Wakacje, wakacje, znowu są wakacje...
Chciałoby się krzyknąć razem z chłopakami z OTTO, nie? W sumie to z tymi wakacjami nie głupi pomysł.:) Za dziesięć miesięcy ciężkiej harówy coś od życia się należy. Te godziny spędzone nad książkami, hektolitry adrenaliny wydzielone podczas ustnej odpowiedzi a drugie tylko podczas klasówek, te stresy... ech, aż człowiekowi miło się robi, gdy wie, że to wszystko za nim. Przynajmniej na jakiś czas.
Wyjeżdżając na wakacje ostatnią rzeczą, o której myślę jest szkoła i uczenie się. I chyba właśnie, dlatego gdy wracam do domu pod koniec sierpnia czuję się jakbym obudził się z głębokiego snu. Co tam snu - wypoczynku jak się zowie:).
Wakacyjne podróże, pływanie pontonem po jeziorze, koszykówka... i nie trzeba się uczyć! Gdyby do tego byłaby jeszcze słoneczna pogoda (a prognozy pokazują, że będzie) to jest to istny raj. Przynajmniej dla mnie. Od kilku lat wakacje spędzam w tym samym miejscu. Miejscu, które jest mi bardzo bliskie. Dalekie od zgiełku i kurzu miasta. Jest tam wspaniale. Cisza i spokój. Ogromne przestrzenie gdzie nikt nie przeszkadza i można spokojnie wypocząć. Gdzie to miejsce się znajduje? Niestety nie mogę tego zdradzić, bo to już nie byłoby to miejsce. Zaczyna już nim nie być od jakiś 3 lat. Od czasu, gdy miejscowa ludność zaczęła sprzedawać ziemię. Ziemię, która przechodziła z ojca na syna przez pokolenia. Za marne grosze sprzedali...siebie. Ale cóż mieli zrobić? Trawą rodziny nie wykarmisz. A ci, co kupili? Ilekroć ich widzę śmieję się z nich. Wielcy panowie i panie z miasta. Razem z nimi pojawiły się sterty śmieci i brudu. Jezioro, które kiedyś było krystalicznie czyste stało się delikatnie mówiąc brudne. Nad jezioro to przychodziłem od maleńkości. Kto słyszał o nim w 1990 roku? Z miasta chyba nikt. Z czasem jednak zaczęło przybywać "weekendowiczów". Doszło do tego, że w niedzielę nawet nosa nie włoży - taki ścisk.
Co będzie za kilka lat? Moim zdaniem nie będzie za dobrze, a właściwie już nie jest. Niedawno dowiedziałem się, że do jeziora wpuszczano ścieki z pobliskich domków. Jakby tego było mało, w cichej i spokojnej okolicy pojawili się złodzieje. Jaka to strata dla bogacza z miasta stracić telewizor z domku? Żadna. A jaka dla biednego mieszkańca? Lepiej nie mówić...
Źle się dzieje w Polsce. Polacy sami niszczą swoją przyrodę. Przykład? Bardzo proszę. Cztery lata temu spacerowałem po lesie mojej babci. Sadziła go jeszcze jej mama, czyli moja prababcia. Dochodziłem już do końca ścieżki, kiedy nagle zobaczyłem otwartego fiata 126p. Obok, na rozkładanym fotelu leżała pani średniego wieku a obok krzątał się jej mąż. Wszędzie leżało pełno papierów i butelek. Rodziców zamurowało. Po ostrej wymianie zdań państwo z miasta nawet nie lekceważyło opuścić terenu należącego do mojej babci. Poskutkował dopiero telefon na policję. Innym razem na gorącym uczynku złapaliśmy ludzi, którzy z siekierkami wycinali zdrowe drzewa, jak mówili, na ognisko. I niech mi ktoś powie jeszcze raz, że ogniska robi się z należących do kogoś sosen to nie ręczę za siebie. Jeżeli za mało argumentów to proszę, jeszcze jeden - miejsce, o którym mówię znajduje się na terenie Parku Krajobrazowego i tam nawet właściciel bez zezwolenia nie może ściąć nawet gałązki.
Poniosło mi troszeczkę. Ten art miał być o czymś innym. Tak to już u mnie z pisaniem bywa - zawsze wyjdzie coś innego.:) Słowa, które za chwilę napiszę kieruję przede wszystkim do młodych czytelników, ale do serca powinni je sobie wziąć też starsi: szanujcie przyrodę Polską, bo jest ona piękna i niepowtarzalna. Zabrzmiało to może trochę dziwnie, ale... niech brzmi jak brzmi - byleby dotarło.
Kamil