Piszę sobie, bo w moje łapki wpadł tekst „Kocham” Royal Griffina. To nie jest polemika,
bo w żaden sposób nie chcę podważać tego, co Royal Griffin napisał, to jest tylko moje
zdanie na ten temat.
Royal Griffin w swoim arcie napisał co myśli na temat bezmyślnego stosowania słowa „kocham”.
Jak o że z tym, co napisał w 100% się zgadzam, dorzucę jeszcze parę swoich słów.
Będą to w sumie przykłady, które powinny (miejmy nadzieję) dać do myślenia niektórym ,
a szczególnie tym opisanym poniżej. O ile to przeczytają. A miejmy nadzieję że nie,
bo zginąłbym marnie...Chociaż skoro mają nie czytać, to po co to piszę?
Whatever. Do rzeczy.
Przykład 1.
Mam koleżankę. Chodzi ona sobie do 3 klasy gimnazjum, więc pewnie rozumie co to
jest miłość. Gdzieś czytałem, że o miłości mówi się, kiedy za osobę, o której mówimy,
że ją kochamy, gotowi jesteśmy oddać życie (strasznie to zagmatwane, ale tak wyszło).
Moja koleżanka natomiast rozumie to deczko inaczej.
Otóż do jej szkoły chodzi sobie pewien chłopak. Ona twierdzi że go „kocha”.
A jak to wygląda? Płacze, kiedy on pojedzie do domu, biega za nim po całej szkole,
przytula się do jego plecaka (fetysz? Bleeee....) i odstawia inne cyrki w ten deseń.
Chłopak nawet jej nie zauważa, zresztą nie ma co się dziwić – ONA NIE ZAMIENIŁA Z NIM NAWET
JEDNEGO SŁOWA!!!
Nie wiem jak to skomentują inni, ale moim zdaniem nie można kogoś kochać, skoro nie wie się
nic o zainteresowaniach, gustach itd. tej „niby – kochanej” osoby.
Ale to nie jest najlepsze – kumpela (właściwie to kumpela siostry, znam ją z widzenia)
ma listę około 20 (!) chłopaków, których jak twierdzi, kocha również. Nie no !!!
To już jest przegięcie. Kiedy mój kumpel się o tym dowiedział, mało nie spadł z krzesła.
Ze śmiechu. A kiedy dowiedzieliśmy się, że obydwaj na tej liście jesteśmy, po prostu
dusiliśmy się ze śmiechu! Nie wiem jak innym, ale mnie wydaje się to dziecinne i na pewno
nie może tu być mowy o miłości.
Przykład 2.
Mój kumpel z klasy. Chyba najlepszy kumpel w szkole. Któregoś dnia oświadczył mi,
że kocha pewną dziewczynę. Pytam go, która to dziewczyna (też ze szkoły) i jak jego
wybranka ma na imię. On na to - nie wiem. Po głębszej lustracji jego myśli (dokonanej przy
pomocy kartki papieru na lekcji historii) wyszło na to, że on też (tak jak ta kumpela parę
linijek wyżej) nawet 10 sekund z nią nie rozmawiał. Czas mijał... Nadeszły Walentynki.
Qmpel stwierdził, że teraz albo nigdy. Podszedł do niej i walnął tekst „wiesz, ja tak bardzo
cię kocham, czy nie moglibyśmy spotykać się, a tak w ogóle, to czy ja mam u ciebie
jakiekolwiek szanse”, czy coś w ten deseń. A dziewczynę zatkało. Nie ma co się zresztą
dziwić, no bo jak inaczej miała zareagować? Właśnie usłyszała bowiem pierwsze (tak jest,
pierwsze!) słowa, jakie on do niej wypowiedział!!! Odpowiedź brzmiała: „ej, sorry, stary,
ale my wcale się nie znamy, więc może powoli, poznamy się trochę lepiej, to zobaczymy co się
da zrobić...” (odpowiedź moim skromnym zdaniem słuszna, i prawidłowe podejście do tematu).
Natomiast kumpel się załamał, teraz na jego plecaku jest wypisane jej imię razem z wyznaniem
miłosnym, a zgadnijcie czym je napisał? Własną krwią, jak się można było domyślać.
To już jest moim zdaniem przegięcie totalne. Ja sam słowa „kocham" używam bardzo ostrożnie,
ale nawet to nazwałbym tylko, a może aż zauroczeniem. I NICZYM więcej. Ale skoro on myśli,
że to ta jedyna, to nie będę mu mieszał w mózgu moim zdaniem. Dodam tylko, że od pół roku
nie zamienili ze sobą słowa, ona znalazła sobie chłopaka (o czym kumpel nie wie),
w tym czasie ja i moja przyjaciółka (pozdr. Calista) staramy się naprawić to co się w nim
zmieniło. A zmieniło się wiele. Koleś totalnie olał wszystko i wszystkich. Całymi dniami
siedział w domu, olał próby zespołu (a dwa miechy wcześniej chciał grać codziennie po 7
godzin), którego był współzałożycielem, naukę (6 zagrożeń !!!) itd.
Na szczęście nasza terapia odniosła skutek. Kumpel wyciągnął się z zagrożeń, zespół zaczął
znowu działać i nawet zagrał koncert. Ale z tego co wiem (a wiem niewiele), to on dalej
czuje to samo. Więc może to jednak jest miłość? Osądźcie sami.
Przykład 3.
No, może nie przykład, ale cosik ,co mnie deczko (wcale nie deczko, tylko
całkiem) zdenerwowało. Moja kumpela nie nauczyła się na klasówkę z fizyki.
Podpowiadałem jej (a co mi tam), i dostała 3. I co? Na przerwie, kiedy dowiedziała się co
dostała, rzuciła mi się na szyję z okrzykiem: XXX (moje imię), kocham cię!
No to się deczko zdenerwowałem, bo to miłość nie była i nie jest. I raczej nie będzie.
W każdym razie, wku... rzyłem się, bo bardzo nie lubię, kiedy ktoś tak bez namysłu rzuca
słowem, które mimo wszystko oznacza piękne uczucie; słowem, które jest jedyne w swoim
rodzaju, i takie pozostać powinno. To koniec moich wynurzeń.
Wszelkie podobieństwo osób występujących w tekście do osób występujących w tekście jest
celowe :).
The Koniec.
Niech Moc będzie z Wami (którzy to czytali i nie wymiotowali:))
Cartophell
Komentarze, polemiki itd. słać na adres:
cartophell@wp.pl
P.S. pisząc to słuchałem wielu piosenek, ale wcale nie były to utwory o miłości, tylko
„brutalna sieczka” (RULEZ, co nie, Eld?), czyli:
Children Of Bodom – Lake Bodom, Children Of Bodom, Deadnight warrior, Warheart
Sepultura – Refuse / Resist, Roots Bloody Roots
Acid Drinkers – 24 Radical Questions, Solid Rock, United Suicide Legion, I F**k The Violence
(o tym będzie następny art, o ile się ukaże, znaczy o przemocy, a nie o Acid Drinkers :))
Kult – wiele piosenek.
Tego polecam słuchać przy czytaniu, wtedy tekst całkowicie oddaje klimat tego, co mi się w
głowie porobiło :)
P.S.2. Czy ktoś ma pożyczyć czypiendziesiąt? Nie? A to szkoda... :P
(Archwimiliłopotopoczerpaczkiwiczaninie, świetny tekst, tylko napisz co się działo na
wycieczce w San Marino, i lej na ustawy !!!)