*** Manowar - "Warriors Of The World" ***
Na okładce jak zwykle widnieje muskularny
wojownik - tym razem natarczywie kojarzy się z motywem z Kings Of Metal...
To ostatni album Manowar i zarazem jeden z lepszych. Po nieudanych płytach najgłośniejszy
zespół świata wraca do swoich korzeni i kopie w dupę! Na CD znajdziemy 11
dobrych utworów z czego dwa lub trzy są pretendentami do miana hiciorów. Mam
na myśli dwie ostatnie kompozycje 'House Of Death' i 'Fight Until We Die' oraz
utwór tytułowy, który swoim klimatem bije na głowę niektóre hity z
Fighting The World czy Kings Of Metal.
Stylu Manowar nie trzeba chyba nikomu opisywać - typowe metalowe hymny. Każde nagranie jest komuś zadedykowane np. 'The Fight For Freedom' to bardzo przyzwoita ballada poświęcona ofiarom tragedii z 11 września 2001 oraz ich rodzinom. Jest jeden kawałek zaśpiewany po łacinie ('Nessun Dorma') oraz parę utworów związanych z mitologią skandynawską. W ogóle słuchają całej płyty i czytając teksty utworów można odnieść wrażenie, że album zabarwiony jest klimatem nordyckim. Eric śpiewa, że jesteśmy synami Odyna, albo prosi Thora o śmierć z mieczem w dłoni. Spotkamy też Valkirie i odwiedzimy Valhalle. Jak się ktoś tym interesuje i zna trochę historię Wagerów może mieć przy słuchaniu muzyki i śledzeniu tekstu niezły ubaw. Taka bajka, ale świetnie się tego słucha. Vikings rulez!
Po raz kolejny przekonałem się też, że kiedy mamy do czynienia z wytwórnią Nuclear Blast wszystko jest ok. Począwszy od okładki oraz stylistyki płytki (cała czarna ze srebrnymi napisami), a skończywszy na jakości zapisanego dźwięku. Jedyną wadą albumu są krótkie wypełniacze instrumentalne, ale to charakterystyczne dla Manowar i fani zdążyli się już chyba przyzwyczaić. Płytka zdecydowanie trzyma poziom swoich najlepszych poprzedniczek.