Katorgi redaktora

Nagle dostałem olśnienia. Po prostu wiem, że jestem w stanie coś napisać. Ale nie to jest dziwne. Dziwne jest to, że o szóstej rano. :) O czym będzie ten tekst? Nie wiem jeszcze. Podniosę żagle i zobaczę, gdzie mnie wiatr nosi.
Tak sobie przeglądałem najnowszy GC (z numerkiem 21). Wiecie, co mnie najbardziej denerwuje? Nie, nie banalne tematy czy polemiki ciągnące się jak brazylijskie/kanadyjskie/meksykańskie/ew. polskie tasiemce. Chodzi mi o wykonanie tekstów. Czasami mam wrażenie, że mimo dobrego pomyłu, autor spaprał całą pracę popełniając masę błędów ortograficznych/stylistycznych/interpunkcyjnych
Wy tego może nie widzicie (jednoosobowa korekta czuwa :)), ale ja, za każdym razem, gdy otwieram załącznik z tekstem, modlę się, by nie był on podobny pod tym względem do poprzedniego. Aż mnie ciarki przechodzą, gdy muszę sprawdzić kolejny tekst pana X (a co się będę narażał :)), który potrafi poprowadzić 2 kb teksu bez kropki (i to bynajmniej nie dzięki zdaniom współrzędnym). Oczywiście przesadzam z tymi dwoma kilo, ale chcę, żeby było obrazowo. W ogóle ludzie zdają się nie znać podstawowych praw rządzących odmianą pisaną języka polskiego. Przecinki? Gdzie tam! Często widzicie w GC myślniki - :) po prostu podczas korekty nie mogłem już wytrzymać, stawiając kolejne spójniki w taki sposób, żeby się nie powtarzały.
Tyle o interpunkcji. Ściśle z nią związana jest stylistyka (tylko nie mówcie, że nie wiem co mówię, bo wiem co mówię). Nie chcielibyście oglądać artów przed korektą. Czasami wręcz nie mogę zrozumieć sensu zdania. Pewien autor ma szczęście, że skasowałem pierwowzór. Mógłbym przytoczyć dowolny fragment arta i na pewno coś byłoby nie na swoim miejscu. A ciekawe, czy przy ocenie wypracowania obniżono by mi ocenę za sformułowanie "robienie save`ów"? [Tutaj nastąpiła przerwa w pisaniu - natrafiłem na wywiad/ankietę ze mną i powiedziałem sobie - nigdy więcej!] Ach, wena mnie opuściła. No cóż, brnę dalej.
Jednak prawdziwą zmorą są błędy ortograficzne. Po lekturze kilkudziesięciu tekstów można zwątpić, czy g**** pisze się przez... chm... "u"? A "rz" i "ż" to już większość użyszkodników nie rozróżnia. Często spotykam słowa zakończone na "ą". I nie są to bynajmniej najnormalniejsze "są" czy "będą". Z jakże dużą częstotliwością trafiam na "będom" czy "mogom" (może to jakiaś odmiana goblina?). A ja myślałem, że dzięki AM ludzie będą szlifować swoje umiejętności. Jednak widocznie im się nie chce. Matura sama "się zda"? A to może być tak dobry trening.
Odchodząc już od błędów w piśmie, muszę wspomnieć o jeszcze jednej rzeczy. Mianowicie arty są... za krótkie! Co to za recenzja na 1,5 kb? Już instrukcja noża o napędzie mechanicznym ze standardowym uchwytem jest obszerniejsza. Zazwyczaj sprowadza się w takich przypadkach do stwierdzeń typu "bronie są OK" i "wrogów jest kilka rodzajów", nie drążąc tematu głębiej, koncentrując się na oprawie audio i video (raczej video - co jest, głośników nie macie?).
Z pewnością to wszystko nie jest winą dyslekcji, dysortografii czy innych wymyślnych... chm... jakkolwiek się one nazywają. Problem ten dotyczy tylko ułamka populacji. Po prostu lenistwo się szerzy! Oczywiście, że jest wiele ciekawszych rzeczy niż pół godziny nauki języka polskiego o zasadach pisowni, ale to jest niezbędne (no nie, robi się już z tego standardowy art, więc powoli kończę)! Zastanawialiście się kiedyś, jak zostanie przyjęte wasze CV lub życiorys, jeśli znajdzie się w nim stado byków? Trafi prosto do kosza sekretarki, nie docierając nawet do biurka potencjalnego pracodawcy. O ile wcześniej zdacie maturę...
Ludzie, przeczytajcie tekst, zanim go wyślecie...

© OldEnt <amgry@o2.pl>

[Eddie: Hm... na temat korekty waćpan piszesz? A zerknij no ile literówek sam żeś popełnił? :) ]