*** Atak sk8 na...mnie - komentarz ***
Muszę przyznać że chociaż nie mam w zwyczaju angażować się emocjonalnie w sprawy które mnie bezpośrednio lub choć trochę pośrednio nie dotyczą, historia opowiedziana przez Freyę
[sorry jeśli nie powinienem tego odmieniać ale tak mi pasowało] po prostu mnie zdenerwowała, żeby nie powiedzieć dosadniej.
Nie da się w mojej szkole przejść korytarzem i nie spotkać conajmniej 15 osobników w czapkach i obwisłych spodniach nazywających siebie dumnie mianem "skate'ów", "sk8-ów", albo jeszcze innym, budzącym podziw określeniem. (<-wyjaśniam że słowo "podziw" występuje tu wyłącznie w charakterze ironii) Inaczej sprawa ma się z metalami, których na całą szkołę jest może z 15. Należę do mniejszości, i od czasu do czasu również zdarza mi się usłyszeć od jakiegoś fana hh opinię o 'mojej' muzyce.
I właśnie, jeśli jakiś zatwardziały sk8 z mojej klasy powie mi z uśmiechem: "Eee, idź ty tam z tą swoją muzyką, jak mógłbym tego słuchać skoro nawet nie rozumiem co tam wrzeszczą" to... w porządku. Nic do niego nie mam. Najwyżej odpowiem coś również lekkim tonem w rodzaju "Dobra, dobra, już cicho bądź i daj mi słuchać". To jego zdanie, niech sobie myśli co chce.
Jeśli natomiast usłyszę że słucham "pierdolonej" muzyki, albo że jestem debilem bo ta muzyka jest na dodatek "satanistyczna", to niefajnie.
I po tej dość długiej dygresji wracam do tematu. Freya (mam nadzieję że to czytasz), jeśli taka sytuacja zdarzyłaby się przy mnie (chodziłem w minionym roku szkolnym do 3 gim), albo przy jakimkolwiek innym metalowcu to jestem na 100% pewien że ten cały S8 opuściłby tamto miejsce w trybie natychmiastowym, w międzyczasie słysząc opinię o hip hopie z którą mógłby nie do końca się zgadzać. I NIE, to nie świadczy o tym, że metalowcy wszystko załatwiają za pomocą glanów, biją kogoś itp. Po prostu przynależność do tej subkultury się czuje, zwłaszcza w takich sytuacjach i jeśli ktoś obraża to w co wierzę, albo kogoś w tym sensie jest podobny do mnie - przykro mi, nie pozwolę mu na to.
Chciałbym też odpowiedzieć na kilka "argumentów" przeciwko metalom, które choć bezpodstawne, słyszę nader często. Uwaga: być może ktoś już wcześniej odparł te argumenty, ale cóż - najwyżej zrobię to jeszcze raz.
Bezsensowne walenie gitarą w bęben itp.
O, nie, utwory metalowe jak najbardziej grane są tak jak zostały napisane, a ludzie którzy je piszą też nie robią tego bez ładu i składu. Naprawdę bardzo trudno jest stworzyć taki kawałek, a jeszcze trudniej zagrać (wiem co mówię). Freya powiedziała że "muzyka tworzona przez te zespoły jest przemyślana i wykonana z precyzją, trzeba się w nią wsłuchać". Nie ująłbym tego lepiej, i niech nikt mi nie mówi że Metallica nie ma żadnego brzmienia, kto nigdy nie doświadczył tego wspaniałego uczucia kiedy organizm dostraja się do tego specyficznego, genialnego rytmu. Jeśli jesteś skejtem i to czytasz to nie wysilaj się bo i tak nie zrozumiesz.
Coś tam wrzeszczą, nawet nie wiadomo co
Takie opinie słyszę często. Widzicie, taki argument może miałby jakiś sens, gdyby nie jeden szczegół: MY zazwyczaj rozumiemy, o co chodzi w tekście, ten natomiast wcale nie jest bezsensowny. Przeciwnie, często ma wiele wspólnego z poezją (w pozytywnym sensie). Oczywiście, zdarzają się wyjątki gdzie rzeczywiście jest tylko trochę wrzasku, ale one także nie są bezsensowne".
To wszystko jest satanistyczne, mroczne, pesymistyczne itp.
Owszem, jest sporo takiej muzyki w metalu. Ale to tylko część. Większość metali słucha nie-satanistycznych zespołów (choć szanuje tych co słuchają). Poza tym denerwuje mnie kiedy w piosence o dość smętnej melodii wokalista śpiewa "It can't rain all the time" a ktoś mi mówi że ten utwór jest pesymistyczny.
Metale to jacyś debile, chuligani, którzy robią rozróby
NIE. I nie będę długo tego wyjaśniał, bo kilka osób już o tym pisało. Panuje o nas niezbyt dobra opinia, ale myślę, że nie warto się tym przejmować. Mi wystarczy ta wymiana spojrzeń kiedy mijam 'swojego' na ulicy, nawet jeśli osobiście go nie znam. Wystarczy mi że ci, którzy mają podobne zainteresowania odnoszą się do mnie z sympatią. A co do głosów, że to my zaczynamy wojenki związane z muzyką: Żaden prawdziwy metalowiec nie podchodzi do chłopca-w-krótkich podżelowanych-włosach-i-butach-na-koturnach-ew.-w-błyszczącym-dresie ze słowami "jesteś pedałkiem", nawet jeśli tak myśli.
Uff. Chyba wyrzuciłem już z siebie wszystko co chciałem, teraz jeszcze
tylko parę spraw:
- sorry dla normalnych skejtów (jeśli tacy są), którzy nie wtrącają się i nie obrażają innych nic o nich nie wiedząc,
- tekst ten wyraża moje własne zdanie i każdy ma prawo się z nim nie zgodzić [oprócz tych co słuchają hh :-P],
- zgadzam się z Idanow'em ("Hate clouds our minds"), iż problem tkwi w nierozumieniu, stereotypach itp.
No, ku uldze niektórych i uciesze innych - tutaj moje przemyślenia skończę. Jeśli ktoś chciałby się ze mną zgodzić niech napisze - dreck@xl.wp.pl, lub odniesie się do tego tekstu na łamach kącika muzycznego w AM.
PS. Pozdrowienia ode mnie: Freya (za świetny tekst, plz napisz cos wiecej :-)); Idanow (za pierwsze spojrzenie na problem trzezwo i na luzie)