Arch Enemy - "Wages Of Sin"


Wyklęte w dawnych czasach przez blackowców szwedzkie zespoły death metalowe, nadal kontynuują swoją muzyczną krucjatę. Kontynuują i to jeszcze z jakim rezultatem!
Zespół Arch Enemy jest stosunkowo młodą grupą, której początki sięgają 1996 roku. No może nie początki, ale to właśnie wtedy wypłynęli na szerokie wody rynku muzycznego z debiutanckim krążkiem "Black Earth". Album zyskał przychylne recenzje i komentarze. Nic dziwnego, przecież prezentowali bardzo modny, w tamtych czasach, styl (zapoczątkowany przez In Flames), a mianowicie melodyjny death metal.
W roku A.D. 2001 uraczyli nas czwartą studyjną płytą. W składzie zaszły "drobne" zmiany. Otóż na miejsce wokalisty (Johan Liva) zwerbowali osobnika płci przeciwnej! Tak, tak. Arch Enemy jest jednym z niewielu zespołów death metalowych, w którym role gardłowego pełni kobitka - Angela Gossow! Wcześniej widziałem ją na zdjęciach i w życiu nie przypuszczałbym, że z tak łagodnej blondyneczki, powstanie świetnie growlująca bestia. Choćbym nie wiem jak bardzo chciał wydobyć z siebie takie dźwięki, to za cholerę nie mogę nawet w połowie "zacharczeć" tak jak ona (Burek pomocy:-).
12 wspaniałych, świetnie skomponowanych utworów to jest, to co tygryski lubią najbardziej. Z pewnością zasługa leży również, a może przede wszsytkim, po stronie braci Amott (Michael i Christopher), którzy zajmują się tworzeniem muzyki. Ich wspaniałe riffy, świetne melodyjne solówki ("Lament Of A Mortal Soul") dodają niepowtarzalnego uroku tej płycie. Muszę tu jeszcze wspomnieć o perkusiście (Daniel Erlandsson), który jak na ironię jest byłym członkiem In Flames. Świetnie rozporządza tempem i rytmiką na albumie. Kiedyś myślałem, że dobrze zrobił opuszczając Płomienie, jednak słysząc jego grę na "Wages Of Sin", to widzę, że w porównaniu z debiutem, w In Flames, zrobił niesamowite postępy i teraz zachwyca niebanalnymi pomysłami.
A wracając do albumu, mogę śmiało uznać tą płytkę za najlepszą jaką słyszałem w pierwszej połowie 2002 roku (w drugiej połowie mam nadzieję, że miejsce to zajmie nowy krążek In Flames). Utwory takie jak "Heart Of Darkness", "Savage Messiah", "The First Deadly Sin", "Shadow And Dust" stoją na bardzo wysokim poziomie. Na płycie mamy jeszcze instrumentalny, spokojny kawałek ("Snow Bound"). Który może niezbyt pasuje do całości płyty, ale pomimo tego fajnie się go słucha. Arch Enemy ustawił wysoko poprzeczkę wszystkim zespołom grającym ten rodzaj muzyki. Od czasu "Clayman "- In Flames, bez wątpienia jest to najlepszy album wywodzący się z nurtu szwedzkiego, melodyjnego deathu.

Ocena: 10/10


© kaReL [[jotun@terramail.pl]] [[www.jotun.terramail.pl]]