***Agent NTO w akcji z metalami***


Powiadali, że to prosta misja. Mówili, że tylko tam pójdę i sie przyjrzę. Ale dlaczego mi nie powiedzieli, że wróce przerażony?!
Wstałem rano. Zjadłem śniadanie i napiłem się... soku. Obserwowałem słońce. Nic nie zapowiadało, że ten dzień utkwi mi w pamięci po wsze czasy. Nic prócz mojej skrzynki e-mail. A treść listu z mojej tajnej pracy głosiła: "Dzisiaj o 22.00 odbędzie się koncert metalowy. Twoim niezwykle ważnym i super tajnym zadaniem jest przeniknięcie w ich strony i zdanie raportu na temat ich obrzędów. Pamiętaj, niech moc Shakiry będzie z tobą!" Po tych ostatnich słowach poczułem otuchę. No cóż. Takie jest życie agenta Niezwykle Tajnej Organizacji. Podeszłem do swojej szafy i kierując się myślą, że aby wejść w ich kręgi potrzebuję przebrania, zacząłem przebierać w kostiumach. A muszę powiedzieć, że miałem tego dużo. Prócz wielkich, źle skrojonych spodni z napisem HS (pozdrowienia +iommi+ :)) i stroju baletnicy, znalazłem nawet przebranie jugosłowiańskich chłopów oraz super cenne i szeleszczące hity obecnej mody- dresy.
No tak, ale przecież metale nie chodzą w dresach. Właściwie to nie wiem w czym oni chodzą... Zaraz, zaraz! Przedwczoraj widziałem jednego w sklepie monopolowym! Miał jakąś czarną koszulkę z napisem... Irlon Maifen chyba. Tak, to chyba ta nazwa. No i miał jakieś takie spodnie czarne z dziurami. Ja nie wiem, pewnie go pobili, albo co. Co on tam jeszcze miał... Tak! Te długie, czarne włosy! Pewnie farbowane (hehe:-). No i kurde na nogach miał wielkie, ciężkie buciska. Skąd ja mam wziąć ten strój?!

Mijały godziny. Już od południa siedziałem w krzakach, przed polem gdzie odbędzie się ten koncert. Bałem się, to fakt. Nie na co dzień dostaje się misje, by zobaczyć jak bawią się ci... ci... CI SZATANIŚCI (celowo przez "sz":-) Bawią się. To pewnie jakaś wielka orgia, a nie zabawa. Ja z chłopakami bawimy się kulturalnie na pięknych, wiejskich dyskotekach, a oni? Co to ma w ogóle być? Jakieś czarne ludzie, w nocy przed czarną kapelą, która śpiewa tylko...
Taak. Tańczyli już od godziny. Było bardzo ciemno i miałem nadzieję, że zachce im się spać, ale oni mi na złość tańczyli nadal. Ba! Robiło ich się coraz więcej i zdawało mi się, że zyskują nowe siły. Tylko do czego oni tak tam tańcują? Muszę podeść...

Moje podejście nie było przemyślane. Stanąłem pod głośnikiem, który odrzucił mnie na pięć metrów. Zdążyłem tylko usłyszeć słowo: "szatan". I potwierdziły się moje obawy. To zwykli szataniści, czy okultyści. A ten zespół... Zaraz, jak oni się nazywają? A tak. "Black Sabbath" to pewnie jeden wielki Czarny Ołtarz. Jestem pewny, że zaraz zadźgają jakąś piękną dziewczynę z 2 metrową tapetą na twarzy i ogromnie głęboką osobowością. No przecież platynowe blondynki, które słuchają Shakiry są ekstra.
Wróciłem do swoich krzaków. Sam nie wiem, dlaczego tak się bałem, przecież jestem ubrany tak jak oni. Mam nawet koszulkę z napisem: "Michał Wiśniewski". To pewnie ich idol, albo co. Ten idol to niech się nawet nie umywa do wokalisty zespołu "Ich Troje". Jak on miał? Eee, zapomniałem, ale wiem jedno. Ten metalowy Wiśniewski to jakiś bęcwał. (jak widać ludzie mówiący, że wiedzą wszystko nie wiedzą nic :-)
Co tam się dzieje?! Jejciu! Oni chyba się nawzajem zabijają! To ma być taniec? To przypomina przywoływanie deszczu, tyle, że na szybkim podglądzie... Boję się tam podejść. A jak mnie zjedzą?
Odmówiłem kilka zdrowasiek do Shakiry i ruszyłem na spotkanie zła wcielonego. Wygramoliłem się z krzaków i podeszłem do sceny. Stałem dość daleko od szarżującego tłumu i przyglądałem się ich obrzędom. Najpierw w oczy rzucili mi się ci, co tak dziwnie łomotali głową. Tak jakby chcieli coś z siebie zrzucić. Nie wiem, może mają łupież? Kurcze, chyba zapoznam ich z moim urologiem.
Dalej widziałem ludzi, którzy chaotycznie (i bardzo gwałtownie) skakali z wzniesionymi rękami. A potem jakić szatanista złapał się barierki i wykonywał te same skoki z pochyłem do przodu. Wyglądało to tak, jakby coś w niego wstąpiło, a on przeżywał dziesięciokrotny orgazm.
Kolejną formą ich obrzędów było skakanie w nogi na nogę. Jedni mieli te wielkie buciska, a drudzy zwykłe trampki, tak więc czasami ktoś zaryczał z bólu. Ale to samo skakanie było dość dziwaczne.Tak jakby na jednej nodze musieli chodzić. Jednak to co ujrzałem potym, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Gdy jakiś czarny osobnik na scenie rąbnął w tą swoję gitarę, to metale zaczęli przypominać program "Amerykańskie zapasy". Czasami ktoś się przewracał, jednak zaraz go podnosili. To pewnie dlatego, że nie chcieli sobie brudzić butów jego krwią. Nie wiem jak oni tam mogli nadążyć nad tępem tego grania. Wreszcie postanowiłem wrócić do swoich krzaków. Teraz musiałem czekać na jakieś morderstwa, wtedy będę miał na nich dowody i metale pójdą do kicia! Uhaha...

Udało mi się podsłuchać pewnej rozmowy dwóch metalów. "Mówię ci - powiedział jeden. - jestem pewny, że hs'y coś wykonbinują". Nie mogłem sobie przypomnieć co oznacza "hs". "Przesadzasz. Pewnie siedzą na tych swoich blokowiskach i wciągają kolejne dawki". Odrzekł drugi. "Pewnie masz rację" - powiedział ten pierwszy i nagle spojrzał w moją stronę. "Ej, człowieku podejdź tu!" Sparaliżował mnie strach. Z trudem zdobyłem się na podejście do facetów w czerni. "Czemu siedzisz w krzakach?" - zmierzył mnie badawczym spojrzeniem, a było w nim coś, co bardzo mi się spodobało. Było mądre. "Ee... No ja właśnie..." - zacząłem, ale drugi mi przerwał: "Za dużo pijesz człowieku, chodź pod scenę." I pociągnęli mnie pod estradę. Teraz to już prawie się przewracałem ze strachu. Otoczyli mnie ci metale i stanąłem w centrum. Potem usłyszałem kawałek piosenki, a moją głowę wypełniły dziwne uczucia. Nie mogłem się powstrzymać, ale to zaczynało mi się podobać! Walcząc przez chwilę z samym sobą, dałem za wygraną i dołączyłem do tłumu skandującego imię: "Ozzy". Pewnie jakaś nazwa demona. (Prawie trafił, nieprawdaż? :-)

Obudziłem się z bólem głowy. Cholera, co się działo? Ktoś wyciął mi z pamięci wczorajszą noc. Dźwignąłem się i spojrzałem na otoczenie. Byłem w rowie... Potem zdałem sobie sprawę, że nie mam mojej bluzy z Wiśniewskim. (Później znalazłem ją w zgaszonym ognisku). Rozpoznałem otoczenie. Byłem przed polem koncertowym, ale ani ludzi, ani nawet sceny już nie było. Wróciłem do domu, odpaliłem komputer i przeczytałem e-maila. "Pakuj się! Masz super niezwykle tajną misję. Musisz jechać na Castle Party. Grają tam jakiś death metal. Dowiedz się, co to jest..." Nie miałem siły by płakać...

Parę słów wyjaśnień. Powyższy text jest sytuacją zupełnie zmyśloną, aczkolwiek pokazałem w niej, niektóre z zarzutów wystawianych przez ludzi, którzy nic nie wiedzą o tej muzyce. Sami przyznacie, że stereotyp metala jest dość ee... brudny :) Mam nadzieję, że odetchnęliście trochę od poważnych artów... Śmiech to zdrowie :)


© Reksio Dogi - Maniak Finalów.