Notre Dame - "Le Theatre Du Vampire"
Notre Dame - na zespół natrafiłem zupełnie przypadkiem - gdzieś usłyszałem, że grają
w stylu Cradle Of Filth. Zdobyłem ich płytę "Le Theatre Du Vampire", po której tytułach utworów przekonałem się,
że z Kredkami nie łączy ich tylko image, ale również zainteresowanie wampiryzmem.
Jak głosi tytuł mamy doczynienia nie tyle z wampirami co z "teatrem wampirów".
Nazwa ta doskonale obrazuje nam zawartośc płyty - groteska i czarny humor. Te dwa określenia mają
swoje odzwierciedlenie w utworach.
Kawałek tytułowy wprowadza nas w ten teatralny świat - świetne chórki, podkreślające niesamowitą atmosferę
panującą od początku do końca na tej płycie.
Ciekawym urozmaiceniem są przerywniki w postaci krótszych kompozycji (ok.2min) okraszonych dawką
czarnego humoru:"Bouffoon Bloody Bouffoon" (czyżby francuska odpowiedź na "Sabbath Bloody Sabbath",
a może "Roots Bloody Roots? ;-)) ; "I Bring Nosferatu You" z wokalistą z przepitym głosem i chórkiem dziecięcym.
Do tej serii przerywników nawiązuje utwór"Black Birthday (hip hip hooray)" przez te słowa w nawiasie;-).
Teraz pora na moich faworytów: "Vlad The Impaler" (w tym miejscu pozdrowienia dla Księcia Palownika;-))
to wg. mnie najlepszy utwór na tej płycie. Nie jest zbytnio urozmaicony, ale ten żywy, motoryczny riff i loopy
rozłożyły mnie na łopatki. Mamy tu tajemniczą Vampirellę, która w formie recytacji przedstawia nam historię
owego Vlada (BTW: o Vampirelli napisano, że seksowny głos tej 25 letniej tancerki i piosenkarki sprawi,
że Wasze spodnie będą mokre! - to chyba wystarczająca rekomendacja tego albumu, ale kogo jeszcze nie przekonałem
zapraszam do dalszego czytania ;-).
Kolejnym kandydatem do miana faworyta jest"A Sleigh Ride Through Transylvanian Winterland"- ten utwór z pewnoscią
przypadnie do gustu fanom Kredek. Jest rozbudowany, wokalista śpiewa podobnie do Daniego, mamy przejmujące chórki i klawisze.
Ten sześcio minutowy utwór po prostu zabija (w dobrym tego słowa znaczeniu ;-)). Następnie mamy zupełnie nie pasujący do całosci
"Dusk". Jest całkiem odmienny stylistycznie od reszty utworów - cięzkie gitary gdzieś przepadły, ale klimat nadal pozostał, jest mrocznie i tajemniczo
(może to głupio zabrzmi, ale refren przypomina klimaty rodem z płyt Guns'n'Roses). Mój ostatni ulubieniec to "Faust - The Ghostwriter".
Zaczyna się organowym intrem, potem mamy "new-metalowe" riffy i "przerażajacy" wokal. W końcówce następuje krótki odpoczynek od "młócki"
i pojawia się fragment grany na fortepianie. Ostanie dwa utwory można by zaliczyć do blacku, chociaż nie do końca
(jednak jakiekolwiek szufladkowanie tego albumu mija się chyba z celem, gdyż jest to tak różnorodna płyta, że nie sposób przypisać ją w pełni nawet do
metalu). W tych dwóch utworach, oprócz typowych balckowych zagrywek, znalazły się elementy z odmienne gatunkowo. W końcówce "Sisterhood" mamy
30 sekundowe outro w postaci walenia w perkusję przy akompaniamencie bijących dzwonów (ufff...), natomiast "Spdirella's XXX" to 15 minutowy utwór, który
uświadamia nam, że w zespole drzemie ogromny potencjał oraz że nie są tylko bezmyślną kalką Cradle Of Filth, oni są ich doskonałym rozwinięciem...
Ocena: 9/10