*** Kaliber44 - "W 63 minuty dookoła świata" ***
"GRUBY CZARNY KOT"
Gruby czarny kot wlazł na płot i mruga,
Gruby czarny kot, będzie to bajeczka nie długa
Raz, Dwa, Trzy, Cztery
Więc spoglądasz w repertuar,
Sprawdzasz co jest grane,
A tam kot, gruby, czarny o kurwa przejebane,
A na domiar złego, premiera w piątek 13,
Sekstyn Marsa z Saturnem,
Nabyć trumnę, może urnę?
Spisać w testamentach,
W imię ojca, syna, ducha, amen,
Ostatnia krew, blef,
Logice wbrew,
Czujesz krwi zew,
Kot znów czyha jak lew,
By, porwać cię w tany,
Choć wyimaginowany,
Tańczy z gracją jak Fred Aster,
A ten taniec czy to cza-cza?
W którym kruszy, kosteczki na cząsteczki,
Z siłą łamacza,
Znów rozpaczasz, gdy tłusty cię przytłacza,
Za 15 do roboty, trzeba użyć wybielacza,
Lub kwitnie takowy, czarny wykwit na twarzy,
Waży twą okazję, co od dawna się marzy,
Ażeby zdechł, pech co wygląda jak kot,
W kształcie obsesji,
Co powodem jest depresji.
Gruby czarny kot, on przebiegł nam drogę.
A chuj mu w dupę nawet 13 w piątek. (x4)
Niespodziewanie,
Gruby czarny wróg przemyka,
Od krawężnika do krawężnika i za rogiem znika...
Gonić skurczybyka, bo przynosi mi chochlika (ihahahaha)
Gra nie warta świeczki,
Ludzie i człowieczki, wyszukują ścieżki,
Bez skrótów czarnej jak porzeczki,
A laseczki, na studnióweczki,
Ubierają czerwone majteczki,
Choć miały cztery lata haróweczki,
Piotrusie, Michałeczki, Martusie i Basteczki,
Wieżą, że nie wieżą w nic i tutaj pieska grzebią,
Mości panie, nic się nam nie stanie,
Przesąd to głupota, dla plebsu i chłopa,
Minie zima słodko, wszystko będzie spoczko
Jak nie będzie O.K.,
Gonić będziem kota bo tak,
Ref.
Co się stało?
Gruby czarny kot spróbował,
I mu się udało,
Przebiegł drogę i się schował,
Mało brakowało,
Żeby był dobry dzień,
Trzy kroki w tył, jest nadziei cień,
Ale ze mnie leń,
Nie wiem czy to zmieni coś,
Jak na złość, nie cofnę się nawet o włos,
Zabobony śmieszą mnie jak Tadeusz Broś,
Zabobonom mówię nie, zabobonom mówię dość,
Czuję się dobrze i jebie mnie jaka jest pogoda,
Która godzina i jaki dzień tygodnia,
Wdech, to świnia na dodatek niewygodna,
Wdech i wydech, to metoda dzisiaj modna,
Każdy tu ma jazdę to jasne,
Ujrzę grubego, czarnego nim zasnę,
A potem w sobotę,
Pożegnam się z kotem,
Chuj mu w dupę nawet 13 w piątek!
Ref.
"KONTEM OK"
Joka, kątem swego oka,
Widzę to, chwytam to,
Pomimo swego oka,
Hej, pomimo niewiary,
Pomimo śmiechu, potem hej stary,
To nie głupoty,
Bo po tym widzę kłopoty,
Słyszę dialogi i w nogi i z drogi,
Stawiam szybciej niż czas,
Stawiam szybciej od was, lalalala lalala,
To hałas dla ciebie, dla mnie nie,
Bo nie, nie, nie, nie
Ja to wiem, przysięgam,
Z wyprzedzeniem
I ja sięgam w kalendarz
Kopię w banię,
Gdzie enigma antyenigmę łamie,
I nigdy nie kłamię,
To nie głupota,
JOKA kątem swego oka.
Kontem O.K. Kątem, kątem swego oka. (x6)
JOKA, kontem swego O.K.
I znów, Joka kątem swego oka.
Widzę, że nikt wierzyć mi nie chce nie,
O nie, hej mojej dziewczynie,
Na dłoni coś wyrośnie,
Zanim mnie dogoni,
Zazdrośnie za wzrokiem podążają oni,
Kątem oka ja patrzę zza skroni,
Patrzę bo po tym, patrzę to widzę,
Okiem gonię, jestem bliżej,
Koniec, początek słowa od nowa,
Umysłu głowa,
Umysłu kroki,
To nie głupoty,
Bo potem widzę kłopoty,
Słyszę dialogi i w nogi mój drogi,
To połowa tej drogi,
Potem gotowa, zadziwić cię głowa,
Co chowa, jazdę dla kamikadze,
Wiem co się stanie, czas na łopatki kładę,
Jadę, poker pik,
Karty na stół, nikt mi nie wierzy,
Czemu wygrywam, odpływam,
Zapamiętaj, jak się nazywam,
Zapamiętaj co potrafię,
Skoki w dal, wzdłuż, w czasie,
Przewiduję słowa, przewiduję sytuacje,
Koncentrację mam jak nigdy,
I gdy wgniatam wszelkie pizdy,
Pęka opoka, bo to jest nowa epoka,
Kontem, kontem swego O.K. (x8)
JOKA, kontem swego O.K.
Ja nie znaju
"FILM"
Ja (ja) zaczynam, oto moja kabina.
Tu się wchodzi, naciska, ogląda się z bliska
Dziś wszystko, co daleko i blisko
Joka, foka, sroka
Oka, nieważne, każdy tu ma jazdę
Niech zgadnę, ktoś tu jest Magiem, naprawdę,
Dalej, po lewej ręce, cudów więcej,
Prędzej, zaraz się zakręcę,
Pędzę tam teraz,
Każdy z was może już wybierać,
Kto nie chce zwiedzać - proszę czekać.
Polegać na mnie warto, proszę bardzo,
Za mną tu się wchodzi, porusza, cisza,
Dusza się śmieje ( Ha Ha ),
Joka, kwoka, foka,
Oka, nieważne, każdy tu ma jazdę, ja zawsze,
Razem z moim pojazdem.
I ja wiem, że Lem, Lem jest fantastą,
Pisze, że przybysze są zieloni jak ciasto kiwi
Dla mnie obrzydliwi,
Zbyt wyraźni, hałaśliwi,
Widzę ich zbyt jasno i ciasno,
Kiedy będę chciał - zgasną,
To moja kabina. To moja machina,
To moja dziedzina, zaczynaj.
Oto ma wycieczka, MC do wewnątrz pudełeczka,
Zagłębiam się w struktury, budowli z tektury,
Wtem, kontemplacji mej procesy
Zakłócają zewnętrzne ekscesy pojazdem,
Który zawraca koło głowy,
Jego kolorowy, to mój głowy,
A głowy mój to, kolorowy jego głowy,
Koło zawraca, stój! Daj spokój,
Myślenia toku nie prowokuj,
Jeden moment, długa chwila,
Coś mnie tu gila i łaskocze,
Oto ma wycieczka, do wesołego miasteczka,
Za rogiem, czeka na mnie śmiechu beczka,
Ha, ha - ciasteczka,
Są tak dobre, jak nigdzie indziej,
A na miejscu pudełeczka,
Wtem z impetem unosi, porywa,
Diabelski młyn, co przede mną odkrywa,
Obrazy czy dźwięki, kontrastu razy do potęgi,
Szósty zmysł działa dla umysłu i ciała,
To boskie Olimpu rozkosze,
Łakoci, łaknę i proszę,
Gdy brak mi, tak bywa,
Wtem z impetem w dół, porywa,
Diabelski młyn, co wszystko odkrywa,
Oto ma wycieczka,
Gdzie wypełnia się karteczka,
Jestem za, w dniu narodzin człowieczka,
Według Johna Locke'a, znów pryska powłoka,
A na miejscu wesołego miasteczka,
Stoją otworem podwoje,
Gdzie pytajników roje,
Troje przekroje,
Ich badam,
Nieujarzmioną mocą, poznania władam,
Eureka! unosi się kolejna powieka,
Co ciąży - to krąży C.Z.K.,
Bo za późno zobaczy to co widzę ja,
Oto ma wycieczka, do końcóweczki kawałeczka,
O miejscu którę będzie Mekką,
Cztery - cztery kolebką
To nie bajeczka,
Bowiem istnieje kraina,
Gdzie wszystko jest NAJ,
Więc zaczynaj.
Głos daj.. Aaach... widze złoty brzegu piach,
I mijając kiście liści,
Zapuszczam się do iście tajemnego świata,
Mam za sobą swego brata,
W liczbie dwa plus jeden,
Jestem pewien, że go znacie.
Kto jest wróg, a kto przyjaciel?
Nie posiądzie, na tym lądzie
Takiej wiedzy bo nie znane kategorie to,
Więc otwieram kolekcję,
Poproszę o projekcję,
Czujcie się jak w domu,
Komu ginu?, Komu dymu?
Kiedy czas nastanie,
Usłyszę pukanie
W banię i przypłynie w minie,
Ukojenie w moim filmie ( A to co? Jak to? ),
Przecież było to tak dawno, ten świat,
Który, otaczał mnie bańką, kolorowanką,
Widzę to wyraźnie, trójkąt prawdy mówi start,
Jego jazda gaśnie, nie na zawsze,
Potem, wzlotem, błędem, zapędem, psim swędem,
Przez szufladę pełną Marii,
Rapowe katharsis, oczyszczona strona,
Barwy tej kameleona,
Coraz dalej, stale i wspaniale,
Usłyszałem swoje żale,
Ale, chyba było warto,
Więc lepiej spal to,
Taśma się kręci,
Słyszę nasze chęci w pamięci,
Wierci dziurki, od tej rurki.
I - Krach, gdzie jest złoto, a gdzie piach,
Jak na teraz odpowiedź jest w sześciu literach,
Po bajerach,
Ciąży, krąży igła wokół rowka,
Aż skład się wreszcie namyśli,
To: H.I.P. - H.O.P.
"DZIEDZINA"
Idą gnomy...
Ja zaczynam,
Jak prawdziwa primabalerina,
Owszem moja to dziedzina,
Więc się wspinam i naginam jej zasady,
I na to nie ma rady,
W HIP-HOPowe wody wypływam na zwiady,
Pokłady mej galery, pchają wiatry cztery,
Czterdzieści ich się mieści w żagiel,
Niosą z sobą wieści z polskiej Wieży Babel,
Poliglotyczna styczna, magiczna i kicz,
A jeśli, trulululu trilili tralala,
To twoja dziedzina,
To moja mina, wygina się w rogala,
Sztucznych MC puszczam z dala,
Ślicznych jak ta lala,
Groźnych jak trądzik i misie koala,
Szukam Graala, po to ta wyprawa,
Gdy znajdę już jego,
Poszukam potem, Arki Noego,
I miejsca mego,
Na szczycie listy, zdobywców świata odkrytego,
I widząc błąd na błędzie, jestem tu z orędziem,
By krzewić kulturę jak fizyczną,
Respektofoniczną, w dupy z gołosłowiem,
Więcej nic nie powiem,
Wpadnę z gratulacją, gdy się tylko dowiem,
Że twa też
Żebyś wiedział
Że to moja dziedzina
HIP-HOP
Że to moja dziedzina (x3)
HIP-HOP to moja dziedzina
HIP-HOP, HIP-HOP hej! To moja dziedzina (x6)
Ja zaczynam,
Oto moja dziedzina, prima,
Hiroszima, to nie moja wina - hej,
Dalej było to nie moja sprawa,
HIP-HOP jak kawa, na nogi mnie stawia,
Nikt, nie pozna lewa, kiedy nie zna prawa,
Jak zabawa o charakterze pasji,
Hej stary, undergrund JOKA zna z autopsji,
Z geografii wie za to gdzie leży Warszawa,
Ja sie bawię, ja powagi ja nie trawię,
I ja wiem na czym gra ta polega,
I mam brata DAB'a, więcej niż kolega,
MAGIK w te klocki się też bawi i dławi go canabis.
Hi hi, ha ha! To moja taktyka,
Tak brzmi odpowiedź na pana Fryderyka,
Nie łykam, nie dotykam, nie uznaje,
Nie chcę, nie lubię bo zgubię niebawem,
Matematyka to nie ma technika,
Moja tematyka matematyki nie dotyka,
Przełykam tylko to co strawię,
Strawy niestrawnej strawić nie potrafię,
I sie bawię i sie śmieję, a studyjni złodzieje,
Poważni, ważni, prawdziwi twardziele,
Drażni ich wszystko co tutaj się dzieje,
Ja sie zaśmieję bo:
HIP-HOP tak to moja dziedzina (x3)
I to moja dziedzina, tak, to moja dziedzina
HIP-HOP tak to moja dziedzina (x3)
I to moja dziedzina, tak, to moja dziedzina
HIP-HOP, HIP-HOP hej (x8)
Ja zaczynam i oto moja dziedzina,
Jestem tu dla ciebie, lecz nie jak lampa Alladyna,
Mam asa w kolorze serca i nie z rękawa,
Bo to na kpinę zakrawa,
Tak to ja MAG, czy przez G?, Czy przez K?,
Dla mnie najważniejsze, gdy dusza i idea gra.
To pra, pra, prazasada która trwa i KRA, KRA,
Nie chcę krakać jak inne wrony,
Ja jestem wolny a nie uciemiężony,
Bo Magik Pierwszy czarnej magii używa do zupy,
Gdy inny chce nią władać, okazuje się do dupy,
Szczebel za nisko, a może za wysoko?
Uważaj żeby szczebel nie ukuł w oko.
Hi, Hi, spoko ja szczerych MC nie dzielę,
Prawdziwi MC to moi przyjaciele,
Póki słowo otwarte, (Edybalarte!)
Ta dziedzina to muzyka, choć nie jestem Mozartem,
To nie jest pop ja reprezentuję HIP-HOP,
Odłóż teleskop!, wyrzuć mikroskop!,
Ja siebie nie zmieniam jak kalejdoskop,
Choć teleportowałem się z czasów średniowiecza,
Miecza i tarczy - wystarczy!,
Nie zapomnę o tych rzeczach!,
Nie ukrywam,
Zapamiętaj jak się nazywam,
MAG MAGIK PIERWSZY,
HIP-HOPu raj dzisiaj zdobywam!
HIP-HOP tak to moja dziedzina (x3)
To moja dziedzina, to moja dziedzina, to moja dziedzina...
HIP-HOP tak to moja dziedzina (x3)
To moja dziedzina, to moja dziedzina, to moja dziedzina...
HIP-HOP , HIP-HOP hej (x8)
"C.Z.K"
Na raz robię podjazd,na dwa mówię pas,
słowa idą w las, c.z.k. jest wśród nas,
i słyszę pomruki że strzela jak z bazooki,
spojrzeniem, gdy wita się z jeleniem,
westchnieniem obdarzam, kumpli on ma sto,
a każda jedna płotka, co chuda jest i wiotka,
patrzy weń jak w ołtarz, taka,
oto ma zaopotwarz i krzycząc,
do stóp mu pada ósmy cud świata,
nie ma bata trudna rada,rusza ekspada,a cóz to zagłada?
Toż to wielka armada,
była, bajka się skończyła,
czego to dowodzi,
stary sprzwdz o co chodzi.
Ref.
Żegnaj Gienia świat się zmienia,nie do ocalenia
jest ten frajer z kamienia(właśnie tak)(jeszcze raz!) 4
Hej stary to jeszcze nie koniec!
Na raz robię podjazd, na dwa mówię pas,
słyszę jak ciszę, jak kołyszę dobry bas,
a jest i c.z.k, ją już każdy zna.
To ta co sę nosi i unosi mamałyga
śliska jak ostryga,
wzrokiem Cię przenika, plum i znika.
Lustereczko powiedz przecie,
która ma najwięcej fagasów na świecie?
Jednym długim wzrokiem, omiata teraz salę,
pułk kawaleri pada przy pierwszym strzale,
czekam na odpowiedz, późną spowiedz, adoratka, lekarza,
pustaj kartki terminarza,
a potem staje rano i w piżamie, mamie kłamie,
że to co teraz widzi to się stało w ciemnej bramie.
(czy tak było dziewczynko???)
ref.
Żegnaj Gienia świat się zmienia,nie do ocalenia
jest ta kurwa z kamienia(właśnie tak)(jeszcze raz!)4
Właśnie tak c.z.k, jest nie do ocalenia, nie do ocalenia,
nie do nie do ocalenia!(jeszcze raz!)
Żegnaj Gienia świat się zmienia,czy do ocalenia
jest ten człowiek z kamienia, Powiedz Mi! (x4)
"DJ FEEL-X"
Panie i panowie oto D.J.-X,
We własnej osobie,
W tej dobie pora na mix,
Zatem ruszają płyty obie,
O obydwie, panie i panowie,
Toż to D.J.Feel-X w rolach głównych w odnowie,
HOP hop siup siup, HIP-HOP zrób lub,
Tak aby hulał jak hula-hoop,
Hulaj dusza! Feel-X'a płyt nie ruszaj
Bo w pętlę wpadł zawieszoną na uszach,
Kręci nią swoje zwoje na tym rdzeniu,
Tu troje jak jeden, w cztery, cztery imieniu.
Nie bacząc na skutki, celowo fałszuj1cej nutki,
Czy zakres fali będzie długi, średni, czy krótki?
Bo to pobudki komercyjnej prostytutki,
Co w swej jakości urągają jej tożsamości,
A nasz D.J. to ta druga strona medalu,
D.J. na medal jest w każdym calu!
Tak jest kapralu, jak i reszta załogi,
Czy dziś dobrze bronią, władam?
Wypadam i życzę dobrej drogi!
Laga HIP- platyna -HOP i laga,
Mistrz puszczania dymu stawia taga,
Żaden rozum nas nie złamie,
Kiedy stary z nami staniesz,
W szranki i konkury przyjebiemy z grubej rury,
Jak rudy Gustaw wprost spod Leningradu,
D.J. bity ustaw i gadu-skreczu-gadu,
Potem psiku, psiku i farsz na stoliku,
Gramofono-haszo-lago-holiku,
To twój wkład, respekt na blat.
Współpraca z nami jak składanie orgiami,
Bajkami zamotani zaklejeni plastrami,
Wybuchają jak dynamit, z minami jak górami,
W całej sali klon na klan,
Numer jeden gra,
Bez jebania sraki i bez popa
Absolutnie wiem co jest grane tamburynowanie!
Panie i panowie o to:
D.J.Feel-X we własnej osobie (x3)
Hej D.J.! Bity klej (klej),
Nie mów nigdy mi,
Że klej w twoim adapterze dzisiaj się wyliże,
Graj, Zapuszczaj jak czarodziejska różdżka,
Ruszam wtem z kłębuszka,
Ruszam na paluszkach,
Reprezentujesz tu, reprezentujesz tam,
Prędko a ja to skąś znam,
Wiem że jak HIP-HOPowy dżem rusza,
Gdy obrażasz kobitę obfitą, jak tusza Mariusza,
Celny jak kusza Wilhelm Tella,
Szybki jak Porsche Carrera,
Wozisz mnie teraz jak pasażera,
I myślę nieraz że już czas, już grasz,
Jestem wyczulony na twoje gramofony,
Jestem obrażony, kiedy bit nie jest zapętlony,
I nikt nie powie, że to kit w mojej głowie,
Niech się każdy dowie,
Bo oto me posłowie,
Słów tutaj było mrowie,
Ale kto wie co to za człowiek,
Panie i panowie, o to D.J.Feel-X we własnej osobie
"MOŻE TAK A MOŻE NIE"
A może tak, a może nie?,
Może za trzy minuty lub za dwie?
Zaczyna się przedstawienie,
Co będzie na arenie? Ja nie wiem!,
Nie jestem pewien właśnie tego,
Ja czekam jak Wzgorze-Ya-Pa 3,
Kręcę, jak banda krętaczy
I może już widzę inaczej?,
A może nie, bo kto to wie, kto powie i wytłumaczy mi?,
Może A, a może, B?, Może Do, a może, Re?,
A może, nie daj Boże z Magikiem się dziś złożę,
DAB nam pomoże i znowu się położę?,
Trochę Hm, Ha,
Wszystko gra,
To moja dziedzina,
Więc ja zaczynam,
Raz, dwa, a może trzy, cztery?
FEEL-X gramofony ma, a może adaptery,
Nie jeden może kity pcha?,
Ale ja jestem szczery,
Wielu dla pieniędzy gra, a może dla kariery?,
A może kurwa pizda, a może do cholery?,
A może jestem Joka Brat i mam na to papiery?,
A może nie, a może tak, a może tak i nie?,
Bo kto to wie, kto powie i wytłumaczy mi?
A może tak, a może nie?,
A może tak, a może tak, a może nie? Kto to wie? X4
Ależ Ada, tak nie wypada!
A tak wpada, Ada do szuflady masowej zagłady
King Size dla każdego, polokokta spod lady,
I pierdolić układy, na które nie ma rady,
Lód nie za mocny tylko owocowy,
Choć lubię takowy, bo jest smaczny i zdrowy,
Syzyfowa robota, Don Kichota to głupota,
Nawet, gdy z myszka i gra despota w roli kota,
To boli cóż, jeśli nie trzymasz kontroli,
Musisz to pierdolić, leku krzta z bólu goi,
Alfą i Omegą zagapiony w swoje ego,
Posłuchaj tego, bo to z życia codziennego,
Racje twojej racji, które łykam na kolacje,
Choć jest ciężkostrawna,
To sram nią od dawna,
Bo mam swoją, która jest moja ostoja,
Nie słuchają, ci, którzy prawdy się boja,
Bo punkt widzenia, leży na wprost siedzenia,
Gdy siedzieć chcesz,
Wyżej to z góry oceniasz,
A może tak, a może nie,
A może jak, a kto to wie?,
Może Jerzy Owsiak nie ja to chce?
A może tak, a może nie?,
A może tak, a może tak, a może nie? X3
A może yhy?, A może y-y?, A może hmm? -a kto to wie?
Panie korsarzu,
Nie atakuj już mojego stażu,
By zarzut na kolarzu,
Że zwycięża wyścig z parzu,
Żur w kałamarzu, zwiększa popyt od podaży
Złota płyta, znika w czeluściach bagażu,
O la Boga, nie wiem czy mundurek?, czy tez toga?
Może pracy płaca?, A może zapomoga?,
Może koka w nocha? lub kątomierz w kącik oka?,
Ja nie wiem nie jestem pewien, jestem leniem,
Popadam czasem w zapomnienie lub odrętwienie,
I składam rymy z rzadka,
Jak sraczka mego dziadka,
A może czekoladka?, A może cukiereczek?,
Może wolę budyń, a może kisieleczek?,
Zobacz moje ręce są w chodniku odciśnięte,
Może to nie szkodzi?, Może powiesz, ze to snobizm?,
A może słucham ciebie?,
A może mnie to jebie?,
Może koty, dziś przyniosą jointy? -oby,
Jakoby HIP-HOP owy kic,
To nie pic.
Nie chce mi się, mi się, nie chce, nie chce mi się nic!
A może tak, a może nie?,
A może tak, a może tak, a może nie? X3
Teraz znów mówię, panie, panie realizatorze
Proszę wyłączyć to mi pomoże ha-ha,
Dobra dAb wyskakuj słuchamy
"MIĘDZYMIASTOWA"
Pożycz mi żetonu,
Muszę skorzystać z telefonu
Tu międzymiastowa,
Rozmowa błyskawiczna,
Proszę rozmawiać!
Raz, dwa, raz, dwa
To jest próba mikrofonu,
Wiem po co mówię, czemu mówię, co i komu,
Znam to co robię, tak jak znam drogę do domu,
Do mieszkań się dostaję, nie używając łomu.
Kurwa, jak to? - zapytasz bez pardonu,
tak to, nie dostałeś paragonu,
Sąsiedzi z twego pionu,
Słyszeli mnie z balkonu,
Zapewniam, uwaga! Nie wszedłem po kryjomu,
Posłuchaj czy słyszysz jakieś dźwięki gramofonu?
to z magnetofonu - może,
A może z CD-romu,
Może tak, może nie,
Może prrr... A kto to wie?
Rymuję po polsku,
Bo nie jestem z Waszyngtonu,
Londynu, Rzymu, czy z nad Balatonu,
Nikogo nie klonuję, bo nie lubię klonu,
Nie chcę tronu i korony i salonu,
Nie chcę czapki, pałki, pagonu pentagonu,
Nie rymuję dla banknotów, ani dla bilonu,
Nie czepiam się tak, jak wagon wagonu,
Szybuję jak ptak lub pasażer balonu,
Nie niszczę jak crack,
Nie szkodzę nikomu,
Nie spuszczam z tonu,
Nie zaniżam poziomu,
Reklama wycięta z kartonu,
Jak reklama makaronu,
Sranie, rymowanie na potrzeby sezonu,
Niesienie pogromu, Rambo 8, Hammurabi z Babilonu.
Po co to komu? (x4)
"ABRADABABRA"
O panu Tralalińskim...
Raz i... raz i... dwa
A... Abra abrakadabra...
Abradabra DAB...
Gwoli przypomnienia, magicznego uderzenia,
Choć świat się ciągle zmienia,
AbraDAB nie do ocenia,
A hardcore psycho HIP-HOP pierwsze dziecko psycho-rapu,
Nikogo nie uderza po prostu rapu na ratu,
Więc startuj,
Powiedz jeszcze jaki znak twój,
A może do kolekcji,
Kartoteki, centrum dysleksji, lekcji
Udzielam nie ja,
Produkuje swoje tralalalala,
U stóp bram stoję i słucham, bucha,
Stylu twego straszna zawierucha,
Patrzę na to okiem, staję bokiem,
Nie cofam się ni krokiem,
Bo miejsca jest dla MC coraz więcej,
Jeśli tylko staną twarzą w twarz z przedsięwzięciem,
Szukasz celu,
Chcesz stanąć obok swoich bohaterów,
Pierwszy krok i oto ręka twa sięga po złoto.
A co to?
HIP-HOPu raj ojcze daj mi daj,
No to graj i przemierzaj go tak jak Filiaes Fog.
A a a a Abra abrakadabra, abraDAB, to jest moja magia właśnie tak.
A a a a Abra abrakadabra, abraDAB, abraDAB to ja i
A a a a Abra abrakadabra, abrakadabra, DABabra i
A a a a Abra abrakadabra, abraDAB, to jest moja magia właśnie tak.
Raz, dwa i sprawdzaj, poruszaj, rozkruszaj,
Zdobywaj szczyty nie zdobyte,
Okryte zachwytem,
Olśniony rozkwitem, ze słowem dolomitem,
Ramię w ramię stań z abraDABem monolitem,
Hmm, tu i ówdzie widzę brzydkich ptaków chmarę,
Polujących na ofiarę,
Czy mam może senną marę,
Celem Spartakusa dziś wiedziony,
Żądam od was nie korony,
Lecz wolności ujarzmionej przez większości
I jak głosić trzeba,
Do nieba ten, co rymu nie olewa.
A do końca wcale nie jest blisko,
Około coś jak stąd do San Francisco,
Więc lewa i prawa,
Pożyteczna zabawa , bo:
HIP-HOP jak lawa
Z wierzchu twarda i plugawa,
Lecz wewnętrznego ognia i sto lat nie wyziębi!
Tak mawiają pewni MC pewni
Pewnej przepowiedni
i abraDAB.
A a a a Abra abrakadabra, abraDAB, to jest moja magia właśnie tak.
A i a i a i a Abra abrakadabra, abrakadabra
A a a a Abra abrakadabra, abraDAB, to jest moja magia właśnie tak.
A a a a Abra abrakadabra, abrakadabra, DABabra, DABabra
A a a a i a i a i a i a
A a a a Abra abrakadabra, abraDAB, to jest moja magia właśnie tak.
"PSY"
A-a czy to pies,
Że u jednych wzbudza stres?,
Cóż innych rozbawia do łez,
A mnie woła S.O.S.,
Taki jest pies na posterunku,
Gotów do meldunku,
Lecz, brak mu szacunku,
W stosunku do, w stosunku bo,
Haua, haua, haua,
Burda, szczeka, ja nie kupuję psa,
Choć nie uciekam, przyrzekam, że czekam,
Bo jestem pewien, że oswoi się tak,
Jak oswoił się niejeden,
997 chwytasz za słuchawkę,
Zanim przypniesz psa,
Jak kwiatek do kożucha,
Słuchaj sprawdź mu zajawkę,
Nie kryję, że chałtury ja nie trawię,
Lecz nie trawię też braku kultury,
Gdy z grubej rury, ponury,
Strzela bzdury, który błąd, paszoł won!,
Nie jednemu psu ponury, a więc to,
Pada, mi nie odpowiada,
Nawet gdy to HIP-HOPu zasada,
U stóp mych pada jak trup - nie kupuję psa,
Jeśli chcesz to kup
Nie kupuję psa, który na mnie szczeka,
Choć nic mnie nie czeka, kiedy pies na mnie szczeka,
Wiem co czeka psa, który na mnie szczeka,
Tak, ja nie kupuję psa, (aha) (a Ty?) (x2)
Nie kupuję psa,
Który szczeka i ujada,
Tak nie wypada - to jest moja zasada,
Kije samobije łamię
Uwiązane w bramie,
Ludzie w budzie, zjadają inne psy na śniadanie,
I gdy informacji przekazywanie,
Pozostanie subiektywne - jak zawsze,
Będzie dla nich dziwne,
Bać sie? - nie dać sie,
Chyba grać, nie ujadać,
Zakładam po co gadać?
Wystarczy nie kupować,
A jak kupić, to schować,
Tak bo głupim nawykiem jest plotkować,
Krytykę zniosę, ale proszę, po co to promować?
Po co bluźnić? I kuć tak jak w kuźni? I knuć?
I intrygi snuć? I życie truć?
I kuć niech to strzeli,
Pierdolę to co jest pełne beznadziei.
KALIBER 44 - nigdy nie klęli na nikogo,
Zawsze błogo lubię spędzać czas,
Jakie jest ich logo,
Czasem jakiś pies da głos, pod włos
Pogłaszczę go za uszkiem,
Nazwę go Puszkiem, Okruszkiem, Kłębuszkiem,
Razem z Kopciuszkiem, między bajki go włożę,
Być może pogrożę mu małym paluszkiem, bo ja:
Nie kupuję psa, który na mnie szczeka,
Choć nic mnie nie czeka, kiedy pies na mnie szczeka,
Wiem co czeka psa, który na mnie szczeka,
Ja nie kupuję psa, który na mnie szczeka. (x2)
Ten pies nazywa się Kapsel - poważnie,
Strasznie ważna jest poważność ważnie
Ważna, właśnie,
Strasznie jest też straszny,
Straszność, strasznie dzisiaj modna i wygodna,
Cóż powiedzieć by,
Nie zlecieć można by,
Pomyśleć czym, można by,
Zaskoczyć ich.
Kogo?
Łechta próżność błogo,
Sprawdzam go na nowo,
Jeśli szczeka to kaleka,
Ja wymiękam nie chcę patrzeć tylko zerkam,
Komu do poradni pora?
Znajdzie tam doktora,
Jeśli psinka chora przeprowadzi rozpoznanie,
Krótkie przywitanie,
Konsumpcji czas nastanie,
Wszystkie psy do budy,
Teraz pierwsze odsłuchanie,
Bo, numery ze szczekaniem zjadam na śniadanie,
Numery na wakacje zjadam na kolację,
Jeśli sytuację przewidują psiarnie,
Skończą marnie w mym mniemaniu,
Tuż po drugim daniu.
Nie kupuję psa, który na mnie szczeka,
Choć nic mnie nie czeka, kiedy pies na mnie szczeka,
Wiem co czeka psa, który na mnie szczeka, ja
Nie kupuję psa, który na mnie szczeka. (x4)
"JESZCZE WIĘCEJ MC"
Panie akustyku proszę więcej (MC),
Na głośniku, jeszcze więcej (MC),
od południa do Bałtyku. X4
A o to słów kilka,
Od starego Wróbla Ćwirka,
Więcej pań i panów,
Pływajacych po linijkach i stop muzyka,
Jesli nie ma akustyka,
Który daje jeszcze,
Jeszcze więcej MC na głośnikach,
Czy wynika z psychorapu ?,
Czy z postawy studencika ?,
Nie rozliczam i nie wnikam,
Bo jestem MC rymowanie mym zajęciem,
Gdy się kręcę,
Opuszcza mnie napięcie,
Więc niech będzie nas więcej,
Później czekolady w bombonierce
Czym prędzej,
Niecierpliwię się jak MC,
Bo to uczy i bawi,
Jak KA i napis,
Smakują i lubią to PA sjami
I czuje smyranie za usz KA mi,
Gdy DJ. Rysuje mi oryto fonami,
Jestem z wami,
Przybywamy zdobywamy scenę za scenami,
Teraz wasza kolej,
Więc na scenę zapraszamy,
Za konsolą wpuszcza olej
Z głowy w głowę, to moj cel,
Trzy, dwa, raz, gotowe! Aha.
Panie akustyku proszę więcej (MC),
Na głośniku, jeszcze więcej (MC),
od południa do Bałtyku X4.
Gdy przez pryzmat lat,
Ja dziś popatrzę na świat,
To de facto,
Widzę czego brak, tak a czego,
A zanadto znam to,
Co za plecami mam,
Droga oświetlona znakami,
Dziś świeci przykładami,
Tak a tam oni,
Mówisz węszą trop,
Mówia tobie stop, bo HIP HOP,
Więc wyciągam do nich dłoń,
Jak samarytanin, jeszcze więcej MC bez granic,
Bo HIP HOPu raj, dziś otwarty jest dla nich,
Co z poprzeczkami? -pytasz,
Taka taktyka, chwytam taktykę jak Partyka,
Kładę kładeczkę, przechodzę przez rzeczkę,
Zabieram misia w teczkę,
Z pola rażenia znikam.
Jestem na nowym lądzie,
Co to będzie i przybędzie
Jestes w błędzie,
Pamietaj, że nie byłeś jeszcze wszędzie.
Panie akustyku proszę więcej (MC),
Na głośniku, jeszcze więcej (MC),
od południa do Bałtyku X4.
Jeszcze, jeszcze, jeszcze więcej MC,
Jeszcze, jeszcze, jeszcze trochę więcej,
Kleszcze w kleszcze czasu, ence, prędzej,
D.J. bity klej,
Coraz wyżej w dziedzinie HIP HOPu będą stawać,
Używajac loopu będą się loopować, odkrywać,
Ruszaj, graj nie przestawaj,
Raz, dwa, trzy, dawaj.
Mowa HIP HOPowa jak maszyna parowa,
Po szynach,
Zakręcona tak jak w młynach,
Cisza tak jak w Chinach,
Słuchaj jak w Chinach,
Widzę coś po waszych minach,
Tuż, tuż jeszcze wiecej MC bez granic.
Bo HIP HOPu raj, dziś otwarty jest dla nich.
Wyjebany w kosmos jak Mario Bros.
Weźcie mikrofon,
Wreszcie dajcie głos.
Panie akustyku proszę więcej (MC),
Na głośniku, jeszcze więcej (MC),
od południa do Bałtyku X4
Nadesłał: nietoperz