O wolności słów parę
czyli... zgroza, żyjemy w państwie totalitarnym!




Jakiś czas temu rozgorzała w AM dyskusja, jakiej się w ogóle (prawie) nie spodziewałem. Oto kłócą się, czy palenie trawy jest dobre czy też nie!

Ten tekst będzie głównie polemiką z Pasibrzuchem (hehe, znowu...). Wyjaśniam, że wyżej wspomniany krytykuje opinię Eryka, a ja jak zwykle bronię tej opinii, gdyż podpisuję się pod nią wszystkimi 24 parami kończyn.

"Czuję się w obowiązku stawić mu czoło, bo postawa takich jak on ludzi może być niebezpieczna"

Obowiązkowy z ciebie gość, oby więcej takich :-). Niestety, jednocześnie ogarnięty jakąś irracjonalną fobią. Dlaczego taki misiowaty Eryk miałby być niebezpieczny? Świr to on trochę jest (ja zresztą też :-)), ale raczej nieszkodliwy :-).

"Nawet jeśli trawa to pierwszy krok do śmierci to żaden Eryk nie ma prawa komukolwiek zabraniać uczynienia tego kroku! Wolny człowiek żyjący w wolnym kraju ma prawo palić trawę jeśli taka jest jego wola! Nawet jeśli trawa jest pierwszym krokiem do śmierci to przecież każdy wolny człowiek ma prawo odebrać sobie życie"

Nie zauważyłem, aby Eryk komukolwiek zabraniał palić trawę. Może i pisze niezłe teksty, ale bogiem raczej nie jest :-). Po prostu spełnia tym samym rolę taką, jak dobrze znany napis na paczkach "zwykłych" papierosów ("Palenie jest szkodliwe dla zdrowia" itp.). Nie widzę powodu, żeby się go czepiać za to, że troszczy się o zdrowie innych :-).

"Jeśli rząd zabrania palenia trawy, argumentując że to niebezpieczne to rodzi się pytanie: kto jest właścicielem mojego życia? Rząd czy ja? Kto ma prawo ograniczać moją wolność? (...) Rząd jest oczywiście od tego, żeby ograniczać wolność w pewnych sprawach, ale ma do tego moralne prawo tylko wtedy, gdy jeden człowiek zagraża drugiemu"

Duże uogólnienie. Ale mniejsza z tym. Powiedzmy, że masz rację. Ale stwierdzenie, że używanie narkotyków szkodzi tylko narkomanowi, jest bardzo naiwne i krótkowzroczne. Takiego stwierdzenia można by się spodziewać po małym dziecku. Tłumaczę więc jak dziecku :-). Jak wiadomo, narkotyków nie kupuje się zazwyczaj w kiosku. Związanych jest z nimi całe mnóstwo różnych niemiłych rzeczy: dilerzy, mafia, brudna forsa, zabójstwa, przemyty. Ograniczmy dyskusję do samych dilerów. Załóżmy, że trafia taki na gościa, który właśnie chce skorzystać ze swojej Wolności. Opyla mu parę skrętów. Zarobił trochę kasy, fajnie, ale chciałby zarobić więcej. Szuka więc dalszych klientów. Prędzej czy później trafia do jakiejś podstawówki i pakuje w to gówno parę naiwnych dzieciaków. I co teraz powiesz, ma rząd to swoje moralne prawo, czy nie ma?

"Wielu ludzi pali trawę na takich samych zasadach jak inni palą papierosy. To, że jeden ma słaby charakter i nie potrafi korzystać z tego, co jest dla ludzi (twierdzę, że narkotyki też są stworzone dla ludzi!) to nie powód do ograniczania wolności 99 innych"

Nie porównuj narkotyków z papierosami. Papierosy też nie są niczym dobrym, ale spróbuj sobie je porównać choćby z jakąśtam amfetaminą czy innym świństwem. Papierosy palisz dziesięć lat - w porządku, palisz dwadzieścia - gorzej, po trzydziestu, powiedzmy, atakuje cię rak płuc i do widzenia. Narkotyki możesz przedawkować już za pierwszym razem...

Poza tym - wróćmy do kwestii pod tytułem "dzieci a używki". Jeśli 10-letni brzdąc skosztuje wódki, skrzywi się tylko z niesmakiem i więcej nie będzie próbował. Z papierosami podobnie. A jak byłoby w przypadku narkotyków? Spróbuje, spodoba mu się i będzie chciał więcej. Dlatego właśnie należy nieco ograniczyć naszą wolność. Nie można dopuścić do tego, by to gówno stało się w naszym kraju tak łatwo dostępne, jak teraz papierosy i alkohol, na przykład.

"Podobnie jak papierosy i alkohol. Jeżeli rząd chce być konsekwentny to powinien zabronić też produkcji wszelkich papierosów i alkoholu! Nie widzę zbyt wielkiej różnicy między jednym a drugim"

To ostatnie zdanie odrobinkę mnie zdziwiło. Miałem cię bowiem, Pasibrzuchu, za człowieka inteligentnego. Cóż, widocznie po prostu brak ci wiedzy z pewnych dziedzin życia. Swoją drogą, jeśli wiesz o narkotykach tak mało, że nie dostrzegasz "delikatnej" różnicy między nimi a innymi używkami, to po jaką cholerę wdajesz się w spór na ten temat? Napisz lepiej coś o Kościele, na tym znasz się w końcu doskonale :-).

Tymczasem o jednej z podstawowych różnic już wspomniałem. Niebezpieczeństwo przedawkowania. I znowu będę przynudzał tym, co wcześniej. O ile bowiem w przypadku człowieka dorosłego nie widzę powodu, żeby mu zabraniać ćpania, to jednak narkotyki mogą wpaść również w ręce nieletnich. Co powiedziałbyś, Pasibrzuchu, gdyby gdzieś w przyszłości twoje dziecko zmarło z przedawkowania jakiegoś paskudztwa, które podprowadziłoby swojemu tolerancyjnemu tatusiowi i wypróbowało z czystej ciekawości?

"Eryk, ja Cię uważam za przeklętego świra, zwolennika totalitaryzmu!"

Ździebko przesadzasz :-). Uważam, że rząd powinien kontrolować pewne rzeczy. W końcu po to jest. Jeśli ma to na względzie bezpieczeństwo obywateli danego państwa, to w porządku. Jeśli dla ciebie dbanie o bezpieczeństwo jest równoznaczne z totalitaryzmem, to jesteś biedny, albowiem wszystkie państwa na świecie są rządzone przez podłych tyranów, którzy zakazują swoim biednym i uciśnionym poddanym narkotyzowania się. Pozostaje ci wycieczka w kosmos, jedyne miejsce, gdzie człowiek może się cieszyć życiem, nie skrępowanym przez żadne tam głupie zakazy :-).

"Ale ja szanuję wolność człowieka i twierdzę, że on sam wie lepiej co jest dla niego dobre"

Jeszcze raz powtarzam refren: DOROSŁY człowiek zawyczaj posiada tę wiedzę, ale jeśli zezwolimy na posiadanie narkotyków dorosłym, to nie należy liczyć na to, że TYLKO dorośli będą z owych cudownych środków korzystać.

"Możesz być przeciwnikiem marihuany ale nie popieraj nigdy ograniczania ludzkiej wolności!"

Zaraz, zaraz. Jeśli twoim zdaniem zakazanie używania marihuany stanowi naruszenie ludzkiej wolności, to powyższym zdaniem przeczysz sam sobie :-).

Może się jakiś "mądry inaczej" przyczepić, że Pasibrzuch i Eryk mówią tylko o "zwykłej" trawce, a ja - o narkotykach ogólnie. Ale twierdzę i zawsze będę twierdził, że to jedno i to samo bagno. I nie mam zamiaru tego komukolwiek udowadniać. Czy ktoś to zrozumie, czy nie, to już kwestia jego własnej dojrzałości.

Podsumowując, ~!&*@^#!&*(@^%#!*(%@#!^%@#!@.

W ten sposób wyraziłem, co myślę o takich, którzy wołają o nieograniczoną wolność dla ludzi :-). Bardziej kulturalnie: całkowita wolność == anarchia. Dlatego też wolność TRZEBA czasami ograniczać. Zakaz posiadania narkotyków nie istnieje dlatego, że ktoś ma taki kaprys. To wszystko po to, by nasze dworce kolejowe nie zapełniały się kolejnymi wykolejeńcami (od razu można poznać, kto lubi podróżować pociągiem :-)), a kostnice - ścierwami tych, dla których końska dawka proszku to już za mało. I słowo daję, że należałoby się tutaj zastanowić, kto jest bardziej niebezpieczny: tacy, dla których narkotyki to zagrożenie, czy tacy, dla których zakaz używania narkotyków prowadzi to powstania systemu totalitarnego :-) (jeszcze Ruscy przyjdą i komuna nam wróci i co to będzie? :-)).

Aha, jeszcze jeden drobiazg. Jak już wiemy, Pasibrzuch chciałby wolności dla wszystkich ludzi. Z drugiej jednak strony, w swoim arcie o eutanazji (tytułu nie pamiętam) opowiada się przeciwko temu, by ludzie mogli decydować o własnej śmierci. Przewińcie sobie ten tekst i spójrzcie na drugi cytat z arta Pasibrzucha. Albo spójrzcie na górę ekranu po kliknięciu tutaj. I co to ma być? Rozdarcie wewnętrze poglądów? ;-) Zauważył to już zresztą Eryk, ale tak jakoś marginalnie o tym wspomniał, obawiałem się, że ktoś mógłby tego nie zauważyć. Byłoby niepowetowaną stratą, przegapić okazję do wyśmiania niekonsekwencji Pasibrzucha. Jak już kiedyś wspomniałem, jestem bardzo, ale to bardzo złośliwy :-).




Nieubłagany Wróg Ćpunów
pewien.gosc@wp.pl

PS. Słuchałem: Bloodhound Gang - "Along Comes Mary" :-)