- Dlaczego mnie śledziłaś? - Rzekł po dłuższej chwili. - Zastanawiam się... Dlaczego...? - Dlaczego mnie... nie zabiłeś? - Idiotka!!! - I tylko, dlatego narażałaś swoje życie! - Nie martw się. Była pod moją opieką - Wtrącił Ken-Kun. - Rzekłbym, że to bardziej ty narażałeś swoje - Dopowiedział po chwili z uśmiechem. - A kto mówi, że chciałem ciebie zabić? - Rzekł również z uśmiechem Kizuna. - Każdy wie, że nie ma w metropoli osoby, która po usłyszeniu tej melodii miałaby czas o niej cokolwiek powiedzieć. - Hahaha - Roześmiał się głośno Kizuna. - A kto mówi, że zdążył komuś opowiedzieć? Ta wypowiedź zbiła, Eve z tropu. Nie wiedziała, o co mu chodzi. - Czyżby poza nami był tam ktoś jeszcze? Czwarta osoba? Dlatego tak szybko znikłeś? Musiałeś go zabić?! - Ciągnęła Eva Kizuna lekko się zaniepokoił, a po chwili twarz jego, jeszcze przed chwilką roześmianą przeszedł grymas rannej ręki i złapał się za lewe biodro. - Nic ci nie jest. Jesteś rannny? - Wypytywała Eva. - Idiotka!!! - Dlaczego chciałaś mnie zabić tym sztyletem? - Przez ciebie... - Nie... wiem - Wtrąciła dziewczyna - To było silniejsze ode mnie . To jest... jak narkotyk. - Przecierz znasz zasady! Nasze organizacje nie wchodzią sobie w drogę! Chcesz wszystko popsuć? - Wiem, ale... Coś mi kazało. Nie czułam żadnego strachu ani lęku tylko jakiś głos. Głos z wnętrza. - Szczerze mówiąc nawet tego nie chciałam. Ktoś mną kontrolował!. Przepraszam - Mówiąc te słowa opuściła głowę roniąc krople łzy. - To jest silniejsze ode mnie. Im więcej zadaję sobie pytań, tym bardziej tracę nad sobą kontrolę! - Więc ty też? To wszystko jest prawda! - Rzekł przerażony Ken-Kun. Kizuna po krótkim namyśle bez żadnego większego, tak się przynajmniej wydawało obserwatorom, przejęcia poprawił przemoknięte, czarne włosy i powolnym, ale jakże pewnym siebie wzrokiem spoglądnął prosto w stronę Kena. Eva dostrzegła w ich oczach coś nadzwyczajnego. Był to strach, narastający strach, którego agenci nie zaświadczają, a który ku jej zdziwieniu potęgował niepostrzeżenie z minuty na minutę. - Czego oni się tak boją? - Przecież tajni agenci SHI, KAI i REI są szkoleni tak, aby nie odczuwali strachu. A może? A może oni nie są agentami... ale to nie możliwe! Spoglądali tak na siebię przez dobre kilka minut, po czym Kizuna zapinając po samą szyję swój czarny, długi aż do ziemi płaszcz wstał z miejsca gwałtownie oddalając się od zebranych na dobrych kilka metrów. Stał tak pośrodku polany, moknąc w narastającym deszczu, lekko chyląc głowę w kierunku obłożonych śniegiem szczytów gór Neutia. Osoba postronna mogła by powiedzieć, że czegoś w nich wypatruje, że w tych górach jest coś, czego szuka ale prawdę znał tylko Ken-Kun. - Co to za góry? - Spytała towarzysza. - To górskie pasmo Neutia. Rozciąga się aż od metropoli daleko na pólnoc kraju. Nikt, prawie nikt nie wrócił stamtąd żywy i nie wie co tam się kryje. Nawet agenci nie zapuszczają się tak daleko. - A Kizuna? Co go tak ciągnie do tego miejsca, do tych gór. Mam wrażenie jakby za nim tęsknił, jakby... tam się urodził! Ken-Kun słysząc te słowa lekko poprawił się na miejscu, co dla świetnie wyszkolonego agenta, jakim niewątpliwie była Eva wszystko tłumaczyło. - Co się z nim dzieje? - Kontynuowała zaniepokojona Eva. - Ciiii. - Przyłożył Ken palec do ust - Daj mu chwilę. - Czy coś z nim się złego dzieje? Zachowuje się tak, jakby... - Jakby nie był sobą. Tak, jakby coś z niego, z jego wnętrza wyjść chciało. Jakieś zło, a ta polana, ta dziwna trawa, te drzewa, kamienie emitują taką... dziwną energie. Boję się go i tego otoczenia. - Powoli, powoli. Nie wszystko na raz. Z czasem się dowiesz, o co tu chodzi - Odrzekł puszczając jej zaczepne oczko, na co nie zareagowała. Kizuna znienacka energicznym ruchem obrócił się przez prawe ramię w stronę Evy tak jakby czując, że o nim właśnie jest mowa, chcąc to przerwać rzekł: - Czy zastanawiałaś się kiedyś nad słusznością REI, KAI czy nawet SHI? - Rzekł młodzieniec. - Czy zadawałaś sobie kiedyś pytania czy to, co robisz - zabijasz, czy to w słusznej sprawie? - Czy zastanawiałaś się kiedyś nad tym, kim naprawdę jesteś? - Nie rozumie! - Szepnęła do Kena Eva. - Kim my wszyscy jesteśmy? Kim jesteś ty... ja... Ken-Kun? - Jednymi z najlepszysz agentów od brudnej roboty - Wypowiedziała głośno spoglądając gdzieś daleko w gwiazdy - ale... ale... - Dopowiedziała po krótkiej chwili. - No właśnie jest jedno, ale... - Jesteśmy marionetkami. Nic nie wartymi pionkami w jakiejś wojnie, o której nawet pojęcia nie mamy. Śledzimy, zabijamy, robimy wszystko to, co nam powiedzą. Jesteśmy jak maszyny do zabijania. Nie możemy się im i ich zasadom przeciwstawić, co właśnie czynimy. Czy jesteśmy ludźmi? Czy wiesz chociaż kogo dzisiaj zabiłaś? Czy pamiętasz chociaż, co robiłaś w...
Słowa Kizuny przerwał raptem narastający jazgot dochodzący ze wszystkich stron. Był właśnie środek nocy. Widok przysłaniała ciemna, panosząca się wszędzie bardzo gęsta mgła, która niedostrzegalnie wdarła się na ukrytą wśród wysokich drzew polanę. - Ta mgła! - Przyszli po nas! Musimy uciekać. - Już za późno! Mają nas. Musimy walczyć. - Kto? Dlaczego? Jak nas tu znaleźli? - Pytała zlękniona Eva. - Nie zrozumiesz tego, a na tłumaczenie nie ma teraz czasu! Wypowiadając te słowa Ken dobył swój długi, lśniący w świetle promieni księżyca na ciemno blady kolor miecz przyjmując pozę obronną. Eva widząc, że Kizuna uczynił to samo wydobyła swoją, 8 strzałową broń. Stanęli do siebie plecami dokładnie w samym środku polany bacznie obserwując otoczenie. Mimo tego, że byli do siebie odwróceni Eva ułamkiem oka widziała doskonale przybrane pozy obronne, jak by teraz nie patrzeć przyjaciół. Podziwiała ich każdy najmniejszy gest i ruch. Przyglądała się każdej ich reakcji próbując jak najlepiej dostosować się do nich. W tak ciężkiej chwili przyszła jej kolejna chęć na refleksje, które jak z życia wie kończyły się dla niej nietyle co tragicznie, ale wywoływały wiele kłopotów. - A może to jest pułapka nastawiona na mnie? - A jak zaraz się odwrócą i wbiją mi nóż w plecy. - Nie mogę tak po prostu umrzeć! Już miała odwrócić się i złamać szyk obronny, gdy nagle poczuła niesamowitą moc bijącą o Kizuny i Ken-Kuna. Nie była to zła, ani dobra energia. Wydawało się jej, że jest ona wyśrodkowana i dopiero teraz szuka swojej prawdziwej drogi. To samo właśnie działo się z nią. Nie wiedziała, czy zdradzić i uciec, czy zostać i czekać na dalszy tok wydarzeń... Każdy najmniejszy ruch drzew, szelest krzaków odgłos dochodzący z dala był rejestrowanych przez zlęknionych towarzyszy. Po kilku sekundach wyczekiwania na tle wielkich kamieni, gdzie wcześniej wszyscy razem siedzili przewinęła się dziwna sylwetka. Zbliżała się ona ostrożnie do lampki Kizuny pozostawionej na ziemi przez nieuwagę. Stojąc tak w trójkę obserwowali ruch nieznajomego. Powoli podchodził do lampy i już był w odległości około 50 cm od świecącej lekko lampki. Stanął i pochylił się nad nią ukazując oczom Evy przeraźliwy widok. Była to twarz straszna. Nie ludzka. Cała w jakichś strupach, czy pęcherzach. Miała wielkie skośne oczy, bardzo liczne i ostre zęby. Cała postać była niska. Około metra wysokości. Co jakiś czas wydawała dziwne gesty ohydną, zakończoną ostrymi pazurami łapą do stojącej w oddali, niewidocznej dla Evy postaci. Nagle usłyszała cichy szept Kizuny. Nie wiedziała, jakim językiem mówi, ale przypominał jej stare dialekty ludności Gaji - uważanej przez wszystkich za dawno wymarłą rasę. Kończąc swą mowę zakończył ją zdaniem: "Osma the kirtu al vadi", co znaczy mniej więcej: "Niech się tak stanie". Raptownie z lampy, nad którą stała złowrogo wyglądająca postać wystrzelił płomień zapalając nieprzyjaciela. Niestety. Było to złe posunięcie. Zza drzew zaczęły wybiegać kolejne, zaalarmowane krzykiem palącej się postaci kreatury. - Powoli. Spokojnie. Jeszcze nie teraz - Szeptał cichym głosem Kizuna, który jak by nie patrzeć w ciemnościach czuł się jak ryba w wodzie. Nagle rozległ się wielki trzask i z pod ziemi wyskoczył nieprzyjaciel w odległości około dwóch metrów od ich samych. Kizuna wraz z Ken-Kunem wybiegł na przód jednym ciosem powalając człekopodobną istotę i zabierając się do następnych. Niestety Eva nie miała tyle szczęścia. Nagle poczuła potężny ból w okolicach klatki piersiowej. Nic nie widziała. Czuła, jak ciepła krew spływa jej po biodrach kapiąc na ziemię. Zasłabła. Z wielkim hukiem upadła na ziemię. Doczołgając się do pobliskiego drzewa zaczęła strzelać na oślep. Najwyraźniej jedna z kul trafiła go, a raczej to coś gdyż przeraźliwy ryk, wydany przez ranną bestię rozległ się po lesie paraliżując wszystko, co zdolne było, do jakichkolwiek uczuć czy poczucia strachu. Pierwszy raz w życiu Eva była tak bardzo przestraszona. Ledwie resztkami sił otworzyła oczy i ujrzała przed sobą przeraźliwą, wysoką na około trzy metry istotę o długich, zakręconych do środka szponach, z których sączyła się dziwna substancja i wielkich czerwonych oczach. Wycelowała w głowę i oddała trzy ostatnie strzały, co nie zrobiło na wrogu najmniejszego wrażenia, po czym straciła przytomność. - Eva!!! - Dopadł ją Hicon - Krzyknął Ken kierując się w jej stronę. Niestety Hicon przed dotarciem pomocy Kena zdołał zadać jeszcze jeden cios łamiąc Evie żebra i lewą nogę. Gdy już przymierzał się do śmiertelnego ciosu nagły, olśniewający błysk i krzyk Kena wspomagany grą na flecie Kizuny przedarł ciemność w pół po czym wódz agresorów padł na wznak, znikając po chwili pod ziemią. - Eva !!! - Nic ci nie jest - Krzyknął Ken. Niestety nie odpowiedziała - Musimy zabrać ją do Ufi-Tena! On nam pomoże...
7-MAŁY-7
|