Autor - Hajime Kanzaka
Pierwsza publikacja - 2 luty 1990
Tłumaczenie na angielski - Yuu-chan
Tłumaczenie na polski - Sara
Materiały pobrane ze Slayers Universe wraz ze zgodą na publikację.
Rozdział 2
"Czarne charaktery wciąż będą cię prześladować, nawet jeżeli jesteś przygotowany..."
str.7
Kapłan pstryknął palcami, co obudziło trolle i mężczyznę. Jednak miast nas zaatakować udali się do wyjścia, jak gdyby w transie. "Wygląda na to, że są wysłannikami Zelgadissa..." powiedział cicho.
Ponownie to imię... "Znasz go?" zapytałam.
Kapłan potwierdził. "Oczywiście, że tak. On... on planuje użyć przedmiotu, który posiadasz dla wskrzeszenia Ciemnego Lorda Shabranigdo. On jest... moim przeciwnikiem."
Ta wiadomość przygniotła mnie niczym tony kamieni. Lord Shabranigdo... o rany. Mimo to Gourry wyglądał tak jak zwykle - zmieszany i nie rozumiejący niczego. "Co to? Ten Sha... Shara... Shabracośtam?"
"Wyjaśnię ci to później!" rzuciłam w jego stronę zimne spojrzenie. Odwróciłam się ponownie w stronę kapłana. "Czy to co powiedziałeś... czy to jest prawda?"
"Najprawdziwsza. Zelgadiss urodził się jako chimera, fuzja golema i niebieskiego demona. Ma zamiar wskrzesić króla Mazoku by zyskać moc potrzebną mu do obrócenia wszystkiego w... chaos."
Nie mogłam w to uwierzyć. To przecież jest... szalone! "Dlaczego miałby chcieć zrobić coś tak głupiego...?"
Kapłan potrząsnął głową. "Nawet ja tego nie wiem. Jednak jestem pewien, iż jest on naszym podstawowym wrogiem."
"Skoro tak sądzisz, jakie masz ku temu podstawy? Co takiego zrobił tobie?"
"Jestem kapłanem." odpowiedział. "Więc nie mogę dopuścić do powodzenia pomysłu wskrzeszenia Shabranigdo."
Hmm... jednak wydawało mi się to podejrzane. "Tak więc oferujesz się do wspólnej walki?" Położyłam ręce na biodrach, a Gourry... nie miał nic więcej do roboty niż stać tam.
Kapłan zaprzeczył. "Nie, absolutnie nie. Dowiedziałem się, że wasza dwójka przez przypadek weszła w posiadanie owego 'klucza' potrzebnego do powodzenia strasznej misji, w wyniku czego staliście się wrogami Zelgadissa."
"Racja."
"Djacie mi 'klucz'. Dzięki temu przestaniecie być w to zamieszani."
"Czyż nie łatwiej byłoby po prostu go zniszczyć?"
Kapłan zareagował dość emocjonalnie na moje słowa, co nieco mnie zaskoczyło. "Nie rób tego! To jest właśnie sposób na wskrzeszenie Ciemnego Lorda!"
"Ale jeśli oddam ci przedmiot, będziesz musiał sam stawić im czoło!"
Na jego ustach zagościł słaby uśmiech. "Nie martw się. Może i są silnymi przeciwnikami, lecz ja - Czerwony Kapłan - raczej z nimi nie przegram."
Wow, ten wieczór była naprawdę pełen niespodzianek... Czerwony Kapłan? Nareszcie uświadomiłam sobie kim on jest. "Ty jesteś Rezo, Czerwony Kapłan?"
"Tak mnie nazywają" odpowiedział uśmiechając się. Czerwony Kapłan Rezo... zawsze obnoszący się w czerwieni. Posiadał moc porównywalną z głównym kapłanem Saillune, lecz nie posiadał własnego królestwa. Podróżował po całym świcie pomagając potrzebującym. Obok białej magii kapłańskiej w jego wiedzy leżała również magia czarna i szamanizm. Jeden z Pięciu Wielkich Mędrców. Jego jedynym utrapieniem było to, że był niewidomy od urodzenia... Jego imię było legendą, nawet każde dziecko znało Czerwonego Kapłana.
Z zadumy wytrąciło mnie lekkie szturchnięcie z tyłu... To był Gourry, który patrząc na mnie zmieszany, zapytał: "Czy on jest kimś sławnym?"
Z szoku prawieże zemdlałam. Jednak udało mi się go zbyć złośliwym "Wyjaśnię to później!" Ponownie kontynuowałam rozmowę z Rezo. "Będziemy walczyć z tobą!" Pomimo mojego entuzjazmu on nie wydawał się być zadowolony. "Nie możemy się teraz po prostu odwrócić na pięcie i odejść..."
Czerwony Kapłan wydawał się być jednak niezbyt uradowany. "Dziękuję wam, ale..."
Postanowiłam nie ustąpić. "Nie to, żebyśmy w ciebie nie wierzyli, ale wskrzeszenie Ciemnego Lorda nie jest czymś, co można zignorować. Wiem, że mogę ci pomóc jedynie odrobinkę, ale chciałabym być potrzebna."
Jego mina zdawała się zdradzać pogłębiające się zakłopotanie. "Mimo to..."
"Proszę, o nas nie musisz się martwić! Posiadam pewną wiedzę magiczną, a Gourry jesy doświadczonym najemnikiem. Obiecujemy ci nie przeszkadzać."
"Dobrze, skoro tego chcecie." zgodził się z głębokim westchnieniem.
Uśmiech zagościł na moich ustach. "W takim razie będziemy razem walczyć!" Gourry ponownie pociągnął mnie za pelerynę, ale postrałam się to zignorować.
"Pozwólcie, że zaopiekuję się 'kluczem'" zaoferował się, ale odmówiłam. Jego reakcja była dość niewyraźna, więc postanowiłam mu wszystko wyjaśnić.
"Oni nie wiedzą, że od teraz pracujemy razem. Możemy być celem, a ty będziesz nas sekretnie wspierać."
"Ale wtedy wy dwoje będziecie w niebezpieczeństwie. To ja mogę być..."
"Nie. Jeśli ty będziesz posiadał 'klucz' oni dowiedzą się o naszym współzawodnictwie. Jeśli tak się stanie zaczną być bardziej podejrzliwi i cały plan z byciem 'celem' nie wypali."
"To prawda, ale..."
"Panie kapłanie, proszę mieć nade mną litość!" Większość ludzi raczej by się na to nie złapało i odpowiedzieliby 'nie', ale miałam przeczucie.
Kapłan westchnął. "Dobrze. Wtakim razie niech pozostanie to w waszych rękach." Po wypowiedzeniu tego zdania poszedł w stronę mojego pokoju. Co on chciał zrobić...? Wziął mały przedmiot i wrzucił go do pokoju, po czym zamknął drzwi. Czerwony Kapłan zaczął wypowiadać zaklęcie... brzmiało podobnie do Resurrection, lecz... Po chwili skończył, lecz wydawało się, że nic się nie wydarzyło. "Powinieniem już wrócić do swojego pokoju. Od jutra zacznę być waszym tajmniczym sprzymierzeńcem. Dobranoc." Odszedł znikając w ciemnościach korytarza.