Temat stworzenia świata od pewnego już czasu nurtuje actionmagowców, którzy zarzucają się nawzajem rozmaitymi argumentami, polemikami i w ogóle coś nie mogą dojść do porozumienia. Ja osobiście, jeśli nie liczyć małej wzmianki na ten temat w którymś z moich poprzednich artów, nie wtrącałem się do dyskusji. Teraz jednak dochodzę do wniosku, że warto byłoby przedstawić światu prawdę o Stworzeniu. Zanim jednak przejdziecie do dalszej lektury, uprzejmie proszę o niepalenie mnie na stosie oraz nieorganizowanie wypraw krzyżowych, których byłbym celem. Co niektórym bowiem prawda może się nie spodobać, ale tak to już z nią bywa...
Otóż wszystko zaczęło się dawno, dawno temu, w żadnej jednak galaktyce, jako że galaktyk podówczas nie było. Nie było w ogóle nic, a w owym nic istniał sobie Bóg. Istniał tak sobie, istniał... Aż w końcu, mocno widać znudzony, doszedł do wniosku, że warto byłoby coś stworzyć. Na przykład... świat. Będąc jednak istotą nieskończenie mądrą, Bóg dobrze wiedział, że tworzenie czegoś tak skomplikowanego jak świat może okazać się dość męczące, i postanowił rozłożyć sobie pracę na tydzień. Pierwszego dnia doszedł do wniosku, że w takich ciemnościach to nawet nie ma co pracować. Pstryknął więc światło; stan przed pstryknięciem nazwał nocą, po pstryknięciu - dniem. Przedtem stworzył jeszcze ziemię, ale była ona bezładem i pustkowiem, bo przecież stwarzał ją po ciemku.
Drugi dzień upłynął dobremu Bogu na tworzeniu nieba. Stworzył je, podmalowawszy sufit.
Pracowitszy był dzień trzeci: według planu, Bóg musiał w ciągu doby stworzyć morza, lądy i rośliny. Oczywiście jako Wszechmogący wyrobił się na czas, choć prawdopodobnie na skutek pośpiechu zapomniał dopiero co stworzone lądy ustabilizować, skutkiem czego obecnie cierpimy trzęsienia ziemi.
Dnia czwartego Bóg doszedł do wniosku, że nie może wiecznie pstrykać "dzień-noc, dzień-noc", postanowił więc stworzyć trochę ciał niebieskich, które dostarczałyby światło za niego. Jak pomyślał, tak zrobił - i zafundował nam Słońce, gwiazdy oraz Księżyc.
Dzień piąty był nieco bardziej męczący. Bóg stwierdził bowiem, że trochę na tej jego Ziemi za cicho i spokojnie, stworzył więc zwierzęta. Nie śpieszył się: zaczynał od eksperymentów z jednokomórkowcami, następnie stopniowo dodawał im ciała, aż wreszcie przy dinozaurach doszedł do wniosku, że nieco się zagalopował, i odwołał je z naszej planety przy pomocy ciśniętego kamyka. Tworząc zwierzęta, Bóg miał nadzieję, że któreś z nich kiedyś przejawi nieco inteligencji.
Dnia szóstego stwierdził, że bez jego interwencji prawdziwa inteligencja raczej się nie pojawi. Wziął więc pierwszą z brzegu małpę, zdjął ją z drzewa i zabrał się za upgrade'owanie. Plecki wyprostował, skrócił ramionka, wyciągnął czoło, odjął owłosienia. Kiedy już-nie-małpa zakwiliła wreszcie "Tata", Bóg poczuł się szczęśliwy. Nazwał nowo powstałą istotę człowiekiem, pierwszemu zaś jej egzemplarzowi na imię dał Adam. Bóg widział liczne potrzeby Adama: dobrego jedzenia, miłości, wyżalania się, zrozumienia, seksualne wreszcie. Będąc nieskończoną mądrością, stworzył istotę zaspokajającą je wszystkie na raz - kobietę, żonę konkretnie. Nadał jej imię Ewa.
Siódmego dnia zmęczony Bóg udał się na zasłużony odpoczynek, podczas gdy ludzie robili wszystko, by stracić jego zaufanie. Zaczęło się od incydentu z jabłkiem, a potem było już tylko gorzej...
Transcendentny doszedł więc do wniosku, że popełnił gdzieś błąd. Pluł sobie w boską brodę, oglądając kolejne wyczyny swych podopiecznych. Nie chciał jednak interweniować tak, jak w przypadku dinozaurów. Postanowił poczekać, aż ludzie wybiją się sami, i przygotują miejsce dla jego nowych pieszczochów - szczurów, które warunkami i możliwościami przewyższają poprzednią, nieudaną rasę rozumną, a co do których wiąże spore nadzieje. I których czas nieuchronnie się zbliża...
Wnioski? Hohoho, dzisiaj mamy aż trzy:
a) Sam akt Stworzenia nie wyklucza ewolucji, choćby jako narzędzia w rękach Boga.
b) Myślenie o nas jako o ostatecznym Boskim dziele, zamykającym proces Stworzenia, może okazać się jedynie kolejnym przykładem ludzkiego egoizmu (jak choćby teoria geocentryzmu, przeciw której występowanie było przecież bluźnierstwem).
c) Nie lekceważcie swoich szczurków.
Axel Prubaj Hoolaynoga
p.s. Pamiętajcie o czytaniu Diuny i jedzeniu kiszonych ogórków! Wyjątkowo nie będę was zachęcał do słuchania techno - słuchajcie czego tam chcecie, byle nie hiphopu...
p.p.s. Jeżeli art ten skłonił Cię do myślenia - serdecznie przepraszam.