphi i
doszłem do wniosku, że to jeszcze za mało. Potem był jeszcze QBasic, VBasic, C+ i
Assembler. Przy tym ostatnim doszło pojęcie cracking. Postanowiłem spróbować. Nie
zainteresowało mnie to szczególnie, gdyż moje sumienie nadal nie pozwalało mi spać. Po pół
roku urlopu ponownie otworzyłem swoje małą (ale dochodową) domową firmę małego wypalacza
płyt CD. Nagrywałem płyty i nagrywałem, aż w końcu przyszedł moment, gdy zainteresowałem się
ponownie programowaniem. Idźmy dalej :
Tym razem moją uwagę przyciągną Internet. Kupiłem sobie modem za swoje ciężko zarobione
pieniądze. Połączyłem się i tak już zostało. Siedziałem w internecie całymi nocami.
Zasłynąłem pod ksywką Alien i ku twojemu zdziwieniu podawałem się na początku za kobietę.
Siedziałem na IRC, na kanałach typu #sexpl i rozmawiałem jako kobieta z innymi
homoniewiadomo mężczyznami. Postanowiłem, że też zostawię coś po sobie w tym internecie.
Zacząłem tworzyć w językach skryptowych. Na początku oczywiście był HTML, potem PHP, CGI,
ASP i Java. W internecie znałem więcej społeczeństwa, niż liczyło moje miasteczko.
Stworzyłem wiele stron. Prowadzę magazyn (a nawet 2). Postanowiłem przejść na własny
garnuszek i otworzyć własny interes. Jako czternastolatek miałem już dwa poważne źródła
dochodu. Pierwszym było nagrywanie płyt CD (stałem się czołowycm piratem w moim miasteczku),
a drugim źródłem było tworzenie stron WWW (oczywiście za drobną opłatą - ceny od 100zl w
zwyż).
W miesiącu robiłem koło 3 stron na zamówienia. Miałem perspektywy i możliwości.
Wiedziałem więcej o komputerach , niż o szkole. Nie zauważyłem nawet, że zrobiłem się
stary:). Dzisiaj mam 15 lat. Osiągnąłem to, co chciałem osiągnąć. Stałem się sławny,
odniosłem sukces a i przy tym troche zarobiłem (teraz już kilkaset razy więcej niż moje
miesięczne kieszonkowe). Zostałem administratorem w prywatenj firmie komputerowej (nie podam
jej nazwy, bo mnie do sądu podadzą). W szkole nie było najlepiej. Same "państwowe oceny".
Musiałem wybrać. Jestem w trzeciej klasie gimnazjum i już czas najwyżsy pomyśleć o szkole
średniej, potem o studiach. Postanowiłem zabrać się poważnie za naukę. Zamierzam iść na
studia informatyczne i jakoś ułożyć sobie życie.
To już koniec mojej histori. Dobrnęliśmy do momentu, w którym mam 15 lat, wakacje i duże
perspektywy. Piszę tego arta, ponieważ nie wielu z was wie, że metodą prób i błędów można
osiąnąć to, co się chce i o czym się marzy. Ja to osiągnąłem. Osiągnąłem to co chcialem,
miałem pieniądze lecz zrezygnowałem z tego bo zrozumiałem, że pieniądze i sukces nie są
ważne. Straciłem kolegów, byłem inny wsród społeczeństwa - odizolowałem się od niego, a
może to ono odizolowało się odemnie. . .
autor: Alien
e-mail : alien_14@go2. pl
www.bad-boy.spec.pl
[Eddie: Ja, z racji tego, że niektórych rzeczy bez komentarza pozostawić nie potrafię,
dorzucę jeszcze parę słów od siebie.
Tekst Aliena jest dość długi, wydaje mi się jednak, że warto go przeczytać jako przestrogę
- TAK, DOKŁADNIE: PRZESTROGĄ! - dla wszystkich tych młodych, komputerowych zapaleńców,
którzy siedzą przed monitorem do upadłego. Powinien być również przestrogą dla wszystkich
młodocianych "przedsiębiorców", których z pewnością w polskich szkołach nie brakuje.
Alienowi akurat się udało i piracił sobie bez żadnych konsekwencji. Wyobraźcie sobie teraz,
że jego działalnością zaczynają się interesować organy prawne. Czy w takiej sytuacji byłby
teraz szczęśliwym, wykształconym informatycznie, obiecującym i atrakcyjnym dla rynku pracy
człowiekiem? Obawiam się, że nie - przez najbliższe parę lat liczyłby czas do zakończenia
odsiadki.
Poza tym, czytelnik tego nie widzi, bo poprawiłem naprawdę ogromną masę błędów występujących
w tym tekście hurtowo, ale mania komputerowa Aliena odbiła się również na jego znajomości zasad
polskiej pisowni. A dokładnie rzecz ujmując, na niemalże braku znajomości tych zasad, co
z pewnością jest wynikiem poświęcenia się maszynie kosztem nauki.
To tyle z mojej strony.]