Dyskusje o demografii
czyli antykoncepcja winna wszystkiemu :-)




Jakiś czas temu gość, podpisujący się nieco enigmatycznie (choć nie bardziej niż ja :-)) ER, popełnił tekst o wdzięcznej nazwie "Zło antykoncepcji". Kiedy tylko ujrzałem ten tytuł, od razu wiedziałem, że będzie niezła zabawa :-). Nie zawiodłem się :-).

W niniejszym arcie pozwolę sobie na owego ER-a trochę nabluzgać. Co prawda Eryk, autor tekstu o antykoncepcji, który to tekst jest zawzięcie (ale słaaabo...) krytykowany przez ER-a, zdążył już się frajerowi trochę odgryźć, ale myślę, że od przybytku głowa nie boli. Ponadto tak się składa, że Eryk jest moim ulubionym autorem w AM, więc bardzo bardzo nie lubię, jak byle małpiszon atakuje go, zwłaszcza takim nędznym artem.

"Skoro się znasz [na demografii - przyp. MÓJ :-)], powinieneś wiedzieć, że w chwili obecnej stosunek liczby urodzeń do zgonów wypada bardzo blado, to jest - poniżej zera. (...) Skutków tego istnieje tak wiele, że poświęcić im książkę to zaprawdę mało"

Ja się nie znam nic a nic. Ale jedno mogę ci powiedzieć: nie bój nic, ER, nie wymrzemy :-). Środki antykoncepcyjne czasami zawodzi. Nic nie jest na 100% skuteczne.

A nawet gdyby były? Wszak nauka idzie szybko do przodu. Więc - zdejmujemy gumki i robimy dzieciaki! Szybko, szybko, bo jeszcze gatunek ludzki wyginie! Człowieku, co ty wypisujesz? Zastanawiałeś się aby? Mamy ponad 6 miliardów ludzi na świecie. Nie wiem, ile było 100 lat temu, poszukaj sobie gdzieś w jakichś źródłach. Poszukaj też prognoz na następne stulecie. Przekonasz się, że wymarcie nam raczej nie grozi :-). Wręcz przeciwnie. Jakby za parę lat zabrakło miejsca, to kandytatem na wycieczkę na Marsa jesteś ty - ja nie jestem za masową produkcją bachorków. Nie zamierzam też rezygnować, z... hmm... małych przyjemności tego życia :-) tylko dlatego, że nie ma już na świecie miejsca dla nowych niemowlaczków.

"Wpierw stwierdzam krótko - antykoncepcja winna wszystkiemu!"

Mianowicie: bezrobociu, powszechnemu alkoholizmowi, chuligaństwu, rozbojom, wojnom światowym, wirusom komputerowym, wysokim podatkom, chorobom (zwłaszcza wenerycznym), Czarnobylowi, nazizmowi, satanizmowi... Gdzie ci to powiedzieli? W Radiu M.? Ha, chyba zacznę tego słuchać :-). W końcu śmiech to zdrowie, każdemu należy się trochę rozrywki :-).

"Skończę studia, myśli dziewczyna, założę rodzinę. Nic bardziej mylnego! Ona pomyśli raczej (...) skończę studia, znajdę dobrą pracę, awansuję, nazbieram kasę, wybuduję dom, zrobię nieco oszczędności i... ta- dam! - założę rodzinę. Śmiechu, zaprawdę śmiechu warte..."

Zaprawdę, jest się z czego śmiać (głupi zawsze powód znajdzie). Nie jestem zagorzałym zwolennikiem emancypacji kobiet, ale jakoś nie widzę nic złego w tym, że dziewczyny marzą o czymś więcej niż o wielkim brzuchu i siedzeniu do końca życia przy garach. Powinieneś był się urodzić gdzieś w okolicach średniowiecza, koleś.

"Prezentowany przez Ciebie karierowiczowski styl życia niezwykle popularyzuje się w Europie, m.in. w Niemczech. Tacy ludzie wolą kupić sobie pieska i bezstresowo pojechać na Majorkę, uwierz. Kto jeszcze nie wie, skąd ujemny przyrost, niechże raz jeszcze uważnie tekst przeczyta od początku"

Czy Eryk przedstawia karierowiczowski styl życia? Może mi pokażesz jakieś konkrety? Mówiłeś coś o ssaniu palca - właśnie sam to robisz. Chyba, że uważasz, że używanie prezerwatyw == karierowiczowstwo. Jeśli tak, to współczuję. Zwłaszcza twojej przyszłej żonie (sądząc po poglądach nt. podziału ról w małżeństwie - kobietą raczej nie jesteś?). Nie popieram bynajmniej szaleńczej pogoni za pieniędzmi, marzę o tym, by mieć dzieci - ale najpierw chciałbym mieć je za co utrzymać. Ty byś to widział tak: chłopak i dziewczyna mają po 20 lat, właśnie skończyli szkołę (albo i nie, bo po co szkoła, skoro mają nie iść do pracy?). Ty kazałbyś im od razu iść do łóżka i robić co trzeba, żeby utrzymać dodatni przyrost naturalny. Potem łaskawie pozwoliłbyś chłopakowi iść zarabiać na życie. Zakładając, że nawet znajdzie prace (różnie z tym teraz bywa), czy będzie w stanie utrzymać rodzinę (liczną, bo 1 dziecko == ujemny przyrost)? A jeśli nawet się to uda, czy będzie im się żyło wygodnie? A dlaczego (do jasnej cholery) mają sobie odmawiać wygodnego życia?

"Jaka konkluzja wynika z mego marudzenia? Bardzo prosta..."

...dziewczyny do garów i rodzenia dzieci! Ale już! Zgadłem? :-)

"Jeszcze niedawno rodzina wielodzietna nie była niczym zaskakującym. Dziś to rzadkość"

I bardzo dobrze. Być może jakoś tego nie zauważyłeś, ale "rodzina wielodzietna" kojarzy się raczej z ubóstwem. Moim zdaniem - lepiej mieć dwoje dzieci i żyć sobie spokojnie niż narobić ich, powiedzmy 10 i potem zastanawiać się, za co przeżyć następny miesiąc.

"Pomyśleć, że skuteczność zabezpieczeń wzrasta (...) O zgrozo!"

Strach się bać! Nie będzie dzieci! Wyginiemy, słowo daję! Co to będzie, co to będzie! :-P

"No bo kto niby będzie łożył pieniądze na emerytury starszych?"

A jeśliby rodziło się w każdej rodzinie więcej dzieciaków - kto będzie łożył na nie? Poza tym, każde dziecko kiedyś się zestarzeje, z czego wniosek, że im więcej dzieci teraz, tym więcej kandydatów na emeryturę w przyszłości. Od płacenia się w ten sposób nie ucieknie. Teraz, za 70 lat, co za różnica?

"A myślicie, że skąd bierze się ciągłe ich obniżanie? [mowa o emeryturach - przyp. MÓJ]"

Myślę, że stąd, że pieniądze z podatków są bez ustanku rozkradane. Albo przynajmniej źle wydawane. Na pewno zaś nie z tego, że stosuje się środki antykoncepcyjne. :-) Każdy ci powie, że antykoncepcja tak się ma do emerytur jak spaghetti do wozu strażackiego :-).

"Ktoś po prostu wypracować je musi, wyjścia innego nie ma... [to znowu o emeryturach - przyp. wiadomo czyj]"

Ha. Tutaj sie z tobą wyjątkowo zgodzę :-). Nadal jednak nie rozumiem, dlaczego "wyprodukowanie" bandy dzieciaków miałoby tu pomóc... Chcesz może powiedzieć, że te dzieciaki, gdy dorosną, to będą pracować na wyższe emerytury dla swoich dziadków? Fajnie, tylko GDZIE będą pracować? Bezrobocie sięga już 20%. Jeśli ludność podwoi się, bezrobocie raczej nie spadnie...

"Więc, dziewczyny, apeluję! Żadne studia - zakładajcie rodziny!"

Gwarantuję, że wszystkie wysłuchają twojego apelu :-). W końcu każda dziewczyna marzy o tym, by prać, sprzątać, gotować, a już rodzenie co rok przynajmniej jednego dziecka to już naprawdę szczyt tych marzeń! :-)

"A że czasem dziecko będzie niekochane... Zlinczujcie mnie, ale cóż - to część życia"

Pofatyguj się kiedyś do mnie, zlinczuję cię bez wahania :-) i to w niezbyt przyjemny sposób :-). Ale po co się trudzić? Pewnie mieszkasz daleko... Powiedz to po prostu komukolwiek innemu z twojego miasta. Najlepiej wybierz się do jakiegoś domu dziecka.

Ciekawe, co by to było, gdybyś to TY urodził się jako dziecko niechciane i niekochane... Powiedziałbyś "Takie jest życie" i z podniesioną głową żyłbyś dalej, przekonany, że spełniasz swoją życiową misję: zaludnianie świata, żeby przypadkiem gatunek nie wymarł?

"Kto myśli inaczej, niechaj zaraz poderżnie sobie żyły"

Już lecę! :-) Ale czekaj, jeszcze nie mam dzieci. Więc może najpierw znajdę jakąś dziewczynę i zadbam o dodatni przyrost demograficzny? (Heh, co też mi się plącze po głowie... (zawsze to samo :-)))

A tak w ogóle, to szczyt kultury w dyskusji - "Masz inne zdanie niż ja? to sp*.*!!!

"Nie ma co marzyć o utopii, bo ona z definicji jest nieosiągalna"

A życie jest do d*.*. Więc róbmy co do nas należy - kopulujmy posłusznie, zamiast marzyć o jakimśtam szczęściu :-). TY - rób sobie jak chcesz. Ja mam ciut wyższe ambicje :-).

"Tobie natomiast, drogi Misiu, radzę się dobrze zastanowić nad tym, co i jak pisać"

Myślę, że Miś się zastanowił. I że dalej będzie pisał, jak do tej pory :-). A ty, ER, nie trać czasu na pisanie artów. Idź powodować dodatni przyrost naturalny! :-)

"Do zanalizowania pewnych spraw nie wystarczą lekcje religii, lecz odrobina konstruktywnego zastanowienia"

Broń nas Boże od takiego konstruktywnego myślenia, jak twoje! Rzeczywiście, już wolę słuchać lekcji religii. Tam, nawet jeśli krytykują antykoncepcję, to przynajmniej robią to w sposób kulturalny i - przede wszystkim - przedstawiają konkretne argumenty.

"I - jeszcze jedno - przykładaj się bardziej na biologii. To bzdura, że środki antykoncepcyjne zwiększają szansę wystąpienia raka u kobiety. To jest połowicznie - bo rzeczywiście w dwóch organach zwiększa (zabij, nie pamiętam jakich), w dwóch natomiast, m.in. chyba szyjki macicy, szansa zostaje obniżona. Więc, jak łatwo wywnioskować - ani starta, ani zysk"

Twoje "chyba szyjki macicy" i "zabij, nie pamiętam jakich" najlepiej dowodzą, kto przykłada się na lekcjach biologii. Nie rozumiem też, po jaką cholerę tak się martwisz o zdrowie kobiet. Bo chyba i tak nie dajesz im prawa do szczęśliwego życia. Końcowy wniosek jest natomiast ciekawy. Skoro "ani strata, ani zysk", to twój argument jest bez sensu. "W dwóch zwiększa, w dwóch obniża", czyli wychodzi na zero. Więc po co o tym wspominasz?

Ogólnie, sami widzicie, jaki się trafił patafian :-). Dziewczyny - nosa z chałupy nie wyściubiać, chłopaki - robić dzieci na potęgę. Żeby przypadkiem przyrost nie był ujemny. Ale cóż, autor ze dwa razy wspomniał, że pragnie gorąco, by go zabito :-). Masz to chłopie, jak w banku :-).

A moje zdanie o antykoncepcji? Cóż, podobnie jak Eryk na przykład, uważam, że jest to środek służący rozsądnemu planowaniu rodziny. Na pewno zaś nie doprowadzi gatunku homo sapiens do zguby. Gatunek ten wyróżnia się bowiem, czego ER zauważyć nie raczył, spośród innych zwierzątek :-). Oto te skromne różnice (niektóre): Wiesz co, ER? Napisz do mnie mejla za parę lat (o ile cię jednak nie zlinczują :-)). Zobaczymy, jak ci się wiedzie. Jak ci się "stadko" powiększa i jak ci się poglądy powoli zmieniają :-).




Starszy Demograf Sztabowy
pewien.gosc@wp.pl