Nie rozumiem, jak ludziom może się podobać ten crap. Z książką nie ma praktycznie nic wspólnego! Gdyby nie Pierścień i nazewnictwo, nie skojarzyłbym pewnie adaptacji filmowej z książką. Oczywiście mowa o filmie "Władca Pierścieni".
Szkoda wymieniać zalety, bo jest ich niewiele. Właściwie - tylko jedna - efekty specjalne. Te, trzeba przyznać, robią wrażenie, ale nie o to przecież chodzi (w końcu "TLotR" dostał cztery oskary, i to wyłącznie w kategoriach "technicznych", które są zdecydowanie niżej cenione). Film dostał oskara m.in. za charakteryzację. Cóż, może jest bardzo... ciekawa, to jednak ma się nijak do świata Ardy. Może w punktach:
  • Hobbici - Tragedia! Są po prostu... chudzi! Jak patyki! Hobbit w wieku Froda powinien mieć już te "okrągłości" w okolicy pasa. Poza tym - dlaczego mają sztuczne uszy? Tzn. są lekko szpiczaste, a przecież hobbici to "odmiana" ludzi, nie elfów. Sam Tolkien nie wypowiedział się jednoznacznie na ten temat.
  • Elfy - Eee tam... Gdzie im tam do wyobrażeń. Przede wszystkim - oczy. Są po prostu... zwykłe, ludzkie. Tymczasem elfa można było odróżnić od człowieka m.in. dzięki oczom. Pamiętacie Golluma, który z przerażeniem wspomina o elfach ze "świetlistymi oczami" (w filmie pewnie będzie brakować tej sceny)? Poza tym z elfów zrobiono takie "malowane lalki". Wszystkie ładnie uczesane, nienagannie czyste ubiory... nawet po długiej podróży. Ciekawe, ile czasu trwało nakładanie makijażu?
  • Orki - Wyglądają jak potwory z nocnych koszmarów, nie jak potwory z fantasy.
  • Sauron - Wygląda jak demon z kiepskich filmów Sci-Fi z lat sześćdziesiątych.
Nie chce mi się dalej wymieniać. Może ktoś inny mnie wyręczy.
Najgorszą częścią filmu jest jednak... scenariusz. Ma się nijak do książki. Wiele osób wychodzi z kina z mylnym przekonaniem, że...
  • Gollum odnalazł Pierścień;
  • Bilbo nawet nie zbliżył się do Golluma;
  • Pierwsze spotkanie Aragorna z Frodem nie było zbyt przyjazne (no dobra, nie było, ale aż tak!?);
  • Arwena uratowała Froda;
  • Tylko Frodo dostał dar od Galadrieli i tylko on spojrzał w jej zwierciadło Niekonsekwencji jest znacznie więcej, a jeszcze więcej po prostu nie pokazano. Zapomnij o Bombadilu, napadzie wilków czy Glorfindelu (pozdrowienia dla Qn'ika :)). Ti-mon mówi: "Chciałbym zobaczyć minę Tolkiena oglądającego ten film". Otóż Tolkien zgodził się na nakręcenie filmu na motywach jego książki, pod warunkiem, że zostanie zachowana oryginalna pisownia nazwisk, imion itp... Jednak nie jestem pewien, czy teraz nie zmieniłby zdania. Jego syn, który opiekuje się spuścizną ojca, nie jest z filmu zadowolony. Wcześniej próbowano już przenieść dzieło na duży ekran, ale ogrom przedstawionego świata przerastał ówczesne możliwości techniczne. Teraz się w końcu udało, tylko pytanie - czy było warto? Ja wolę książkę...

    © OldEnt <amgry@o2.pl>

    P.S. Ten tekst jest niedokończony, ale nie mogłem się już zmusić na więcej (to nie jest recenzja).

    >>Powrót do AMFILM<<