*** Przesłuchanie ***


W "Tylko rocku", który coś ostatnio przestał wychodzić, jest taka rubryka "Przesłuchanie". W niej to znane osoby (oczywiście tylko ze świata rocka i metalu) opisują swoich dwadzieścia ulubionych płyt. A pytam się dlaczego ja tak nie mogę? Oto moje "Przesłuchanie" (te numerki to nie od najlepszego, ale po prostu je ponumerowałem):

1. Metallica "Kill'em all"-za wszystko. Za rozsławienie trash metalu, choć to pewnie nie oni to rozpoczeli. "Motorbreath" i "Whiplash" to przepiękne utwory. No i znany tekst z tego drugiego. I w ogóle the best.

2. Queen "News of the world"-zaraz po dwóch sukcesach(płyty-bliźniaki "Noc w operze" i "Dzień na wyścigach)i znów wydają wielki krążek. Zaczyna się dwoma wielkimi hitami-"We are the champions" i "We will rock you". Odjechany "Sheer heart attack", spokojny "All dead, all dead".

3. Nirvana "Nevermind"-tu z kolei rozkwit grunge'u. I to jedna z tych płyt, na które nikt nie może powiedzieć złego słowa. Nie tylko za przeboje "Smells like teen spirit" i "Come as you are". Jest tam też przecież i "Polly", i "Something in the way", i "Stay away", i "Breed". Geniusz Cobaina zarówno pod względem tekstów, jak i muzyki.

4. U2 "All that you can't leave behind"-po 20 latach sławy nadal wydają świetne płyty, nie sprzedali się, nie spadli poziomem. "Beautiful day", "Stuck in a moment you can't get out of", "Walk on" i wolniejsza, mniej rockowa wersja "Elevation". Wystarczająco przebojów jak na jeden album.

5. Myslovitz "Miłość w czasach popkultury"-najlepsza płyta tego zespołu, i to nie tylko wg mnie. Mogłem dać tutaj "Korova milky bar", ale jeszcze za dobrze jej nie znam. Za to na tej znalazło się kilka przebojów grupy:największy "Długość dźwięku samotności", "Dla ciebie", "Chłopcy" i przede wszystkim ten najlepszy "My".

6. Linkin Park "Hybrid Theory"-dla mnie debiut tak bardzo ważny, jak debiut Metalliki. Nu metal czy też hardcore(zależy od punktu widzenia, i od tego, które piosenki widzimy)różni się diametralnie od gównianych Limp Bizkitów(w przypadku nr 1)czy genialnych Rage Against The Machine lub Bad Brainsów(w przypadku nr 2). Ale też jest ganialnie. Może z wyjątkiem głupiego "Cure for the inch", ale to inna bajka.

7. Rage Against The Machine "Battle of Los Angeles"-szkoda tylko, że tak mało znam tytułów piosenek z tej płyty. Tak jednak jest jak coś leci non stop podczas np. grania czy jazdy. Wtedy nie patrzysz na tytuł. Jeśli oto chodzi, znam jedynie "Testify" i "Guerrilla radio". Ta druga to geniusz. Jednak wystarczy pierwsze linijki tekstu którejś z piosenek z płyty, i już znam resztę utworu, refren.

8. Red Hot Chili Peppers "Californication"-prawie ta sama bajka co wyżej. Tutaj jednak zmobilizowałem się, i zapamiętałem tytuły co poniektórych piosenek. A więc, najpierw singlowane:"Around the world", "Scar tissue", "Other side", "Californication"(geniusz)i "Road Trippin'". Reszta:"Get on top", "Parralel universe", "Savior", "I like dirt", "Porcelan". Super mieszanka rocka z funkiem.

9. Pink Floyd "Echoes the best of"-co prawda, mogłem wybrać, któryś z studyjnych:"The wall", "The dark side of the moon" czy "Wish you were here". Tamte niby tworzą jedną całość i utworzenie takiego "Greatest hits" z nich byłoby głupotą(większość utworów pochodzi z tych trzech płyt), ale tutaj jakoś doskonale im to wyszło. I nie razi, że koło siebie są skrajnie różne "High hopes" z ostatniej płyty oraz "Bike" z początków.

10. Led Zeppelin "Led zeppelin II"-myślę, że Led Zeppelinów, jako jednych z mistrzów hard rocka i pionierów heavy metalu, przedstawiać nie trzeba. A "dwójka" to ich najlepszy album. I z niej pochodzi "Whole lotta love", obok "Schodów do nieba" ichni największy przebój.

11. R. E. M. "Automatic for the people"-już po sukcesie "Out of time", nie żerują na nim, a wydają nową płytę. Jeszcze lepszą, z przebojami "Everybody hurts", "The sidewinder sleeps tonite", "Drive" i "Man of the moon". Super.

12. Lenny Valentino "Uwaga jedzie tramwaj"-płyta grupy złożonej z muzyków trzech grup:Ścianki, Myslovitz i Negatyw(z tego tylko jedna osoba). Całkiem przyjemna psychodelia, największy przebój grupy:"Dom nauki wrażeń".

13. Kult "Ostateczny krach systemu korporacji"-po ponad dziesięciu latach sławy zespołu i lidera Kazika, nagrali swoją(wg mnie)najlepszą plytę. Zresztą nie tylko ja tak twierdzę-w Trójce takie przeboje jak "Komu bije dzwon" i "Dziewczyna bez zęba na przedzie" zaszły bardzo wysoko. Potem cztery piosenki z tej płyty doczekały się osobnych wydań(na czymś więcej niż nawet EP), czyli dwa wspomniane+"Lewy czerwcowy" i "Gdy nie ma dzieci".

14. Pearl Jam "Ten"-niby grunge, czyli niby potomek Nirvany(ta płyta wyszła rok po "Nevermind"), ale jednak coś zupełnie innego. I pokazują to te wszystkie różnorodne piosenki, takie jak ballada "Jeremy", odlot "Alive" i "Once", spokojny "Oceans".

15. Puddle Of Mudd "Come clean"-o tym trudno trochę mówić, bo rzecz jeszcze świeża, i na razie mało u nas popularna, nie wiem jak za granicą. Dla niektórych nudny hard rock, dla mnie rzecz bardzo ciekawa. Co prawda raczej mało oryginalni, ale jak się słyszy takie piosenki jak "Control", "Nobody told me", "Blurry" czy najlepszy "She hates me", to to akurat już cię nie obchodzi.

16. Elektryczne Gitary "Nie jestem z miasta the best of"-nie wiedziałem na którą postawić, więc padło na składankę z najlepszymi utworami. Z bodaj czterech czy pięciu pierwszych płyt. Żałuję, że nie ma "Kilera", ale to zapewne dlatego, że powstał trochę później. Jednak świetne "Ja jestem Nowy Rok" i "Na krzywy ryj" już mogły się znaleźć. Ale i tak mamy świetne kompozycje:"Jestem z miasta"(pierwszy przebój), "Dzieci"(tekst jest zdecydowanie the best, nic go nie przebije), "Serce jak pies"(cover McCartneya")i "Co ja tutaj robię".

17. King Crimson "In the court of Crimson King"-dla jednych największym osiągnięciem acid rocka było "The dark side of the moon" Pink Floydów, dla innych właśnie "In the court of Crimson King". Ja nie jestem po żadnej stronie, ale kompozycja tytułowa jest po prostu majstersztykiem.

18. Genesis "Calling all stations"-po kilku popowych latach powrót do rockowych korzeni. Powrót bardzo dobry. A najlepsze:"Congo", "Not about us" i "Congo".

19. The Beatles "Sgt. Pepper's lonely hearts club bans"-i proszę się nie śmiać!W ogóle jak to tak może być, że kącik się nazywa "Muzyka", a o Beatlesach jeszcze nikt nie przebąkał. Obok "White album" i "Abbey road" ich najlepszy album. I dość rockowy, co potwierdzi kompozycja tytułowa.

20. P.O.D. "Satellite"-"Boom"! Tak nazywa się jeden kawałek, i myślę, że można tak określić cały album. Bo choć są numery akustyczne niemal("Guitarras de amor")czy balladki("Thinking about forever"), to jednak cała ta płyta to czad. A najlepsze:"Without jah, nothing", "Anything right", "Alive" i oczywista "Youth of the nation".

To była moja dwudziestka. Ludzie wysyłajcie też swoje dwudziestki do Hexa, zalejmy go nimi. W końcu stworzy dla nich osobny dział, a po pół roku zrobię podsumowanie-które płyty były na największej liczbie "Przesłuchań". Tylko pamiętajta, zgodnie z zasadami-każdego wykonawcy może być jedynie jedna płyta w 10-ce.


© Sunday <absurt@interia.pl>