Jak nasz piękny kraj długi i szeroki, zawsze musi się
znaleźć jakiś nawiedzony obrońca moralności. Za chwilę zajmiemy się właśnie
takim okazem. Najpierw przypomnę sprawę. Eryk napisał arta, w którym stwierdza,
że czuje się lepszy od ludzi z marginesu społecznego. Niejaki Vladis nazywa
Eryka tępakiem i przekonuje, że wszyscy ludzie są równi.
I cóż my na to?
Po pierwsze, każdego, kto bluzga na innych ludzi tylko dlatego, że nie zgadza
się z ich poglądami, uważam za zwykłego chama.
[Eddie: Polecam ze swojej
strony tekst dotyczący antykoncepcji,
gdzie Nieustraszony Nietolerancyjny
Nekromanta calkiem nieźle używa sobie na osobie, z którą polemizuje.
I niech
mi nikt nie mówi, że złośliwy jestem.]
Po drugie,
jeżeli ktoś nie zgadza się z poglądami jednego z moich ulubionych autorów
tekstów, to ma u mnie przechlapane :-). Po trzecie...
No cóż, gdyby tak
wszyscy ludzie byli równi, byłoby pięknie. Niestety, to tylko utopia. Którą
niektórzy, z uporem godnym podziwu, próbują wprowadzić w życie. Zaniechajcie,
frajerzy,
[Eddie: Jak to było z tym
bluzganiem na innych ludzi? Zdaje się, że nie znasz Pan pochodzenia słowa
"frajer".
Następne tego typu popisy literackie będę ciął Ci bezlitośnie.]
tego wzniosłego dzieła, szkoda waszych nadludzkich
wysiłków. Jedni ludzie w pełni załugują na miano ludzi, inni są tak ograniczeni,
że stanowią wręcz obrazę dla procesu ewolucji. Zawsze tak było i prawdopodobnie
będzie.
"Mizerny Eryk (...) pomylił sobie rasizm z ogólnie pojętą
nietolerancją"
Rasizm to przejaw "ogólnie pojętej nietolerancji".
Może to więc nie to samo, ale żeby od razu mówić o pomyłce - to lekkie
przegięcie. A tak w ogóle to Eryk użył słowa "rasizm" w sensie metaforycznym
:-). Ale jak tobie to zrozumieć? Kurde, ludzie, błagam. Nie macie się do czego
przyczepić, nie czepiajcie się słów. Trochę luzu w ich interpretacji :-).
"Mówisz mizerku że on jest gorszy od ciebie.Tylko dlatego że ty
osiągnałeś w życiu "tak wiele" - doszedłeś aż do 4 klasy liceum"
Założę się, że dojdzie Eryk dużo dalej. Gdyby to ode mnie zależało,
zostałby nawet prezydentem :-). Dla mnie to, że ktoś skończył liceum, troszkę
znaczy. Może niewiele, ale zawsze. W każdym razie większe to osiągnięcie, niż
wyżłopanie iluśtam butelek taniego wina. Co?
"Nie przyszło ci to tej
tępej głowy że ten żul moze nie miał tak dobrych warunków jak ty i że nie dane
mu było ułożyć sobie życia inaczej, a teraz już nie ma żadnych perspektyw i
dlatego pije wino"
Mamy kolejnego wielkiego psychologa! Przede
wszystkim jednak, może byś nie obrażał człowieka? Nie masz podstaw - on cię nie
obraził (chyba, że jesteś żulem - jeśli tak, to przepraszam :-)).
Twój
argument ("żul nie miał warunków") to żadne usprawiedliwienie. Raczej tania
wymówka. Nie mówię, że takiemu, co ma "szczęście" należeć do rodziny
patologicznej, łatwiej jest w życiu, ale na pewno to przede wszystkim od
niego zależy, jak pokieruje swoim życiem. Słyszało się o ludziach, którzy
"nie mieli warunków" (rodzina uboga, mama pije, tata w więzieniu), a jednak
wydostali się z dołka. Słyszało się i o takich, którzy owszem, warunki mieli
jako takie, ale ich nie wykorzystali. Łatwiej im było chlać wódę niż się uczyć.
Nawet zna się osobiście wielu takich ludzi. Dlatego moja ocena tzw. marginesu
społecznego jest jaka jest.
"Wspominasz też o koledze z podstawówki
którą ledwo co skończył bo jest idiotą.Widać natura nie obdarzyła go takim
intelektem jak ciebie.Ja jednak bardzo wątpie w twoją wydajnośc umysłową kiedy
czytam to co wypisujesz"
W sumie to masz rację, Vladis. Ja też
uważam, że ludzie rodzą się równi. Ale jak sobie później ułożą życie, to
już inna sprawa. Dla mnie ten, kto z trudem kończy podstawówkę, JEST idiotą. I
JEST gorszy ode mnie. A ty, zamiast po prostu zaprzeczać, pokaż mi, że tak nie
jest. W czym więc ów idiota ma być ode mnie lepszy? Pokaż chociaż jedną
dziedzinę!
"Być może taki osobnik nie stnowi miłego widoku ale to
przecież nie powód żeby go od razu ubić (...) Dopóki nie robi nic nikomu niech
sobie pije aż spadnie pod ławkę"
OK, zgoda - póki nic nie robi. Ale
zaraz - za co on ma te pieniądze, za które kupuje to wino? Jeśli uczciwie
zarobił, to niech mu będzie, ale to raczej rzadki przypadek. Częściej ukradł,
wyżebrał. A jeśli nawet zarobił - to jeśli wszystko menda przepije, za co wyżywi
swoją rodzinę? Wychodzi na to, że żul to pasożyt. Nic nie robi, ale jeść musi (i
pić, a jakże, nawet przede wszystkim). Jaka jest jego rola w społeczeństwie? Do
czego jest społeczeństwu potrzebny taki osobnik? Chyba, żeby miał służyć za zły
przykład :-).
Żeby nie było sprzeczności - nie mam zamiaru jeździć po
mieście z cekaemem i rozwalać pijaków. Niemniej uważam, że osobnicy tacy nie
powinni się włóczyć po ulicach. Choćby dlatego, żeby nie trzeba ich było potem z
tych ulic zdrapywać, gdy wpadną pod jakiś samochód :-).
A co do
"niemiłych widoków"... Czy nie uważasz, że taki obrazek z ochlaptusami,
zawzięcie alkoholizującymi się pod monopolowym, ma po prostu demoralizujący
wpływ na ludzi?
"Niestety zawsze pojawiaja się tacy debile jak
mizeryk i dlatego jest jak jest"
Kolejny przykład chamstwa.
Doprawdy, smutne. Zresztą, czy Eryk naprawdę chce, by zabijać pijaczków? Tylko
twierdzi, że jest od nich lepszy. Jeśli ty, Vladis, masz inne zdanie, to idź do
żuli, pogadać jak równy z równym :-). Ciekawe co wyniesiesz z takiej
kontruktywnej rozmowy :-). Rzygowiny na spodniach, zapewne :-). Co do równości,
sądząc po twojej kulturze rzeczywiście niewiele wyrastasz ponad owych żuli.
Żegnaj więc. Ja się nie przyznaję do takich warstw społecznych. Za równych
(mniej więcej) sobie uważam ludzi, którzy kończą szkołę i pracują. Nie tych,
którzy wegetują na ławkach przed sklepem. Dla mnie to nie są nawet ludzie w
pełnym tego słowa znaczeniu. Brzmi to może jak słowa jakiegoś faszysty, ale:
czym się różni taki żul od zwierzęcia? Dla mnie bardzo mało (mianowicie:
zwierzęta są mniej odrażające :-)).
A oskarżanie "takich debili" (jak
ich nazywasz) o całe zło świata to chyba lekka przesada...
Odnośnie zaś
tolerancji... Namnożyło się ostatnio różnego rodzaju takich jak Vladis. Wszyscy
trąbią, gdzie tylko się da: tolerujcie bandytów, pedałów, pijaków. Tolerujcie
wszystkich i wszystko. Wielkie pojednanie. Moje zdanie jest takie: tolerancja -
owszem, ale w rozsądnych granicach. W niczym nie można przesadzać. A są sprawy,
w których tolerancja jest właśnie najgorszym, co może być. Jeśli będziemy
tolerować morderców, zamiast ich wieszać, wkrótce będziemy codziennie drżeć o
własne życie. Jeśli będziemy nadmiernie tolerować homoseksualizm (a raczej jego
demonstrowanie, bo przeciwko samemu homoseksualizmowi nic nie mam - każdy mógł
się urodzić "kochającym inaczej"), wkrótce człowiek będzie obserwował odrażające
i sprzeczne z naturą sceny typu dwóch całujących się facetów. A tolerancja dla
alkoholizmu nie doprowadzi na pewno do jego zwalczenia. Dlatego, zanim
zaczniecie wykrzykiwać: "Tolerancja!", najpierw się trochę zastanówcie, czy
tolerancja zawsze jest taka cacy. I czemu ma służyć.