*** Björk - "Vespertine" ***
Gatunek: mieszanka (coś z trip-hopu, popu, awangardy i muzyki chóralnej, wszystko to doprawione sporą dawką elektroniki w wykonaniu Matmos)
Spis utworów:
1. Hidden Place
2. Cocoon
3. It's not up to you
4. Undo
5. Pagan poetry
6. Frosti
7. Aurora
8. An echo a stain
9. Sun In my mouth
10. Heirloom
11. Harm of will
12. Unision
Do napisania tego textu zainspirowała mnie pierwsza recka Björk, jaką zobaczyłem w waszym magazynie. Myślałem że nikt z czytelników nie lubi/zna Björk, ale na szczęście nie jestem sam. Ostatnia płytę Björk pt. "Vespertine" kupiłem od razu po jej ukazaniu się w Polsce, ok. rok temu. Miałem więc dużo czasu na głębokie poznanie płyty. Mogłem ją porównać z poprzednimi wydawnictwami islandki. Różnica jest duża (choć tak naprawdę to każda płyta Björk jest inna: jazzowy "Gling gló" taneczny "Debut", mroczny "Post", pokręcony "Telegram", zimny i smutny "Homogenic", no i ta najnowsza płyta). Vespertine, jak wskazuje tytuł, najlepiej słucha się wieczorem, w ciepłym pomieszczeniu, w półmroku (jak ja teraz!). Płytę rozpoczyna Hidden Place. Niesamowity utwór. W teledysku obcięto mu jedną - uważam że najlepszą zwrotkę. Smutny utwór z poetyckim testem. A w tle czasami słychać efekty dźwiękowe powstałe z odgłosu tasowanych kart (a skąd to wiem? Odsyłam do koncertu "Björk live at The Royal House Opera" - był ostatnio na Canal+) i inne niesamowite odgłosy. Następny utwór to Cocoon. Jest chyba najbardziej liryczną pieśnią na płycie. Björk wydobywa ze swego gardła piękny głos stwarzający bardzo intymną atmosferę. W tle słychać ambientową muzykę a jako beat robią elektronicznie zrytmizowane puknięcia i stuknięcia. Genialny utwór. Następny kawałek "It's not up to you". Nie jest taki smutny jak poprzednie kawałki. Ładna piosenka. Gdyby ktoś to zremisował mógłby powstać dyskotekowy hit, ale na szczęście nikt czegoś takiego nie zrobił i utwór jest mało taneczny (nic na tej płycie nie nadaje się do tańczenia) i świetny. Podoba mi się refren i końcówka w której Björk śpiewa: "ther is too much" (?). Następny kawałek: Undo. Jezu jak ja kocham ten utwór. Ta melodia, ta muzyka, te elektroniczne dodatki, ten połamany i przyciszony rytm. Pieśń melancholijna. Jedyne do czego mogę się przyczepić to zbyt uwydatniony chór tak gdzieś pod koniec. Sam koniec genialny. Wszystko staje się cichsze. No brak mi słów. Kolejny kawałek "Pagan poetry" ma dość ciekawy teledysk (wariacja na temat przekłuwania ciała pomieszana z tańczącymi kreskami na białym tle, no i groteskowe ostatnie ujęcie). Kto widział, wie o co biega. Björk pokazuje się tam topless. Sam utwór raczej mi się podoba ale jakoś szczególnie się nim nie zachwycałem. Podoba mi się moment kiedy Björk śpiewa "i love him, i love him". W ogóle ten kawałek jest nawet nie zły ale... Kolejny utwór to instrumentalny Frosti zrobiony tylko i wyłącznie za pomocą "mjuzik boksu" (chyba katarynka albo cos w tym stylu). Aurora. To kawałek który zaczyna się odgłosami które wydaje człowiek idący w śniegu. Przyjemny, zimny utwór. W nim też słychać odgłosy z tej kataryynki czy czegoś tam, ale one nie dominują. Dominuje głos björk i "śnieżny beat". Kolejny utwór, uważam że świetny, An Echo a Stain. Zaczyna się spokojnie - Björk + chór + dodatki elektroniczne. Dopiero w refrenie rozpoczyna się "dramatyczna częsć utworu". Warto posłuchać gdy Björk śpiewa "Im sorry you saw that, Im sorry he did that" (?). W samym kawałku jest dość dużo elektroniki, a pod koniec nieśmiało brzdąka harfa. Tekst następnego kawałka to wiersz awangardowego poety E.E. Cummingsa. Utwór "Sun In my mouth". Leciutko elektroniczny, głownie grany na katarynce (może to pozytywka??) i harfie. Dziesiąty utwór, Heirloom, różni się od poprzednich kawałków. W pewnym momencie brzmi jak postrock (!). Genialna piosenka. Zarówno w warstwie dźwiękowej, jak i tekstowej. Opowiada o powracającym śnie artystki. Następny kawałek Harm of Will podoba mi się najmniej (choć też jest fajny: Björk tam śpiewa). Jest jakiś taki... nie wiem . Można go trochę porównać do sun In my mouth ale mimo wszystko jakos szczególnie nie szaleje za tym utworem. No i ostatni kawałek Unision. Świetnie kończy płytę. Kawałek z pogranicza popu i awangardowej elektroniki. Pierwszy chyba na płycie, naprawdę optymistyczny (mówię o melodii. Tekst też jest dość pogodny, lecz skłania do refleksji.). Uwielbiam tą piosenkę.
Jak widać z tekstu, stosunek do płyty i do Björk mam baaardzo pozytywny. Vespertine jest dosyć trudną płytą. Ale gdy się ją pozna, to fascynuje i urzeka. Björk swoim głosem genialnie buduje nastrój. Szkoda że na płycie nie znalazło się też kilka kawałków które mam na najnowszych singlach. Jest tam świetny "Mother Heroic", "Generous palmstroke", "Domestica" (klimatem zbliżona do Unision), czy śpiewany po islandzku "Verandi". Jest tam też wiele innych kawałków na które warto zwrócić uwagę. Dlatego nawołuje: KUPUJCIE SINGLE. I apropos pytanie: ma ktoś singiel Björk "Alarm Call" albo teledyskową wersję tego kawałka? Pilnie poszukuje, jak kto ma to podaje email bjorkman@wp.pl. Jak by co to ja mam dość rzadką płytę Björk "Gling Gló" (w Polsce się nie ukazała) i Sugarcubes "life's too good" (nie wiem czy się ukazała).
Pozdrawiam wszystkich fanów islandki i innych którzy przeczytali ten text.
Takk fyrir!