Gourry zaciekawiony spojrzał wgłąb pokoju. "Wszystko w porządku z pokojem. Więc co on przed chwilą zrobił?"
"Daj mi zobaczyć..." Podążyłam za nim i zamurowało mnie, gdy zobaczyłam co się stało. Gourry miał rację - nie było w nim niczego podejrzanego. Zasłane gładko łózko, ramy okna pomalowane na biało. NIC się nie zmieniło. Pokój wyglądał dokładnie jak przed moim rzuceniem Fireball'a. Jeśli zostawilibyśmy go jak po pożarze, właściciel karczmy z pewnością nie byłby pocieszony. Nie miałam pojęcia co robić. Nie wiem w jaki sposób, ale Czerwony Kapłan Rezo przywrócił pokojowi jego dawność. "Cóż za niewiarygodny facet..." mruknęłam.
"Co jest takiego w nim niewiarygodnego?"
Westchnęłam. "Wyjaśnie ci to jutro. Chodźmy już spać. Brak sny ujemnie wpływa na zdrowie i urodę." Zamknęłam drzwi od swojgo pokoju, weszłam do Gourry'ego i usiadłam w rogu.
"Hej, mała dziewczynko! To mój pokój!"
"Wiem."
Najwyraźniej odebrało mu mowę. "..."
"Jeśli pozostanę w swoim pokoju mogą ponownie zaatakować."
"Nawet jeśli będziesz w TYM pokoju..."
"Będę bezpieczniejsza z tobą niż bez ciebie."
Nie mógł się nie zgodzić. Odpowiedziało mi wetchnięcie. "W takim razie połóż się na łóżku. Ja prześpię się na podłodze."
"Nie mogę tego zrobić! To twój pokój!"
"Okay." powiedział widząc, że i tak mnie nie przekona. Przeszedł w drugą część pokoju i ułożył się na podłodze.
"Dlaczego nie śpisz na łóżku?"
"Głupiutka. Jak mógłbym pozwolić sobie na spanie w łóżku, gdy dziewczyna jest skazana na podłogę?"
Uśmiechnęłam się do siebie. "Rób jak chcesz. Dobranoc, Gourry."
"Dobranoc, mała dziewczynko." Gdyby tylko przestał traktować mnie jak dziecko byłby nawet znośny...